Turbo – „Blizny” (2025)

Niesamowite, ale prawdziwe. Zespół Turbo obchodzi w tym roku 45. Urodziny. Wszystkiego dobrego! I jakby tego było mało, cały czas jest bardzo aktywny koncertowo i właśnie ukazała się jego nowa płyta, Blizny.

Wokół polskiej muzyki metalowej zaczyna się robić szum na całym świecie, bo z jednej strony pojawiają się nowi adepci, różne chaszcze, trwogi, mroki i inne polskojęzyczne twory grające muzykę, której sami nie za bardzo rozumieją. Grają, bo taki jest trend i dobrze się to sprzedaje w necie, a w rzeczywistości za grosz talentu w tej “sztuce”. Z drugiej jednak strony – są weterani, którzy doskonale znają swój fach, tacy jak Vader, Hate, Decapitated czy właśnie Turbo. Dlaczego aż tak starzy wyjadacze pojawili się wśród tej gromady? Ano dlatego, że doskonale rozumieją muzykę i grają tak, jak ją widzą i czują, i nie wierzę, że jakieś względy komercyjne mają na to wpływ. Turbo to legenda sama w sobie. To właśnie oni jako jedyny zespół takiego nurtu zagościł na pierwszym miejscu Listy Przebojów Programu III z rockowym klasykiem Dorosłe Dzieci. To był rok 1982. A oni cały czas są aktywni i grają heavy metal. Pomijam ich przygody z thrashem czy nawet death metalem, bo to nie miejsce na takie dywagacje. Dla mnie Turbo, od kiedy pamiętam, to heavy metal na najwyższym poziomie, a dowodem tego są Blizny.

Muzyka na tym albumie jest bardzo równa, a niedowiarkom radzę spróbować posłuchać, zanim zaczną komentować. Świetne, energetyczne brzmienie gitar weterana i jedynego członka pierwszego składu zespołu, Wojtka Hoffmana, oraz Przemka Niezgódzkiego. Pulsujący niczym krew w żyłach bas Bogusza Rutkiewicza, który z powodzeniem współtworzył klasyk Kawaleria Szatana. Znakomity, cholernie charyzmatyczny wokal Tomka Struszczyka, który przyłożył się do zadania i nagrał moim zdaniem najlepszą płytę z Turbo, chociaż są już razem od 2007 roku. Niestety mam zastrzeżenia do brzmienia perkusji. Nie do talentu Mario Bobkowskiego, ile do samej akustyki tego instrumentu na płycie. Jest ono płaskie i pudełkowe, i brzmi to jakby Mario wyżywał się na stercie kartonów.

Blizny to heavy metal na najwyższym światowym poziomie, a cały album jest naszpikowany potencjalnymi hitami. Takie kawałki jak Łotr, Magnetyczny Sen czy Wszystko Wszędzie Woła Więcej to murowane przeboje, które powinny podbijać z powodzeniem listy przebojów, ale nie w polskiej, nadal szarej rzeczywistości. Natomiast taki Do Domu to galopujący rumak na maidenowską nutę, a Zwyczajnie Nie trąci latami świetności Kreator za czasów Extreme Aggression.

Blizny mimo klasycznego stylu jest niezwykle świeża i ma na mnie energetyczny wpływ. Podoba mi się klasyczne podejście autorów do muzyki. Każdy utwór, a tym samym cała płyta, ma swój początek, środek i koniec. Może i schemat, ale doskonale sprawdza się w takiej muzyce, jaką wykonuje Turbo w 2025 roku.

Wisienką na torcie są goście, którzy pojawili się na płycie. Są np. bracia Cugowscy, którzy wspomogli Tomka we Wszystko Wszędzie Woła Więcej i Do Domu, a także kilkoro innych, mniej lub bardziej znanych w muzycznym świecie.

Cieszy mnie, że tacy weterani jak Turbo nadal grają i tworzą. I słychać, że nie jest to granie na siłę, ale granie z pasji, która wciąż w nich żyje – od ponad czterdziestu lat.

Ocena 8/10

Turbo  na Facebook

Adam Pilachowski
Latest posts by Adam Pilachowski (see all)
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , .