Suffocation – „Hymns From the Apocrypha” (2023)

3 listopada 2023 roku jest dniem, w którym będzie mieć swą premierę jeden z ważniejszych albumów tego roku. Jest nim wyczekiwany, nowy krążek Suffocation, zatytułowany Hymns From the Apocrypha, którego wydaniem zajęła się wytwórnia Nuclear Blast. Hymny są pierwszym albumem zespołu od sześciu lat i pierwszym z nowym wokalistą Rickym Myersem (Disgorge).

Odsłuch nowego Suffocation z dwumiesięcznym wyprzedzeniem odbieram wręcz jako przywilej. Kocham ten band od lat, za dzieciaka zasłuchany byłem w Human Waste (bo tylko do tej kasety miałem dostęp), potem wraz z reaktywacją i albumem Souls to Deny wszedłem w dyskografię jak nóż w masło i w niej zostałem. Pociśnięty dodatkowo możliwością zobaczenia amerykańskich morderców na żywo, związałem się z tą kapelą chyba już na całe życie, jego technika, wyrafinowanie, brutalność i groove są dla mnie idealnym sposobem na niebanalną muzykę, która pomimo naprawdę skomplikowanych partii i aranży kopie dupę swą energią i łatwością przyswajania. Terrance Hobbs (gitarzysta, założyciel) ma idealne wyczucie wagi przejrzystości kompozycji względem jej techniki, dzięki czemu duża ilość wyższej matematyki w kompozycjach nigdy dla mnie nie była problemem, a jedynie gwarantem chęci stałego powracania do ich albumów, bo kompozycje zawsze miały wiele do zaoferowania i poznanie ich na wylot zajmowało sporo czasu. Nie inaczej jest z nowością w postaci Hymns From the Apocrypha.

Zespół z krążkiem się nie spieszył, wymianę wokalisty (która moim zdaniem wisiała w powietrzu znacznie wcześniej) odpowiednio ograno na koncertach, dzięki czemu Myers miał sporo czasu na adaptację do stylu Suffo – to słychać. Można to już wyczuć, słuchając singla Seraphim Enslavement, który wgniata i niszczy wszystko na swojej drodze. Jeżeli jesteście ciekawi, czy cały album jest tak dobry, to odpowiem krótko – jest! Włączając go po raz pierwszy, oficjalnie porobiłem się z radości w majty. Brzmienie (Christian Donaldson), technika, agresja, ciężar – żaden z tych elementów nie jest zaniedbany, a po wielokrotnym przesłuchaniu płyty sądzę, że jest to album dla zespołu esencjonalny, bo od czasu reaktywacji nigdy nie zbliżył się tak bardzo do stylu z lat 90. Dołączenie do składu Myersa i długa przerwa wydawnicza wybiły band z delikatnej przewidywalności, w jaką miałem wrażenie, że się kieruje. Styl został odświeżony, ulepszony i wzbogacony o parę nowych elementów, jednocześnie jednak pozostając w odpowiedniej konwencji. Hymny oferują prawdziwą ucztę na krwawych, miażdżących beatdownach i maksymalnie szybkich blastach, a wokalista ze swą ultraniską barwą punktuje każdą partię, by wycisnąć z niej wszystkie soki trawienne. Świetnym na to przykładem jest utwór o numerze dwa, Perpetual Deception, który atakuje na początku szybkimi, rwanymi blastami, a następnie wbija się w ciężary i bardzo nośną partię, która z kolei prowadzi nas do jeszcze konkretniejszego zwolnienia i biczowaniem ciężarem. Jest to kompozycja, która wraz z singlową należy do moich ulubionych, ale prawda jest taka, że to wybór na zasadzie „najlepsze z najlepszych”, bo nie ma tu miejsca na słabości i zapełniacze.

Nieco ponad czterdzieści minut mielenia mięsa w Hymns From the Apocrypha jest zaprojektowane optymalnie, z głową i planem, nie pozwalając na uczucie przesytu i nudy. Jest to krążek, który zatrzęsie światem i pozostawi po sobie jedynie zgliszcza. Malkontentów narzekających na odejście wieloletniego wokalisty Franka Mullena nie spodziewam się zbyt wielu. Tak, był nieodłącznym elementem Suffocation, lecz nowy członek zastąpił go godnie i nie skupił się tylko na kopiowaniu, ale i na tym, by dać coś od siebie. Hymny przywróciły zespołowi świeżość, polot i pozwoliły wrócić na death metalowe podium, pod którym wszyscy moglibyśmy stanąć i odśpiewać im hołd w postaci refrenu jednego z utworów, Hate Eternal: King of All Kings!

Ocena: 10/10

Suffocation na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , .