Osiem lat zajęło Czechom z Wyrm nagranie kolejnego, czwartego długogrającego albumu o zwięzłym tytule Purge. Ponieważ miałem już okazję obcować z wcześniejszymi dokonaniami naszych południowych braci, pogańską nowinką zająłem się z nieukrywaną przyjemnością.
Stali czytelnicy tej rubryki wiedzą, że gdyby nie Thy Worshiper i ich osławiony Popiół pewnie nie byłoby mnie tu, gdzie teraz siedzę. To właśnie dlatego tak interesuję się Wyrmem. Pogański black metal, zwłaszcza w wydaniu słowiańskim, jest mi szczególnie bliski, a estetyka tego nurtu to coś, co gra mi w duszy, podejrzewam, że gdzieś od kilkuset pokoleń. I choć kocham się w czarnym pogaństwie z Norwegii i innych jeszcze dziwniejszych krajów, to natury nie oszukasz. Prawdziwy ze mnie Polak-katolik. Tfu! Katolik to akurat może nie.
Album wydało niejakie Werewolf Productions. I tu mała ciekawostka. Ten Czeski label był mi jak do tej pory w ogóle nieznany, natomiast z automatu pomyliłem go z rodzimym Werewolf Promotions, który dla odmiany wydaje z definicji same świetne płyty (w zasadzie jak coś wydadzą, to biorę w ciemno i wiem, że album będzie trafiony) i to właśnie od nich mam poprzednie wydawnictwa Wyrma. Widząc więc Wilkołaka i Wyrma, płytę omyłkowo złapałem bez zastanowienia.
Na szczęście pomyłka niezmiernie mi się opłaciła. Nieco przez przypadek dostałem do swoich rąk prawie trzy kwadranse muzyki w ośmiu bardzo czarnych i bardzo pogańskich odsłonach. Sam wstęp do tytułowego utworu Purge to klimat podkręcony do granic możliwości. Tempo może nie za szybkie, ale potęga muzyki, ciężar growlu i linia melodyczna rozwalcowują słuchacza na placek tak cieniusieńki, że można przez niego popatrzeć. Wraz z dalszym odsłuchem okazuje się, że Panowie dopiero się rozpędzają. Może nie z tempem muzyki, ale czarcio-szamański utwór numer dwa (Ars Mortifera) jest nawet lepszy niż poprzednik. Jeśli ktoś natomiast tęsknił za blastami i tempami rodem z death metalu, to polecam kolejny utwór Gates Towards the End. Tu nie ma miejsca na wysublimowaną melodię. Tu jest po prostu wojna. Co nie wyklucza na szczęście wysublimowanego temperamentu tego numeru. Abbys jest równie mocny jak Gates Towards the End i równie etniczny jak Ars Mortifera. Generalnie słuchając najnowszego albumu Czechów, muszę stwierdzić, że im uważniej wgryzam się w ich twórczość, tym bardziej ten materiał wydaje się ostry i szorstki. Nieco spokojniejszy jest natomiast utwór Far from Gods, i choć linia melodyczna pozostaje ciężka, a growl brudny i niski, to muzycznie jest znacznie bardziej spokojnie. Alikwotowy wokal i etniczna sekcja rytmiczna w Ceremony of Bones sprowadzają nas powoli do klimatu z początku albumu. Tego właśnie, który przypomniał mi (późniejsze oczywiście) dokonania Thy Worshiper. Ciekawe czy to właśnie dlatego Ceremony of Bones wydaje mi się jednym z najlepszych numerów na płycie. Album zamyka najdłuższy na krążku utwór Death Crown Cult. Dobry, lecz nieco żmudnie się przez niego przedziera. Myślę, że słowo „monotonny” pasowałoby do niego jak ulał, oraz etniczny, pogański, esencjonalny.
Czy jest więc album Purge kandydatem do dzieła roku 2020? Dla kogoś, kto bezwarunkowo kocha takie klimaty – to może i owszem. Mnie niestety brakuje na tej płycie trochę świeżości, zaskoczenia i klimatów, których nie mógłbym porównać do niczego innego w muzycznym metalowym świecie. Na pewno jest natomiast album Wyrm pozycją konieczną i obowiązkową na półce każdego szanującego się fana pogańskiego black metalu.
Wyrm na Bandcamp
Wyrm w Encyklopedii Metalu
Ocena: 8,0/10,0
- Mysthicon – „Bieśń” (2025) - 28 sierpnia 2025
- Sombre Figures – “Streams of Decay” (2021) - 15 lutego 2022
- Nigrum Tenebris – “I am the Serpent” (2021) - 14 lutego 2022

