Site icon KVLT

White Magician – „Dealers of Divinity” (2020)

Był taki moment, że byłem lekko zmęczony agresywnymi albumami i potrzebowałem dobrego „hejwi”. Zachęcony radą kolegi po fachu sięgnąłem po White Magician. Do czynności zapoznawania się z zespołem przystąpiłem niezwłocznie, co prawda zespół z klasycznym heavy metalem wspólnego nie ma praktycznie nic, ale i tak zostałem trafiony odpowiednim materiałem w odpowiednim momencie. Debiutancki album został wydany w listopadzie roku poprzedniego przez wytwórnię Cruz Del Sur Music i zatytułowany Dealers od Divinity.

Słuchając muzyki zawartej na płycie, czuję się jakbym kroczył zamglonymi, mistycznymi zaułkami mrocznych miast czasów przeszłych, gdy wiele rzeczy jeszcze nie zostało odarte z tajemnic, a słowa „magia muzyki” nie wzbudzały pustego śmiechu. Na Dilerach Boskości WM muzycznie cofamy się do czasów popularności psychodelicznego rocka ze staromodnym brzmieniem. W tym lekko nierealnym i złowieszczym świecie dark hard rocka można się zagubić i rozmarzyć, a lekko wyczuwalne wpływy bardzo wczesnego Mercyful Fate tylko potęgują tajemniczość kompozycji. Bardzo podoba mi się, że płyta z założenia jest niedoskonała, co potęguję poczucie podobieństwa do nagrań lat 70. i wczesnych 80. Osobiście bardzo kojarzy mi się to także z wczesnym Ghost, gdy „Papież” jeszcze był bardziej zainteresowany szatanem niż ciemnym popem. Magicy są znacznie mniej komercyjni już z założenia, lecz kilka punktów zbornych można zauważyć, a wspomnę choćby sposób śpiewu The Great Kaisera. Jego głos jest dla mnie równie błogosławieństwem, jak i przekleństwem zespołu, w moim odczuciu nie miał wystarczająco dużo dobrych pomysłów na melodie do utworów i czasami zawodzi bez większego zamysłu. To jest minus, ale na szczęście więcej mamy na płycie momentów dobrych, i kompozycji, które „chwytają” momentalnie.

Do pozytywów należy także zaliczyć kilka fragmentów instrumentalnych, nadających całości fajnej atmosfery. Moją ulubioną miniaturą jest pełna, akustyczna kompozycja, nosząca tytuł Fading Into the Obscurity. Jej klimat ma coś z muzyki filmowej. Cztery minuty trwania kawałka nastawiają pozytywnie do następujących dalej utworów i jak dla mnie zespół mógłby w swej dalszej karierze pokusić się o więcej takich odlotów.

Jednakże nie jest to album idealny, Biały Magik oczarował mnie swoim stylem już kilkoma początkowymi akordami, lecz jako całość Dealers of Divinity jeszcze trochę brakuje. Nie zmienia to faktu, iż album jest bardzo dobrym debiutem, który ma szansę rozpocząć poważną i świetlaną przyszłość zespołu. Mrok i magia sączący się ze srebrnego krążka potrafi zachwycić, ale potrzebuje jeszcze kilku potężnych pomysłów na melodię, by nie dało się ich wyprzeć z podświadomości.

Ocena: 6,5/10

White Magician na Facebook’u.

Exit mobile version