All Them Witches: “Nigdy nie chciałem jeździć pick-upem”

Z każdą kolejną płytą ALL THEM WITCHES staje się coraz bardziej rozpoznawalnym zespołem. Amerykanie właśnie wydali nowy krążek pt. Nothing as the Ideal, co dało mi doskonały pretekst do skontaktowania się z Charlesem Michaelem Parksem Jrem i rozmowy o tym i owym.

Interview with ALL THEM WITCHES in English (PDF file)


Słuchaj Parks, „Nothing as the Ideal” to szóste pełnometrażowe wydawnictwo ALL THEM WITCHES w ciągu ostatnich ośmiu lat. To imponujące. Ktoś mógłby powiedzieć, że jesteś prawdziwym wołem roboczym (ang. workhorse). Gra słów zamierzona.
Tak, nagrywamy i wydajemy stosunkowo dużo muzyki (śmiech). Myślę, że dzieje się tak dlatego, że nie lubimy spędzać czasu w sali prób. Ciągle tworzymy nową muzykę i ją nagrywamy.

To czyni Cię całkiem produktywnym artystą…
Jestem pewien, że moglibyśmy nagrywać znacznie więcej. Problem w tym, że ostatnio prawie się nie widujemy. Napisaliśmy ostatnią płytę w tydzień. Potem nagranie jej zajęło kolejny tydzień. Wyobrażam sobie, że gdybyśmy mieli jakąś etykę pracy, moglibyśmy usiąść i stworzyć znacznie więcej.

Przy ostatniej płycie zdecydowaliście się na wycieczkę do Europy, do legendarnego Abbey Road Studios, ale wzięliście ze sobą Mikey’a Allreda. Pracowaliście już z nim nad albumem „Dying Surfer Meets His Maker”. Czy mam rację?
Tak, zgadza się. Tym razem pojechaliśmy do Abbey Road Studios i zabraliśmy ze sobą Mikeya. Kochamy go. Jest dla nas jak rodzina i chcieliśmy go mieć przy sobie zamiast korzystać z usług jakiejś grubej ryby z branży.

O ile pamiętam, ostatnio pracowałeś z Mikey’em w Stanach?
Tak, w przypadku „Dying Surfer…” nagraliśmy wszystko z Mikey’em w odizolowanej od świata chacie we wschodnim Tennessee.

Możesz nam opowiedzieć nieco o nagrywaniu w Abbey Road Studios? Studio obrosło legendą i uchodzi za kultowe. Nagrywali tam The Beatles, Pink Floyd i wiele innych świetnych zespołów. Czy byłeś tym faktem onieśmielony, czy niekoniecznie?
Szczerze mówiąc, martwiłem się, że będę rozczarowany całym tym szumem. To najsłynniejsze studio nagrań na świecie i pomyśleliśmy, że będzie nudne, kiczowate czy coś w tym stylu. Na szczęście myliliśmy się. To niesamowite miejsce. Pełne mistycyzmu, wyjątkowej atmosfery i czegoś, co trudno sobie wyobrazić. Jest tam milion fajnych rzeczy. Ciekawy sprzęt, każdy fragment przestrzeni ma swoją historię. Są kapitalne zdjęcia na ścianach. Możesz to wszystko zobaczyć i poczuć, tzn. to co się tam działo. Wystarczy, że wejdziesz do środka i wsiąkasz w to od razu. Jeden z pokoi nagraniowych, chyba studio, to A lub Studio One (właściwie to Studio One – przyp.red.) był kiedyś garażem. Pink Floyd podjeżdżali tam swoim Rolls-Royce’em i grzebali w nim podczas nagrywek. Myślę, że to zabawne i zarazem mega ciekawe.

all them witches Abbey Road Studio

Jak wpadłeś na pomysł, aby tym razem nagrywać w Europie?
Właściwie to myśleliśmy, żeby nagrać tę płytę samemu i samodzielnie ją wydać. Dokładnie tak samo jak poprzednim razem. Zmiana planów przyszła dość spontanicznie. Kiedy Dan szukał studia, zobaczył, że Abbey Road było wtedy wolne, więc zarezerwowaliśmy je. Nie wiedziałem, że tak łatwo jest zabukować tam termin. Myślałem, że trzeba być kimś wyjątkowym, sławnym czy kimś w tym rodzaju.

Jakie to wyglądało? Mam na myśli sam proces nagrywania. Czy łatwo się tam pracuje?
Póki co to chyba moje najlepsze doświadczenie, jeśli chodzi o pracę w studio. Uwielbiałem codziennie przychodzić do Abbey Road. Czułem się tam jak u siebie. Gdy tylko przekroczyliśmy próg studia, wszystko wydawało się wręcz stworzone dla nas. Cieszyliśmy się tym przez całe osiem dni. Wiedz, że dla mnie to jest dość niesamowite. Zwykle nienawidzę pracować w studio. Nie lubię tego procesu.

Ale robisz to dość często.
Wiem, ale w ogóle to pieprzyć nagrywanie (śmiech). To jest takie nudne. Wolałabym być na scenie i być w stanie lekko półśrednim niż siedzieć w zamknięciu i rzeźbić jeden numer. Sto razy nagrywać gitary i wokale, i próbować zrobić to jak należy. Ale mimo wszystko praca w Abbey Road to było świetne doświadczenie.

Moimi ulubionymi piosenkami ALL THEM WITCHES są „Diamond” i„1×1”.Lubię też „Fishbelly 86 Onions” i oczywiście „Workhorse”. Kiedy porównuję te piosenki do numerów z „Nothing as the Ideal”, mam wrażenie, że na nowej płycie jesteście bardziej agresywni i bezpośredni. Mam rację, czy po prostu teraz zmyślam?
Myślę, że zmyślasz (śmiech). Myślę, że faktycznie jest na odwrót. Nasz poprzedni materiał był bardziej surowy. Ale mówię to z własnej perspektywy. Bo wiesz, „Diamond” nie jest zbyt skomplikowaną piosenką, podobnie jak „Workhorse”. Kiedy myślę o technicznym charakterze i pisaniu nowych albumów, powiedziałbym, że nowy materiał jest bardziej skomplikowany.

Chyba mogę się z tym zgodzić, że nowe piosenki są bardziej rozbudowane, ale nie brakuje im siły, którą słyszę w muzyce ALL THEM WITCHES. Może potrzebuję więcej czasu z nowym albumem. To płyta mniej przystępna niż poprzedniczki. Trzeba ją zakręcić kilka razy w odtwarzaczu, by wyłapać wszystkie smaczki i móc nacieszyć się nią w pełni.
Ludzie ciągle mi mówią, że płyta nie podobała się na początku, a po przesłuchaniu parę razy jest naprawdę ok. Nasze piosenki nie są takie zwyczajne. To nie tak, że mamy dwie lub trzy piosenki na jedno kopyto, chwytliwe refreny itd. Jako zespół nie jesteśmy wielcy, zespołem typu Radiohead czy AC/DC. Cieszę się, że nowy album rośnie w ludziach i chcą do niego wracać. Nam też trochę czasu zajmuje wejście w rolę i uzyskanie nastroju na granie naszych piosenek poza studiem. Ale cieszę się, że myślisz o tym krążku w ten sposób.

Może granie tych piosenek na żywo pomogłoby odbiorcom w ich interpretacji? W sensie, że byłby to szybszy sposób dla fanów na zapoznanie się z energią nowego albumu. Chyba jeszcze nie graliście tych numerów na żywo?
Nie, do tej pory nie graliśmy tych utworów na koncertach. Szczerze mówiąc, nawet nie pamiętam, jak to zagrać, ponieważ nigdy nie graliśmy tych piosenek poza studiem. Muszę się ich nauczyć zanim znowu wyruszymy w trasę.

all them witches live

Posłuchaj, może to głupie, ale mam takie spostrzeżenie. Wasz zespół pochodzi z Nashville w stanie Tennessee. Tam, skąd pochodzę, Nashville kojarzy nam się z muzyką country i gwiazdami pop jak Taylor Swift. Wiem, że Steven Tyler i Jack White pochodzą z Nashville, ale trudno sobie wyobrazić, że istnieje tam psychodeliczna scena rockowa z takimi zespołami jak ALL THEM WITCHES…
Tak, myślę, że wielu ludzi ma takie wyobrażenie o Nashville (śmiech).

Czyli jestem w błędzie?
Nie, nie mylisz się. Chodzi o to, że mało ludzi spoza Stanów wie, że w Nashville można znaleźć wielu najlepszych muzyków grających naprawdę różne gatunki. Jedyne, czego nie znalazłem w Nashville, to dobre reggae. Mam na myśli wszystko, co dotyczy hip hopu, rocka, muzyki pop i country jest tutaj, i jest na wysokim poziomie. Wspomniałeś Jacka White‘a. Myślę, że to właśnie go tu przywiodło, ponieważ on pochodzi z Detroit, a ja z Luizjany. Żaden z moich kolegów z zespołu nie urodził się w Nashville. Pochodzą z Florydy i Ohio. Jak się nad tym zastanowię, to znam może 10 osób, które wywodzą się bezpośrednio z Nashville. I prawie żaden z nich nie gra country.

W takim razie co cię skłoniło do tworzenia tego typu muzyki, którą wykonujesz?
Nie wiem. Chyba zawsze miałem to w sobie. Dlatego piszę. Nie słuchałem stoner rocka, psychodelicznego rocka, czy czegokolwiek z czym ludzie nas utożsamiają. High On Fire poznałem dopiero jak miałem jakieś dwadzieścia pięć lat. Nie słuchałem też np. Clutch czy innych tego typu zespołów. Muzyka, którą tworzymy, powstała, gdy razem usiedliśmy do instrumentów i zaczęliśmy grać. Nie wiem, skąd pochodzi ani dlaczego jest taka jaka jest.

Ale może są zespoły, które zainspirowały ALL THEM WITCHES. Mam na myśli muzykę, która na Ciebie wpłynęła. Gdy słucham ATW często słyszę grunge czy psychodelię. Ty sam brzmisz momentami jakbyś zwiastował drugie przyjście Jima Morrisona…
Czego chcesz 5, 10, 50  nazw? (śmiech)

Nie, wystarczy mi zaledwie kilka (śmiech).
Wiesz, oczywiście są zespoły i muzycy, których kocham. Ale nie wiem czy mogę ich uważać za moich idoli. Są zespoły, które trafiają do mnie za każdym razem, gdy ich słucham. Każdy kto mnie o to pyta chce usłyszeć nazwy typu The Allman Brothers Band, Pink Floyd, Black Sabbath, Led Zeppelin. To są nasze wpływy. Nie wystrzegam się ich. To, czego ludzie nie chcą słyszeć, to że słucham dużo muzyki religijnej z całego świata. Słucham też starej muzyki skrzypcowej z Luizjany. Robby słucha dużo hip-hopu, oboje słuchamy muzyki new age. Ben słucha black metalu. Kurwa, jak ja nie znoszę black metalu. Wpływy są wszędzie i wszystko może na ciebie oddziaływać. Również grunge, który tam słyszysz prawdopodobnie pochodzi ode mnie. Lubię też Pixies i wszystkie post-hardcore’owe rzeczy. Lubię zespoły z dobrymi tekstami, jak Every Time I Die. Zwykle nie słucham takich zespołów, ale ich teksty są naprawdę bardzo dobre. Każdy, kto ma coś więcej do powiedzenia niż „idę się upić i wyrywać dupy” zasługuje na moją uwagę. Chodzi mi o to, że jeśli ktoś ma coś naprawdę do powiedzenia.

Rozumiem. Wiesz, jak słucham ALL THEM WITCHES mam wrażenie, że w Waszej muzyce jest sporo wpływów z Americana, czy nie?
Pewnie. Powinieneś zobaczyć, gdzie dorastałem. To Americana aż po zęby. Tylko pola i soja.

Mówię Ci to, ponieważ od jakiegoś czasu namiętnie słucham Rhiannon Giddens. Uwielbiam sposób, w jaki przenosi stare dźwięki na współczesny język muzyczny.
Rhiannon Giddens? Nie wiem.

Naprawdę?
Nie, no żartuję! (śmiech) Znam ją, słyszałem ją kilka razy.

Wspomniałeś, że lubisz jak artysta ma coś do przekazania. Twoje teksty w ogóle nie brzmią jak zwyczajne teksty piosenek.Bardziej przypominają poezję. Skąd to się bierze?
Wiesz, kocham poezję. Nie dorastałem wśród poetów. Nikt nie przedstawił mi poezji. Dużo czytałem Sandburga i Szekspira, kiedy byłem młodszy. Nigdy nie miałem jakiegoś tam życia towarzyskiego. Nie miałem wielu przyjaciół. Nigdy nie chodziłem na imprezy, żeby pić, palić, czy nawet spędzać czas z ludźmi. Dużo czytałem. Głównie książki poetyckie, stare greckie mity, rzymska historia i tym podobne. Lubię też science fiction. Był czas, kiedy nie mogłem przestać czytać. Kiedy byłem młodszy, czytałem 5-6 książek na raz. Teraz to się zmieniło. Chciałbym nadal to robić, ale teraz jestem trochę bardziej leniwy.

Może teraz jesteś bardziej zajęty nagrywaniem płyt?
Może. Teraz nie chcę słyszeć niczyjej poezji oprócz mojej własnej (śmiech).

Zastanawiam się, jak łączysz swoje teksty i muzykę, nie przesadzasz z ciężkością lub psychodelią. Jak Ci się to udaje? Piosenki są różnorodne i zdecydowanie są o czymś.
Nie chcę, żeby piosenka pozostała taka sama przez jakieś dwadzieścia minut, jak w metalu, kiedy masz 20 minut szycia na gitarze. U nas też to jest, ale przynajmniej się to zmienia. Nie odpowiem Ci jak nam to się udaje. Chcemy dać z siebie coś innego niż tylko uwielbienie dla lat 70. lub coś w tym rodzaju. Ci faceci wtedy eksperymentowali z kwasem, ale możesz robić dobrą muzykę bez tego. Nigdy nie chciałem jeździć pick-upem, nosić kamizelki, jeśli wiesz co mam na myśli.

Pewnie. W Twojej muzyce jest duża różnorodność gatunkowa. Wszystko zmienia się bardzo dynamicznie. Przypomina mi się ten moment w “1×1”, kiedy idziesz prosto i nagle mam olśnienie, że widzę przed sobą Henry’ego Rollinsa. Wiesz o czym mówię?
Tak, wiem, co masz na myśli (śmiech). Lubię go.

Pod koniec lat 90., kiedy zobaczyłem Henry’ego Rollinsa śpiewającego „Liar” byłem w totalnym szoku. To, jak ten klip wyglądał, jak on śpiewał (melorecytował?), muzyka, wszystko. To było coś niezwykłego.
Tak. Nie dorastałem słuchając Black Flag, ale jestem fanem Rollins Band. Wiesz, myślałem, że to, co robił wtedy przypominało muzykę jazzową. Ale do tego było też wrzeszczenie na ludzi z powodu ich chujowej moralności. I kurwa kocham to. Lubię Henry’ego, bo nie boi się bronić swoich przekonań. Mówi wprost co myśli. Tak jak mówi o tym, dlaczego nie jest żonaty: „(…) za każdym razem, gdy spotykam kobietę, ona pije, nudzę się, ona pali, też się nudzę. Wreszcie ona nie chodzi na siłownię, a ja tak”. On wie, czego chce i nie bierze niczego mniej. Staram się na tym wzorować. Widzę, że ludzie cały czas próbują sprzedawać mi swoje pomysły, ale to nie ma dla mnie żadnego sensu. Chcę robić swoje.

I naprawdę robisz swoje?
Tak, jakiś czas temu powiedziałem, że jeśli chcesz tworzyć sztukę, nie pozwól nikomu wmawiać ci, co masz robić. Nie ma sensu ślepo wielbić starych mistrzów, czy podążać za taką czy inną szkoła, jak w malarstwie. Zapomnij o tym. To poziom sławy, do którego nie aspiruję. Jak Jay-Z. Jest teraz niesamowitą marką i jedną z największych gwiazd muzyki pop na świecie. Ale cokolwiek robi, musi pasować do kultury, której jest częścią. Nie próbuję tego zrobić. Staram się uszczęśliwić siebie.

Czy aspekt wizualny ALL THEM WITCHES jest dla Ciebie ważny?
Klipy, zdjęcia i grafiki dodają nowej perspektywy. Zobacz co Robby robi, jak myśli i jak przenosi to na ekran. Myślę, że wielu muzyków nie ma dobrze opracowanego aspektu wizualnego. Robienie filmu, zdjęcia czy jakichś tam rysunków nie jest dla nich najważniejsze. Zwykle jest tak, że kogoś wynajmują, reżyser ma pomysł, a ty robisz to tak jak on chce. A ja nie lubię, gdy ktoś mówi mi co mam robić. Nie zawsze nadążam za tym co robi Robby, ale nie mam o to pretensji. Doceniam to. On jest moim bratem, wnosi nowe pomysły do tego zespołu, tak jak ja i tak jak Dan.

Posłuchaj, grałeś w zeszłym roku w Polsce. Z powodu tej całej sytuacji z COVID19 w tej chwili nie ma żadnych koncertów. Może masz jakieś plany na następny rok?
Tak, robimy i obecnie nad tym pracujemy. Jak to się skończy, szczerze mówiąc, nie wiem. Więc wstrzymam oddech (kilka dni później ATW ogłosiło trasę europejską na 2021 rok – zobacz ją tutaj).

Mam taką myśl, że na płycie zawsze rejestrowane są emocje, które trzeba wydobyć potem na koncercie. Mam na myśli, że jest w tym pewna bezbronność, gdy obnażasz emocje na scenie. Kiedy piszesz o swoich uczuciach, może to być jak rozcinanie swojej duszy przed innymi ludźmi podczas występów na żywo. Zgadzasz się?
Tak, i muszę to robić. Jako mężczyźni nie bardzo mamy okazję, żeby naprawdę się otworzyć. Dla mnie jest tak – kiedy wychodzę na scenę i płaczę, nie obchodzi mnie, że ktoś widzi jak płaczę. Czasami tak bywa. Nie jeździsz przez osiem godzin, żeby zagrać parę numerów i tyle. Naprawdę. To byłaby strata czasu. Nie mam tremy. Dziesięciotysięczny tłum mi nie przeszkadza. Ale szansa, żeby wyjść i krzyczeć o tym, co wiem, co myślę i jak się czuję, jest dla mnie naprawdę ważna. Dlatego doceniam doświadczenie na żywo, w przeciwieństwie do nagrywania w studio. To drugie nie ma takiego samego wpływu, wiesz?

Powiedziałeś mi wcześniej, że dawno nie widziałeś się z chłopakami. Co ostatnio porabiasz?
Nic. W pewnym sensie rozjechaliśmy się każdy w swoją stronę. Robby spędza czas głównie na Zachodnim Wybrzeżu i tak po prostu czekamy na szansę powrotu i wspólnej zabawy. W tej chwili wszyscy jesteśmy rozdzieleni. To nie pierwszy raz, kiedy to się dzieje, kiedy robiliśmy te trzy lub cztery razy nasze doświadczenia z zespołem, mieszkaliśmy w różnych miejscach i wracamy do Nashville.

Obyście zawsze znajdywali do siebie drogę powrotną. Jakieś ostatnie słowo dla Waszych fanów w Polsce?
No jasne. Myślę, że Polacy to jedni z najmilszych ludzi w Europie, szczerze. Są po prostu przyjaźni i gościnni. Naprawdę doceniam to, jak wszyscy mnie traktowali, kiedy byliśmy w Waszym kraju ostatnim razem. Nie mogę się doczekać, kiedy Was znów wszystkich zobaczę!

all them witches logo
zdjęcia: All Them Witches FB

Fabian Filiks
Latest posts by Fabian Filiks (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , .