The Great Old Ones – „Kadath” (2025)

Dosłownie kilka dni temu miała swoją premierę najnowsza płyta The Great Old Ones, post black metalowców wyrwanych z prozy H.P. Lovecrafta. Album Kadath to nowe oblicze zespołu, na które przyszło nam czekać prawie sześć długich lat. To najdłuższa jak do tej pory przerwa w nagraniach Francuzów. Czy warto było czekać?

Kadath to kolejna podróż do krainy Lovecrafta, świata stworzonego ponad sto lat temu. Tytułowa Kadath to monumentalna góra zwieńczona zamczyskiem z onyksu oraz dom Wyśnionych Bogów Ziemi. Czyli tym razem The Great Old Ones przenoszą się z oceanicznych głębin poprzednich wydawnictw do Krainy Snów.

Pierwszym, co zwraca uwagę, jest długość samych utworów. Poza niewiele ponadminutowym The Gathering mamy do czynienia z nieco rozległymi kompozycjami, w których The Great Old Ones łączą się jako organiczna i dynamiczna całość, niczym dzika kula ognistej agresji. Najbardziej zauważalne jest to już w otwierającym album Me, The Dreamer. Ekstremalne i bombastyczne, przerażająco mocne wprowadzenie w atmosferę całego krążka. Miażdżące riffy wybuchają niczym niekontrolowana eksplozja, po to tylko, żeby zwolnić, dryfując w stronę niepokojącej sekcji, która narasta z uderzeniem niestrzeżonego ognia. Zaraz potem wracają dzikie riffy, nadając teksturę i głębię każdemu utworowi, który jest naznaczony szorstkim i złowieszczym wokalem Benjamina Guerry`ego.

Mrok motywu przewodniego przerzucany jest w trakcie ośmiu kawałków, trwających łącznie blisko 72 minuty. Opętane gitary Auréliena Edouarda i Alexandre’a Rouleau wywołują niekontrolowane dreszcze, czy to w szalonych, trzewnych riffach, czy delikatnym uderzaniu, które kształtuje utwory takie jak Those From Ulthar. Pomocne jest śledzenie tekstu, ponieważ chociaż sposób przekazu Guerry’ego jest zrozumiały, są chwile, gdy jego wymowa jest na tyle dzika, że ​​pozostawia dezorientację.

Przekaz Kadath jest wręcz majestatyczny, z szerokim spektrum dźwięków, które są zarówno przekonujące, jak i napędzające, pełne mocy sugerującej, że na żywo The Great Old Ones muszą być nieodpartą siłą.

Narracja zespołu łączy elementy finezji i fantazji, spadając z mrocznych, melancholijnych miejsc, otulając słuchacza niewygodną mgłą, która wiruje wokół. Delikatne interludium The Gathering zapewnia głęboki oddech przed zanurzeniem się w centralnym punkcie całego albumu.

To spójny, płynący pejzaż dźwiękowy, który rozwija się w szybkim tempie, rozbijając talerze perkusji i kanciastą pracę gitary rezonującej w hipnotycznym przekazie, łączącym surowość black metalu z bardziej progresywnym i post-metalowym nastawieniem. Przedstawia odyseję, którą podejmuje główny bohater opowieści w sposób, którego wiele zespołów nie byłoby w stanie nawet pojąć. Są też i te bardziej eteryczne fragmenty, które studzą szalejący ogień, jak piętnastominutowy Leng. Zamykający album Astral Void (The End Of The Dream) to kolejna kręta, brutalna propozycja. Tutaj historia się kończy, a główny bohater opowieści Kadath przybywa do zamku, by napotkać przerażającą wizję.

Cholera, chyba sięgnę do lektur z młodości i ponownie zagłębię się w mrok Lovecrafta.

Ocena 7/10

The Great Old Ones na Facebook

Adam Pilachowski
Latest posts by Adam Pilachowski (see all)
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .