Na nowy krążek coraz bardziej rozpoznawalnego Sznura nie trzeba było czekać szczególnie długo. Charakterystycznie prezentujący się zespół podtrzymał swój całkiem obfity cykl wydawniczy i dwa lata po premierze Domu człowieka powrócił ze świeżym długograjem, już czwartym w dorobku. Ozdobiona dość nietypową jak na tę formację okładką Ludzina nie jest tylko kolejnym albumem w katalogu pochodzącej z Wałbrzycha grupy – w mojej opinii to najmocniejsze z jej dotychczasowych wydawnictw.
Było na poprzednim albumie Setha i jego kompanów trochę post-blackowych odjazdów, które z powodzeniem mogły wytyczyć zespołowi jego dalszą drogę. Niespodzianka – nie wytyczyły. Powiedziałbym nawet więcej – poszły w kąt, przez co Ludzina to trochę taki “powrót do korzeni”, innymi słowy – black pełnym ryjem, hołdujący oczywiście Norwegii, momentami nieśmiało flirtujący z thrashowymi patentami (Pole). Sznur pozostaje jednak w tym wszystkim Sznurem, w czym oczywiście pomagają naturalistyczne teksty Zer0, który w swoich opisach wszelakich patologii nie zwykł owijać w bawełnę; do tego dołożyć można jeszcze chwytliwą melodykę poszczególnych utworów oraz ich często połamane tempo, czyli nic innego jak to, z czego kapela do tej pory była znana. Powróciły też sample, choć w porównaniu do poprzedniego wydawnictwa jest ich mniej i ograniczyły się jedynie do imitującego wiejską biesiadę otwarcia znakomitego singla Kurwy oraz zilustrowania tytułowej aktywności w najsłabszym na krążku numerze Stosunek.
Składniki niby znane, ale wciąż działają. Ba, działają jeszcze lepiej niż dotychczas. Kurwy, Płyny i Dwóch to Sznur w swojej zdecydowanie najlepszej formie, zadający szybkie ciosy, których przyjmowanie po prostu uzależnia (nie pytajcie, ile razy katowałem te kawałki). Później trio nieco spuszcza z tonu, jednak oprócz odrobinę nużącego Stosunku nie ma wielu minusów. Zauważalnej poprawie uległy też kwestie stricte produkcyjne – dwa lata temu narzekałem na perkusję, tym razem Psyho brzmi tak jak powinien brzmieć już na Domu człowieka, czyli z pierdolnięciem. Ale nie myślcie, że Sznur na Ludzinie nie dorzuca niczego nowego do swojego katalogu – na zakończenie czeka was jeszcze ukryta Wojna, będąca coverem Defektu Muzgó i przy okazji świetnym zamknięciem albumu.
Ludzina jest więc kolejną udaną pozycją w dyskografii wałbrzyskiego składu – może i nieco prostszą od poprzedniej, ale za to mocniejszą, być może właśnie dzięki rezygnacji z post-blackowych wtrętów. Zespół potwierdził swoją klasę po raz kolejny, a czwarty krążek w jego dorobku powinien błyskawicznie podbić czarne serca coraz większego grona fanów Sznura. Przy okazji bezproblemowo wskakują oni do tegorocznej topki polskiego blacku, co pewnie znajdzie odzwierciedlenie w niejednym muzycznym podsumowaniu 2023 roku.
Ocena: 9/10
Sznur na Facebooku
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
- Asteriæ – „Miejsce, które nazywam sobą” (2025) - 22 stycznia 2026
- SaintSombre – „Earth/Dust” (2024) - 12 stycznia 2026
Tagi: 2023, black metal, Godz Ov War Productions, Ludzina, recenzja, review, sznur.






