Z czym kojarzy się Rumunia? Wampiry? Wino? Cyganie? Trochę kiczu? Na pewno ostatnią rzeczą na jaką można wpaść to post-rock. A tu proszę: Rumunia, post-rock, pierwszy album. Połączenie intrygujące, lekko egzotyczne. A kryje się za tym Sunset In The 12th House, poboczny projekt muzyków Dordeduh (atmospheric folk/black metal) i płyta Mozaic.
Nazwa zespołu zresztą sugeruje podróż w gitarowe i spokojne granie. Nic bardziej mylnego. Panowie zaserwowali nam sześć w większości instrumentalnych kompozycji. Po pierwszym podejściu do nich, całość wywarła na mnie całkiem przyjemne i lekkie wrażenie. Krążek zaczyna się 14-minutowym Seven Insignia. Przez cały ten czas nieodparcie nasuwają się skojarzenia z twórczością Porcupine Tree oraz Dream Theater. Zresztą podobnie dzieje się w pozostałych utworach. Ponadto słuchając numeru otwierającego odniosłam wrażenie, że w niektórych momentach zabrakło dobrych przejść pomiędzy poszczególnymi motywami. Brzmi to tak jakby utwór się kończył i zaczynał kolejny, chociaż to wciąż ten sam kawałek. Nie przeszkadza to specjalnie w odbiorze, ale mogłoby to być bardziej dopracowane.
Z pewnością na wspomnienie zasługuje Desert’s Eschaton okraszony orientalnymi dźwiękami i wokalizami w intrze. Poza tym, że wyróżnia się klimatem, to brakuje mu większego urozmaicenia. Szkoda, że naprawdę ciekawie zaczyna się robić dopiero pod sam koniec. Z kolei w ostatnim Rejuvenation możemy usłyszeć trochę wokalu, co nieco odciąża kompozycję z monotonni jaka by jej groziła. Mimo wszystko dobrze, że wokal pojawia się tak bardzo oszczędnie na całym Mozaic. Sądzę, że post-rock jednak lepiej prezentuje się w wersji instrumentalnej. Jak na moją pierwszą styczność z rumuńską muzyką rockową Sunset In The 12th House wypada nie najgorzej. Panowie mają potencjał do takiego gatunku, jednak czasem nie do końca go wykorzystują. Brzmienie jest jak na post-rock dość charakterystyczne dla tej akurat kapeli, a to dzięki żywszym i energiczniejszym partiom gitarowym, które przywołują na myśl wymienione już przeze mnie wcześniej zespoły. Nie jest to płyta wybitna i nader oryginalna, aczkolwiek z pewnością warta przesłuchania i zauważenia.
Tak jak większość muzyki tego pokroju wywołuje u mnie poczucie melancholii, tak Mozaic słuchany wielokrotnie wprowadza w równowagę. Są to naprawdę relaksujące kompozycje. Mimo że niezbyt skomplikowane z wielokrotnie powtarzającymi się motywami. Całkiem miło można spędzić ostatnie letnio-jesienne zachody słońca z muzyką Sunset In The 12th House w słuchawkach. Odstresowanie gwarantowane.
Ocena: 6/10
- Debiutancki singiel zespołu Inanes - 28 grudnia 2020
- King Apathy – „Wounds” (2019) - 17 października 2020
- My Dying Bride – „The Ghost of Orion” (2020) - 8 marca 2020

