Czekałem na ten materiał. Tarabanem zostałem zainfekowany dzięki koledze (pozdro, Sin!). Zależało mu do tego stopnia, że sprezentował mi winyl, więc wyjścia nie było i jak się okazało, była to metoda skuteczna. Stonerujące dźwięki debiutu How The East Was Lost weszły mi bez oporów, dzięki czemu od tego czasu obserwuję poczynania artystów. Oath to Epka, która miała premierę 20 marca tego roku i została wydana własnym sumptem przez zespół.
Patrząc na dotychczasowe dokonania kapeli byłem pewien, że nowy materiał będzie się różnił od poprzedników. Tak też się stało. Muzycy są głodni eksperymentów i mają totalny problem z usiedzeniem przez jakiś czas w jednym miejscu. Mi to pasuje, w często zastałym świecie metalu zawsze przyjmuję z otwartymi ramionami tych, którzy mają ambicję, by łamać bariery i nie bać się ryzykować.
Pierwszym upublicznionym singlem został Country Song. Lepiej band nie mógł wybrać, bo jest to utwór przebojowy i jednocześnie pokazujący projekt w zupełnie nowym świetle. Każdy usłyszy tu zapewne co innego, ale ja wyłapałem Van Halen i Ghost. Totalnie hard rockowy riff połączony z melodyjnymi, silnie wpadającymi w ucho wokalami nie ma szans przejść obok słuchacza niezauważony. Jedni polubią, inni znienawidzą, ale nikt nie oleje i bardzo dobrze. Mi się spodobał, nadal uważam go za najlepszy z krótkiego materiału. Pozbawiony jest słabych momentów, wszystko tu pasuje i się przegryza, a solo na banjo nadaje ostatecznej zajebistości. Reszta materiału nie jest aż tak nachalnie przebojowa (choć Roxxxane jest bardzo blisko), ale utrzymuje hard rockowy charakter, a wokalizy Daniela Sudera mniej lub bardziej nawiązują (w moim uznaniu) do Ghost. Słucha się tego dobrze, miło i bezboleśnie. Czasami muzycy nawiązują jeszcze delikatnie do stoner rocka, ale wpływy te zostały na Epce zepchnięte na totalny margines. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość, lecz rozwiązanie to na Oath było dobrym wyborem. Jak już się pójdzie w hity i żywsze tematy, to dobrze pociągnąć wszystko tak, by było spójnie.
Żeby nie było tak całkiem różowo, muszę wytknąć jedną rzecz, nad którą trzeba popracować. Jestem pewny, że wokalista walczy z tym jak może, ale czasami jego angielski akcent jest bolesny. Są ludzie, którym nie będzie to przeszkadzać, ale ja niestety zawsze na to zwracam uwagę i tu jest to też mała bolączka. Sposoby, by to rozwiązać są dwa, albo ćwiczyć tak długo, aż się zminimalizuje polenglisz, albo można napisać materiał po polsku, co w moim uznaniu nie musiałoby być takie złe. Podam tu dla przykładu Wija, który radzi sobie w tej materii całkiem nieźle, nie wpadając w banał.
Reasumując, Oath to bardzo duży krok naprzód. Wokół zespołu zrobiło się głośno jak nigdy i postęp ten musi być błyskawicznie potwierdzony potężnym longiem. Taraban 2025 to grupa z dużymi możliwościami i potencjałem. Od samego zespołu zależy, co z tym zrobi, a na dziś życzę mu dobrze, trzymając kciuki za dobrą przyszłość.
Ocena: 8/10
- Final Gasp – „New Day Symptoms” (2026) - 24 lutego 2026
- Exhumed – „Red Asphalt” (2026) - 18 lutego 2026
- Blood Red Throne – ”Sillskin” (2025) - 8 lutego 2026

