Triagonal „Dichotomy of Mind” (2015)

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Ja też chcę się tak zestarzeć!!! To była moja pierwsza refleksja po przesłuchaniu tej płyty… Ale do rzeczy…  To, że w Triagonal gra Remo, to już oczywiście wiecie. Do grania razem pod szyldem Triagonal zwerbował dwóch – nie bójmy się tego słowa – fachowców: Jacka SikoręWojciecha Konickiego – by godnie powrócić po latach niebytu muzycznego. Sacriversum to już martwe rejony.

Czas na nowe. Nowe pod każdym tego słowa znaczeniu. Triagonal na Dichotomy of Mind nie ma niemal nic wspólnego ze wspomnianym powyżej Sacriversum. Tylko osoba Rema i jego wokal jest wspólnym mianownikiem, łączącym oba zespoły. Ale czy to istotne? Nie. Ta kapela obroni się samą muzą.

Remo w różnych wypowiedziach ciągle podkreśla wiek muzyków Triagonal, ale zupełnie Go nie rozumiem. Triagonal kipi żywotnością… Ocieka radochą życia, jakiej nie powstydziłby się niejeden debiut gówniarzy z zatęchłej piwnicy czy sali prób w lokalnym MOK-u.

Dichotomy of Mind zaczyna się konkretnie, dwa akordy i jedziemy. Jak wspominałem, Remo nadal kontynuuje swój styl wokaliz. Tu stosunkowo niewiele się nie zmieniło od czasów Sacriversum. No może, że jest po prostu lepiej. Remo swobodniej wykrzykuje poszczególne frazy, bez silenia się na finezję. A ma chłop dobre płuca!

Gdzie muzycznie umiejscowić ten Triagonal? To taki bękart klasycznego zapatrywania się na metal z deathowym wokalem. Taki bękart Motorhead i … Six Feet Under z progresywnymi elementami. Muza pozornie prosta, za to niesamowicie hitonośna. Dichotomy of Mind to cholerny muzyczny narkotyk pełen rytmów i melodii!

Osobno wielkie brawa dla osoby, która porządziła stołem mikserskim w studio. Triagonal na swoim debiucie brzmi niesamowicie klarownie i zarazem mocno. Bez taniochy i nakładek w ilości 100. No ale jak się umie grać, to nie trzeba się posiłkować technologią. Młodzież patrzy i się uczy. Do tej płyty odsyłam wszystkich tych, co pieprzą smęty, że nie ma obecnie muzy w starym stylu. Ależ jest. Nagrali ją ludzie, którzy kreowaniem muzyki znają się pewnie więcej lat, niż ja łażę po tym łez padole.

Cały czas czuć klasyczne podejście do grania. Nie ma tu silenia się na zbędną wirtuozerię, nikt tu niczego nie udowadnia. Triagonal to ludzie, którzy mają warsztat, doświadczenie i.. spokój wewnętrzny. Wiedzą, że płyta Dichotomy of Mind nie zmieni nic w ich życiu, nie obali świata. Ona ma bawić, sprawiać frajdę. Również Twórcom, zwłaszcza im.

Cholera, tyle radochy z otrzymanej płyty do oceny już daaawno nie miałem. Absolutnie nie czuć upływu czasu, gdy poszczególne utwory sobie pomykają, a sympatycznie zaakcentowany bas sobie plumka w spokojniejszych fragmentach. Zresztą cała płyta Triagonal oscyluje w średnich tempach. I czuć, kurewsko czuć, że kolekcja płyt tych panów to klasyka muzy o szerokim spektrum. Pozornie banalne kompozycje z klasycznym feelingiem. To wszystko pięknie podsumowuje ostatni utwór Rose of the Desert, gdzie gościnnie udziela się Wojciech Hoffmann i wtedy już w ogóle czuć tutaj klasyczne korzenie 2/3 muzyków Triagonal… Swoją droga świetny patent na pewne wyciszenie, a zarazem podsumowanie całej płyty.

Po wielu przesłuchaniach tego albumu mogę nadal rzec, że jestem zachwycony debiutem Triagonal. Wy też będziecie. Zresztą nie muszę nic Wam ściemniać. Linki do muzy macie poniżej. Sprawdźcie. Uderzajcie do Rema, niech za bilety NBP śle Wam zajebiście wydany digi, ładnie zresztą wydany. Tylko kurwa nie smęćcie, że nie macie kasy. Te 3-4 piwa w knajpie odżałujcie i po prostu sprawdźcie, jak brzmi pretendent do debiutu roku 2016.

Ocena: 9/10

Tomasz

Tagi: , , , , , , , , , .