Site icon KVLT

Thy Disease – „United We Fall” (2025)

Thy Disease działa na scenie już dwadzieścia pięć lat. Dobrze pamiętam początki tego zespołu i ogólną podnietę metalowego światka ich coverem Frozen Madonny. Debiut jako całość specjalnie mnie nie poruszył, ale numer dwa, czyli Cold Skin Obsession już tak. Zespół odpowiedział na ówczesny trend zwany metalem ekstremalnym, a którego głównym wykonawcą był Zyklon oraz Myrkskog. Mnie to porobiło. Później nastąpiła droga w stronę elektronicznych klimatów i do Rat Age mi to grało. Potem przyznaję, że straciłem zainteresowanie zespołem. Sprawdzałem single, byłem na bieżąco, ale nie zażarło. Gdy naczelny odezwał się z zapytaniem czy ogarnę ich nowe dzieło byłem sceptyczny, jakoś nie widziałem szans by mógł nagrać coś co może mnie poruszyć, a nie chciałem wystawiać negatywnej oceny zespołowi, który szanuję za całokształt i upór. Wtedy naczelny uderzył z namową i przekonywał, że mam sprawdzić bo dobry materiał. Udało mu się. Redakcyjny kolega Piotr (red. naczelny) zasugerował mi: „Marcin, weź posłuchaj tego, to naprawdę dobry materiał, to inny Thy Disease niż ich ostatnie płyty”. Premiera United We Fall odbyła się 28 listopada 2025 roku nakładem Creative Music Records.

Od razu na początku zaskoczył mnie fakt powrotu Syrusa (Gnida) na stanowisko wokalisty, bo nie zanotowałem w pamięci momentu jego – okazuje się, tymczasowego – odejścia z zespołu. Nie ma tego złego, wrócił i wszystko jest znowu na swoim miejscu. Wraz z jego ponownym dołączeniem muzyka stwardniała (albo też dlatego wrócił). Yanuary (gitara, muzyka) postanowił przepisać Thy Disease na nowo i wraz z nowym albumem rozpocząć nowy etap działalności. Nowe logo (narysowane przez kvltowego Szpajdla), nowa stylistyka i dbanie o każdy szczegół. Co mnie wgniotło przy pierwszym kontakcie z United We Fall, to brzmienie. Muzycy poszli ambitnie i bezkompromisowo, wysyłając ścieżki do miksu i masteringu Christianowi Donaldsonowi, który ma na koncie prace dla Cryptopsy, Despised Icon, Shadow of Intent czy Ingested. Sound na płycie zabija, jest nowoczesny, świetnie wpasowujący się w styl zespołu, ale równocześnie jest bardzo witalny. Wydaje mi się, że tego muzycy potrzebowali. Odejście od brzmień dosyć plastikowych na rzecz mięsistych, masywnych wyszło na dobre i płyty słucha się dobrze.

Muzycznie jest więc bardziej bezpośrednio. Zespół nazywa to powrotem do korzeni, ale moim zdaniem jest to raczej nowa jakość. Jak dla mnie Thy Disease nigdy nie nagrał aż tak skomasowanej i riffowej płyty. Nie wyparto całkowicie ciągotek do modern metalu, pojawia się sporo klawiszy, ale rdzeniem kompozycji są tu mocne riffy i atak. Daje to na pewno bardzo koncertowy materiał, który ma ludzi pod sceną zmiażdżyć i zmusić do headbangingu.
Budowa kompozycji jest ciekawa, muzycy dbają, by działo się wiele, a zmiany tempa nie wpuszczały przesadnej monotonii. Niestety jako całość może się płyta okazać dla niektórych monotonna czy może używając mniej negatywnego w wydźwięku słowa – monolityczna. Album w pierwszym kontakcie uderza mocą i wywołuje zachwyt, aczkolwiek później łatwo stracić uwagę. Utwory są utrzymane na bardzo podobnym poziomie artykulacji i pomimo że dzieje się wiele, całość operuje na podobnym poziomie emocjonalnym. Dlatego polecam nie poddawać się po pierwszym odsłuchu, drugim, a nawet trzecim. Album jest wart grzechu, wart poznania i zakupu. Yanuary z załogą włożyli weń wiele pracy i pieniędzy. Tu nie ma miejsca na kompromisy, postawiono na jedną kartę na zasadzie „wszystko, albo nic”, i ja takiemu podejściu dopinguję. Thy Disease to już kawał historii, zespół dołożył swą cegiełkę do polskiej sceny metalowej i zasługuje na odpowiednie uznanie.

Ciężko mi United We Fall i sam zespół porównać do kogokolwiek, ale na pewno bardziej mi odpowiada ten album niż na przykład ostatnie dokonania Hate. Jeżeli jeszcze nie sprawdziliście tej płyty, albo tak jak ja chcieliście ją sobie odpuścić, to polecam jednak poświęcić te kilka minut życia, by wyrobić sobie o niej zdanie. Jedno jest pewne, nie da się nie docenić wysokiej jakości tego albumu, nawet jeżeli nie spodoba nam się w stu procentach.

Ocena: 8/10

Thy Disease na Facebook’u.

Exit mobile version