Alcest to dwuosobowy projekt, który dawno wyrwał się z okowów black metalu i prezentuje obecnie melodie bardziej melancholijne niż ponure, bardziej nostalgiczne niż buntownicze i bardziej dobre niż złe. Mimo to wciąż w ogromnym stopniu interesuje ludzi słuchających raczej mocniejszych odmian muzyki. O przyczyny i skutki tak dziwnej artystycznej drogi zespołu z Francji zapytałem Neige – głównego aktora tego dramatu
Wydajecie właśnie swój piąty studyjny album Kodoma. Gdybyś musiał opisać go jednym, ewentualnie dwoma słowami, co byś powiedział? Wiem, że jest to niezwykle trudne, ale wyobraź sobie że ktoś przykłada CI do głowy broń palną i każe odpowiedzieć?
Pierwszym słowem byłoby pewnie dziki. Drugie dobre słowo to może być dynamiczny.

Czy nazwałbyś ten album post-metalowym?
Niespecjalnie podoba mi się idea szufladkowania zespołów i kategoryzowania muzyki, jaką grają. Takie „łatki” często ograniczają percepcję płyt poszczególnych kapel. Na przykład u nas niektóre płyty są bardzo delikatne (jak na przykład Shelter), a inne bardziej metalowe. Bardziej niż postmetalową, muzykę Kodomy nazwałbym inną lub unikatową. Tak naprawdę Alcest na każdej ze swoich płyt łączy w sobie wiele stylów muzycznych.
Wiesz zapewne, że Alcest był kiedyś uważany za zespół blackmetalowy. Nieraz zachodziłem w głowę, skąd takie zaszufladkowanie. Wiesz może, kto i dlaczego włożył Was do takiego pudełka?
Neige: Możliwe, że do blackmetalowej szufladki wsadził nas ktoś, kto po prostu na black metalu się nie znał? Black Metal to nie tylko muzyka, to również cała otoczka związania z okultyzmem i mizantropijną aurą. Oczywiście bardzo lubię Black Metal i wychowałem się na nim, ale muzyka Alcest jest w przeciwieństwie do blackmetalowej bardzo delikatna, krucha, marzycielska a czasem bardzo pozytywna. Możliwe, że ludzie wrzucili nas do takiej przegródki z uwagi na growle i blasty, które słychać było na naszych poprzednich płytach. Niemniej nawet te growle nie były przerażające a ja nie brzmiałem jak wiedźma w leśnych ostępach. Moje growle związane są bardziej z emocjami, które przekazuję. Nie ma w nich nic podobnego to tych, które występują na przykład na płytach Bathory. Co nie zmienia faktu, że Bathory bardzo lubię i szanuję. Po prostu ludzie, którzy szufladkują zespoły, powinni najpierw trochę uważniej ich posłuchać.
Jak uważasz, czy ta metalowa szuflada trafiła się Wam bardziej z powodu nielicznych growli czy może w związku z melanchilijno nostalgicznym klimatem waszych pierwszych albumów?
Faktycznie jeśli Alcest ma cokolwiek wspólnego z Black Metalem, to właśnie te duchowo mistyczne zainteresowania. Tyle, że my nie myślimy o niszczeniu naszej planety ani nie mamy antychrześcijańskich przekonań. Nie wierzymy także w Szatana, a to przecież są fundamentalne podstawy Black Metalu. Tyle, że odbierając te właśnie przekonania, Black Metal przestaje być Black Metalem. To tak, jakbyś punk rockowi odebrał element buntu i rebelii. Wtedy punk przestałby być punkiem.
W poprzednim pytaniu rozmawialiśmy o minorowych nastrojach na Waszych płytach. Mówiąc szczerze nie wszystkie wasze płyty były takie depresyjne. Shelter był na przykład bardzo pozytywną płytą. Skąd pomysł na taki właśnie klimat?
Shelter nagrałem tak naprawdę trochę dla siebie. W tym czasie słuchałem mnóstwo dream popu i schoegaze. A że jestem osobą z bardzo niespokojną i wrażliwą duszą, nagrałem płytę, która miała być lekiem na te wszystkie moje niepokoje. Album opowiada trochę o moich pozytywnych uczuciach związanych z morzem, słońcem i latem (bardzo lubię tę porę roku). Stąd też nazwa albumu – schronienie. Muzyka miała przynosić delikatne i rozluźniające uczucia do mojego życia.
Dla mnie Shelter był chyba najlepszym albumem w waszej karierze. Zresztą nie tylko muzyka była na nim genialna. Także limitowany box zauroczył mnie na tyle, że nie mogłem pozostawić swojej kolekcji płyt bez tego wydawnictwa. W związku z powyższym moje pytanie brzmi: czy Kodoma zyska równie ekskluzywną oprawę?
Tak w ogóle to zdjęcia z albumu znajdującego się w limitowanej edycji płyty pochodzą z miejsca bardzo blisko mojego domu na południu Francji (Prowansja). Chodzę tam często w wolnym czasie, kiedy chcę się wyluzować i pozytywnie nastroić i właśnie taki klimat chciałem nadać całej płycie. Natomiast jeśli chodzi o Kodomę, wydamy również limitowaną edycję z bardzo dopracowaną stroną wizualną. Dla mnie ta właśnie część jest bardzo ważna i musi dokładnie odzwierciedlać klimat na płycie. Tam także będą piękne zdjęcia.

Dobrze więc, przejdźmy już do konkretów w sprawie waszej ostatniej płyty. O czym jest Kodoma? Co chciałeś przekazać słuchaczom poprzez te sześć utworów?
To trudne pytanie, gdyż o płycie najlepiej opowiada mi się z dystansu. Tworzenie muzyki jest dla mnie procesem bardzo spontanicznym i w chwili nagrywania albumu ciężko jest mi opowiedzieć, co dokładnie chcę przez nią przekazać. Takie rzeczy lepiej opisuje się z dystansu. Kodoma to zdecydowanie odpowiedź na Shelter. W przeciwieństwie do delikatnej i gitarowej, muzyka na naszym najnowszym krążku jest bardziej rytmiczna, mroczniejsza i ostrzejsza. W części tekstowej jest kilka tematów przewodnich, między innymi problematyka przeciwieństwa świata natury i świata ludzkiego. Jest w tej muzyce jakiś odwet, który natura odbija sobie na nie dbającej o swoje otoczenie ludzkości. Stąd właśnie ta złość na płycie. Poza tym z uwagi na trudny rok we Francji (ataki terrorystyczne, uchodźcy) moje odczucia w tych sprawach również odbiły się na klimacie Kodomy. Ostatnim elementem tego albumu jest moja fascynacja Japonią. Od dziecka interesowałem się krajem kwitnącej wiśni i tą właśnie płytą chciałem złożyć hołd Japonii.
Uważasz Kodomę za wynik naturalnej ewolucji czy też zmiany kursu Alcesta?
Alcest to ciągła zmiana. Zmieniamy się z płyty na płytę, choć akurat Kodoma to trochę powrót to naszych korzeni i muzyki, od których odeszliśmy dość mocno na Shelter. Niemniej wprowadzamy też sporo innych klimatów, między innymi niego grunge, trochę indie, a melodyka jest jakby szorstka. Poza tym jak już wcześniej mówiłem, bardzo dużo uwagi poświęciliśmy sekcji rytmicznej.
Za niecałe dwa miesiące przedstawicie Kodomę polskim fanom na żywo. Dlaczego tylko dwa występy u nas i dlaczego w Gdańsku i we Wrocławiu?
Odpowiem krótko. Mamy managera i to on wybiera miejsca i miasta, w których mamy zagrać. W związku z tym my nie mamy żadnego wpływu na wybór ilości i lokalizacji naszych koncertów. Tak czy siak wiemy, że mamy sporą rzeszę fanów w Polsce i bardzo lubimy tam grać, dlatego też nie możemy się doczekać wizyty w Gdańsku i Wrocławiu.
Cztery lata temu widziałem Was w krakowskim Kwadracie. W tamtych czasach byliście jedynie suportem Katatonii. Teraz jesteście już headlinerami. Jak widzisz Twój zespół z perspektywy tych czterech lat? Myślisz, że to Shelter wyprowadził Was na taką pozycję?
To fakt, przeszliśmy sporą drogę. Niemniej ciężko powiedzieć, że to właśnie Shelter wypchnęło nas do góry. Faktycznie spora ilość naszych fanów zakochała się właśnie w tym albumie, jest jednak inna duża grupa, która zna i lubi nas za nasze wcześniejsze płyty.
Jeszcze jedno pytanie o waszą trasę. Supportować was będzie japoński zespół Mono. Widziałem ich w tym roku na Brutal Assault i muszę przyznać, że pasują do was jak ulał. Znacie ich? Znacie ich muzykę? Co powiesz o Mono?
Mono znałem z czasów, kiedy byłem jeszcze nastolatkiem. De facto Mono było pierwszym postrockowym zespołem, jakiego słuchałem. Raz nawet się spotkaliśmy, gdy Alcest grał koncert w Tokio. Dlatego też nie mogę doczekać się wspólnego grania. Muszę jeszcze tylko dodać, że podczas nadchodzącej trasy będziemy się z Mono zmieniali jako headlinerzy, więc na różnych koncertach kto inny będzie grał jako gwiazda wieczoru.
Jak się wam podobało na koncertach w naszym kraju? Mieliście okazję zapoznać się z naszą sceną muzyczną?
Faktycznie kilka razy byliśmy już w Polsce. Koncerty zawsze były udane a imprezy po koncertach fantastyczne. Zarówno wy jak i my bardzo lubimy imprezować i idealnie się zgrywamy. Poza tym publiczność wczuwa się w naszą muzykę i niezmiernie podoba się nam, jak reagują na nią tańcem i śpiewem. Co do kapel to oczywiście znam Behemotha, który stał się naprawdę międzynarodowym zespołem. Znam także Mgłę, choć nie słuchałem ich zbyt dużo. No i macie Vadera, którego jednak niezbyt lubię słuchać.

Zmieńmy trochę temat. Chciałem zapytać o Twoje inspiracje muzyczne i to, czego lubisz słuchać w wolnym czasie.
Ze mną jest tak, że każda z wydanych przez Alcest płyt była po części inspirowana przez jakiś zespół, którego akurat w danym czasie słuchałem. Oczywiście nie chciałem, żeby te wpływy było wyraźnie słychać na moich albumach, niemniej klimat jest zawsze gdzieś wyczuwalny. Jednym z zespołów, który miał ogromny wpływ na moją twórczość był Smashing Pumpkins. Jestem ogromnym ich fanem, choć tyczy się to raczej tych wcześniejszych albumów. Bardzo lubię Joy Division, Dead Can Dance, Dinosaur Jr czy Tool. Jeśli chodzi o płyty to z pewnością Visons elektronicznego projektu Grimes. To bardzo elektroniczna płyta z wyraźnymi wpływami japońskimi a jej wykonanie przez charyzmatyczną Grimes bardzo mi się podoba.
Zostawiając na chwilę tematy muzyczne, chciałbym zapytać, co myślisz na temat obecnej sytuacji geopolitycznej we Francji związanej z uchodźcami, atakami terrorystycznymi i sytuacją na granicach?
Niezbyt interesuję się polityką, ale z ludzkiego punktu widzenia bardzo dotknęły mnie zamachy w Paryżu i Nicei. Ta ciężarówka wjeżdżająca w ludzi… okropna rzecz. Natomiast jeśli chodzi o zamach w Bataclan, to mieszkam może dwie minuty piechotą od tamtego miejsca. Graliśmy również kilka razy w tym klubie, tak więc uczucie jest tym okropniejsze. I choć mówi się, że Francja w ostatnich czasach nie zaznała wojny, to takie wydarzenia pozostawiają zawsze masakryczne myśli w mojej głowie. Fakt jest jednak taki, że pomimo naszej kolonialnej przeszłości, rząd nie wyciągnął wniosków w stosunku do obcokrajowców, którzy przyjechali do Francji po II Wojnie Światowej. Zamiast integracji stworzyli im zamknięte getta i to stopniowo pogarszało sytuację w kraju. Przyjezdni zaczęli się czuć coraz bardziej odizolowani i to mogło spowodować taką sytuację, jaką mamy obecnie. Nie wiem, czy gdyby integracja przebiegła pomyślnie to zamachów by nie było, niemniej ten skomplikowany problem byłby z pewnością nieco łatwiejszy.
Francja ma także jasne i piękne strony. Co zaproponowałbyś do zwiedzenia polskim turystom? A może coś z bogatej francuskiej kuchni?
Przede wszystkim Francja jest krajem bardzo zróżnicowanym. Mamy zarówno góry, morze i jak i lasy. Każdy z regionów ma swoją unikalną kulturę, zróżnicowane jedzenie i odrębną osobowość. Oczywiście wszystko to zobaczycie tylko poza utartymi turystycznymi szlakami. Na nich po pierwsze jest drogo, po drugie wszystko jest tam beznadziejne. Ja na przykład lubię dobre restauracje i najczęściej szukam ich poprzez Tripadvisora. Jeśli chodzi o zwiedzanie, to polecam Paryż, ale na nie dłużej niż 2 dni. Potem Prowansja, która jest faktycznie bardzo unikatowa. Innym regionem jest Bretania, która swoimi klifami przypomina trochę Irlandię. Alzacja podobna jest zaś trochę do Niemiec, tyle że znacznie piękniejsza. Nie wspominając już o zamkach nad Loarą czy Carcasson. Z muzyki polecam M83, Jessica 93, Carpenter Brut i oczywiście Gojira.

Pytanie z innej beczki. Jakie jest Twoje największe marzenie?
Gdy zakładałem zespół, to miałem bardzo dużo marzeń związanych głównie z wydawaniem płyt czy koncertowaniem. Teraz, kiedy większość z nich już się spełniła i jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem, marzy mi się, by moja twórczość była po prostu szanowana.
Czy chciałbyś na koniec powiedzieć coś specjalnego czytelnikom KVLT?
Bardzo lubimy Polaków, czekamy z niecierpliwością na jesienne koncerty u was i nie zawahajcie się, żeby się z nami przywitać po koncercie!
Zdjęcia pochodzą z facebookowego profilu zespołu Alcest.
- Mysthicon – „Bieśń” (2025) - 28 sierpnia 2025
- Sombre Figures – “Streams of Decay” (2021) - 15 lutego 2022
- Nigrum Tenebris – “I am the Serpent” (2021) - 14 lutego 2022
Tagi: Alcest, interview, Kodoma, Neige, Prophecy Productions, rozmowa, Shelter, Stephane Paut, wywiad.






