Tower – „Raven” (2021)

Należę do pokolenia milenialsów, przynajmniej tak mi się wydaje. Nie będzie więc żadnym zaskoczeniem stwierdzenie, iż odnajduję się głównie w muzyce lat 90. i przełomu 00., nostalgia to potężna siła, z którą ciężko sobie poradzić. Magia tych czasów wydaje mi się potężna, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że osoby młodsze lub starsze swoją magię odnajdują w innych epokach. Ja natomiast z uporem maniaka będę się upierał, że najlepsze albumy powstały w wyżej przeze mnie wymienionym przedziale. Dlaczego o tym piszę? Odpowiedź jest prosta, recenzja albumu, o którym będzie ten tekst dotyczy zespołu, który swoje najlepsze chwile w tym czasie przeżywał i także w tym okresie przestał istnieć. Mało tego, album ten powstał już po jego rozkładzie, w roku 2000 i nigdy nie został wydany. Mowa o płycie Raven nieodżałowanego zespołu Tower.

Tower wydał dwa świetne albumy: gotycko-metalowo–folkowy The Swan Princess (1998) i zaskakujący, silnie zabarwiony wpływami ówczesnego Samaela, Mercury (1999). Nikt nie był w stanie pojąć dlaczego zespół rozpadł się po nagraniu tak dobrego albumu, wszystko wskazywało na wielki sukces płyty i bardzo dobrą przyszłość. Niestety życie napisało inny scenariusz i o Tower słuch zaginął. Po dwudziestu latach, bez żadnego ostrzeżenia, metalowy świat obiegła wiadomość o wydaniu nie jednego, a dwóch albumów projektu i wznowień starych krążków przez rosyjską GS Productions. Jak się okazało główny kompozytor Tower, Piotr Kolleck, w roku 2000 stworzył materiał na Raven, który w 2020 ożywił zespół ponownie, a potem powstały nowe kompozycje na płytę Uriel.

Materiał na album Raven powstał w Selani Studio pod okiem i przy współpracy świętej pamięci Szymona Czecha w składzie: Piotr Kolleck, Leszek „Szambo” Rakowski i Dj Qlhead.

Mówienie o Raven „płyta” to jednak lekkie nadużycie, w moim uznaniu lepiej pasuje pod miano mini-albumu nie tylko ze względu na czas trwania (dwadzieścia minut), ale i przez jego zawartość. Raven to w głównej mierze remiksy kilku starszych nagrań Tower, uzupełnionych premierowym materiałem. Sytuacja z kompozycjami jest nieco mglista, gdyż nie ma możliwości znalezienia nigdzie informacji odnośnie każdego z nich i trzeba się opierać tylko i wyłącznie na znajomości znanych nagrań zespołu. Krążek otwierają dwa utwory premierowe, noszące tytuły Sara i Hagar, które utrzymują gitarowy klimat płyty Mercury. Są nieco surowsze i bardziej „metalowe” niż inne kompozycje znajdujące się na tamtym albumie. Na Raven spełniają swą rolę znakomicie i są jedynym stricte metalowym ciosem materiału. Po nich mamy do czynienia z eksperymentami z elektroniką. Muzycy wzięli się za zremiksowanie czterech kompozycji, po dwie z The Swan Princess (My Lovely Princess, Silent Fall) i Merucry (The Tempter, Luciferion). Utwory zostały na tyle przebudowane, że dla fanów Tower to może być niezła gratka. Różnią się w ogromnym procencie od oryginałów i jak na moje ucho stały się kompletnie nowymi bytami muzycznymi. Kompozycje wzięte z Mercury z natury miały bardzo zimny klimat i nie jest niespodzianką, że nowe wersje musiały się udać (choć niejednemu pewnie stanie ością w gardle silny beat Luciferion). Niespodzianką są dla mnie nowe wersje folkujących songów z The Swan.., których melodie połączone z dobrym electro pulsem otrzymały przepiękną atmosferę. Całość zamyka nieco ponad minutowa miniatura muzyczna, która łączy świat elektroniki i metalu, stając się swego rodzaju spoiwem całości.
Jeżeli macie zamiar zapoznać się z albumem Uriel, powinniście w pierwszej kolejności przesłuchać Raven. Pomimo wielkiej przepaści czasowej między dwoma albumami, uważam, że Kruk jest pomostem pomiędzy starym a nowym Tower. Wpływy pojawiające się na nim pokazują, w jakim kierunku mają pójść muzycy i szczerze żałuję, że ten materiał nie miał swojej premiery w czasie swego powstania.

Ocena: 8/10

Tower na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , .