Site icon KVLT

Vreid – „Wild North West” (2021)

Trochę ten album na recenzję poczekał. Nie dlatego, że nie sięgałem po niego wcześniej (bo podejść miałem co najmniej kilka), dotychczas jednak nie potrafiłem jakoś zebrać się w sobie, by Wild North West jednoznacznie ocenić. Szczerze, do teraz nie jestem tej gotowości pewien, bo dziewiąta płyta w dyskografii Norwegów z Vreid, to jeden z tych krążków, w których podświadomie chce się znaleźć punkty zaczepienia, jednak po większości odsłuchów próżno szukać w głowie konkretnych wniosków, czy pomocnych śladów pamięciowych.

Sam pomysł na Wild North West był na co najmniej ambitny – stworzenie wizualno-muzycznego dzieła, opowiadającego filmową historię, zrealizowaną jednocześnie w klimacie amerykańskich prerii i norweskich fiordów. Sture Dingsøyr deklarował również wykorzystanie dawno zapomnianych pomysłów, riffów oraz melodii, stworzonych jeszcze w czasach Windir (także przez samego Valfara) co stanowić mogło dodatkową gratkę dla fanów wspomnianej załogi.

W praktyce jednak ani zrealizowane do muzyki wideoklipy (na seans filmowy wprawdzie się nie załapałem, ale opublikowane do albumu teledyski stanowią doń pewien punkt odniesienia), ani sama Wild North West (poza nielicznymi wyjątkami) nie oferuje nic, co pogrobowców Windir stawiałoby w tym roku w roli pretendentów do wydawniczych wyróżnień i laurów.

Zaczyna się w miarę ciekawie, tytułowy Wild North West to udany black’n’rollowy strzał, mogący kojarzyć się (dzięki intrygującej teatralności) z twórczością Szwedów z Tribulation. Im dalej jednak w las, tym bardziej szaro, monotonnie i nijako. Numery postępują po sobie, nie wnosząc zasadniczej wartości, gdzieniegdzie tylko można natknąć się na pojedyncze riffy, patenty czy melodie, które chwilowo wyrywają człowieka z marazmu.

Przebłysk na horyzoncie przynosi utrzymany w klimatach gotyckiego rocka (ukłony w stronę Fields of the Nephilim) Dazed and Reduced, nieco ciekawiej prezentują się też Into the Mountains (głównie dzięki synthowemu fragmentowi i końcówce) i zamykający płytę Shadowland (choć wydaje się on zbyt rozwleczony).

Na pochwałę zasługuje też na pewno warstwa graficzna albumu. Utrzymana w komiksowej formie, bogato oprawiona, niewątpliwie cieszy oko.

Wszystko to jednak wciąż zbyt mało, by traktować Wild North West jako rzecz wartą jakiejś wzmożonej uwagi. Nie wykluczam (choć raczej w to wątpię), że w towarzystwie pełnometrażowego filmu, moja ocena uległaby zmianie, jeżeli jednak w zalewie tegorocznych premier umknął wam ten album (i nie macie w planach wydawać 10-25 USD na obejrzenie 90-minutowego obrazu towarzyszącego), uznajmy, że przesłuchałem tę płytę, żebyście wy nie musieli.

Ocena: 5/10

Exit mobile version