Wśród najciekawszych premier, jakie w zeszłym roku miały miejsce na polskiej scenie okołometalowej, bez wahania wymieniłabym debiutancki album Wija. Warszawskie trio zaprezentowało połączenie klasycznego, rockowego klimatu ze sfuzzowanym brzmieniem przywodzącym na myśl lata siedemdziesiąte. Wszystko zostało doprawione nieszablonowymi tekstami, w których nie zabrakło zarówno baśniowych, jak i groteskowych motywów.
Nie inaczej jest na ich najnowszym minialbumie, Przeklęte Wody. Na EPce znalazły się trzy autorskie utwory oraz cover (będący intrygującym wyborem, ale o tym za chwilę). Kompozycje zebrane na nowym EP są niczym trip w szeroko pojęte rockowe rejony, gdzie przewodniczką słuchacza zostaje charyzmatyczna wokalistka, Tuja Szmaragd.
Pierwsza ścieżka minialbumu, Narwal, jest naznaczona jest charakterystycznym dla Wija stylem – wokale są zabarwione bluesem, a chwytliwy rytm buja, jak należy. W połączeniu z tekstem nawiązującym do średniowiecznych wierzeń o jednorożcach, otrzymujemy znany z debiutu mroczno-baśniowy klimat, jednak niepozbawiony pewnych niuansów. Choć zespół wciąż porusza się po rejonach zahaczających o occult oraz stoner rock, w ich muzyce odczuwalnie robi się przede wszystkim ciężej, a utwory również są utrzymane przeważnie w wolnych i średnich tempach.
Najlepszym przykładem jest Metabunkier – świetny, przesycony doomem kawałek. Można śmiało powiedzieć, że to najcięższy moment na EPce, zawierający przy tym dosyć niespodziewany (i zresztą bardzo udany) psychodeliczny motyw, jakiego nie powstydziłyby się stonerowe hymny najwyższej próby.
Kolejną niespodzianką jest wspomniany cover – Wilczy Nów jest bowiem aranżacją jednego z klasyków Type O Negative, co okazało się fenomenalnym wyborem. Wij udowodnił, że numery legendarnego zespołu niekoniecznie muszą oznaczać niski wokal, a klimat można dodatkowo podkręcić, eliminując klawisze i dbając o efektowną końcówkę. Tutaj ponownie warto zwrócić uwagę na warstwę tekstową, gdyż z Wijem nigdy nie jest nudno – czy chodzi o autorskie teksty, czy o tłumaczenie coveru, które sprawia, że utworu świetnie się słucha.
O ile na debiutanckim albumie nie zabrakło żwawszych (pokuszę się o stwierdzenie, że momentami wręcz przebojowych) brzmień, Przeklęte Wody zdają się być mroczniejszą odsłoną twórczości Wija. Ponadto dzięki organicznemu dźwiękowi, który niesie ze sobą atmosferę rodem z lat siedemdziesiątych, Wij po raz kolejny funduje słuchaczom szczere, rockowe granie – szkoda jedynie, że na tak krótki czas. Na Przeklęte Wody składają się bowiem cztery ścieżki łącznie trwające nieco ponad 16 minut. Minialbum może więc pozostawić niektórych z poczuciem niedosytu, ale innej grupie słuchaczy zapewne zaostrzy apetyt na następny album – a sądząc po czasie dzielącym debiut od EP, nie trzeba będzie zbyt długo na to czekać.
Ocena: 7,5/10
- Year of the Goat – „Trivia Goddess” (2025) - 11 listopada 2025
- Mütterlein – „Amidst the Flames, May Our Organs Resound” (2025) - 11 listopada 2025
- Conan – „Violence Dimension” (2025) - 23 października 2025






