Coraz więcej zespołów na scenie black metalowej udowadnia (lub w każdym razie usiłuje to robić), że pomimo bycia młodą kapelą, dobrze się odnajdują w wybranym gatunku.
Do tych zespołów bez przeszkód można zaliczyć warszawską Wilczycę z ich najnowszym, już trzecim zresztą wydawnictwem DrakoNequissime. Artyści bowiem – choć dosyć im jeszcze daleko do zwalającego z nóg materiału – nie zwalniają tempa w wydawaniu nowych albumów, stopniowo pną się wyżej i z płyty na płytę decydują się na coraz to śmielsze muzyczne rozwiązania. A to oznacza, że warto dać Wilczycy szansę.
Niespełna pół godziny intensywnego naparzania od razu atakuje nagromadzeniem dźwięków wraz z upakowanymi, jazgotliwymi riffami oraz kipiącymi od wściekłości wokalami.
Dwuosobowy skład zespołu nie sili się na finezję ani jakiekolwiek ozdobniki – wręcz przeciwnie, nowości od Wilczycy (podobnie jak wcześniejsze wydawnictwa) bezpardonowo gnają naprzód i spuszczają słuchaczom niezły łomot.
Rozpoczynający album utwór o wymownym tytule Nienawidzę Jezusa Chrystusa można śmiało określić mianem kwintesencji nowego materiału Wilczycy. Dobitnie wyrażone podejście do zorganizowanej religii, obowiązkowo zadeklarowane złowieszczym, krzycząco-zachrypniętym wokalem, jadowite riffy – wszystko jest tutaj jak trzeba. Niby nic wyjątkowego, ale jednak Wilczycy nie można odmówić polotu.
Kolejnym ukłonem w stronę korzeni black metalu zdaje się surowa, wręcz toporna produkcja – choć nawet to brzmienie jest „czystsze” od poprzednich wydawnictw stołecznego duetu!
Do mnie nieszczególnie to przemawia, ale dla niektórych zapewne zostanie atutem twórczości Wilczycy. O ile sama nie rozumiem fenomenu nagrywania albumu o jak najbrudniejszym, najbardziej surowym dźwięku, pewnym słuchaczom z pewnością przypadnie to do gustu i przekona do zasłuchiwania się w najnowszym materiale tego młodego zespołu, który brzmieniem hołduje pionierom gatunku.
Jeśli jednak mowa o bardziej niestandardowym obliczu DrakoNequissime, warto wspomnieć o utworze, do którego dłuższą chwilę (no dobrze, tak naprawdę potrzebowałam na to paru odsłuchów albumu) się przyzwyczajałam. Mowa o Jeszcze Zemści się Ziemia z gościnnym udziałem Romana Kostrzewskiego. Melodeklamacja w intro kompozycji w wykonaniu jednej z legend polskiej sceny metalowej kontrastuje z wściekłym repertuarem Wilczycy – na początku do tego stopnia, że może kłuć w uszy. W ostatecznym rozrachunku jednak sprawdza się dobrze – ot, pewne interludium w szaleńczej młócce DrakoNequissime.
Chociaż kawałek może i odstaje od reszty utworów, nie zmienia to faktu, że brzmi interesująco i (przynajmniej po pewnym czasie) przykuwa uwagę. Może to właśnie w bardziej atmosferyczną i zróżnicowaną odmianę blacku powinien zmierzać skład Wilczycy?
Nie ukrywam, że wydawnictwo najtrudniej było mi ocenić ze względu na jego długość – jest za krótko. Choć Wilczyca całkiem dobrze sobie radzi, a styl zespołu stopniowo przekształca się z surowych, piwnicznych dźwięków do bardziej złożonych kompozycji, wciąż czuć pewien niedosyt.
Czy warszawski duet wkrótce wyda dłuższy, bardziej zróżnicowany album, na który złoży się więcej efektownych dźwięków? Po DrakoNequissime byłoby to zmianą na lepsze, z ciekawością czekam więc na kolejne krążki Wilczycy.
Ocena: 6,5/10
- Year of the Goat – „Trivia Goddess” (2025) - 11 listopada 2025
- Mütterlein – „Amidst the Flames, May Our Organs Resound” (2025) - 11 listopada 2025
- Conan – „Violence Dimension” (2025) - 23 października 2025

