Site icon KVLT

Frost: „Satyricon to spełnienie moich marzeń”

Drodzy czytelnicy. Mamy ogromny zaszczyt przedstawić Wam drugi ze specjalnych wywiadów zrealizowanych z okazji pierwszej rocznicy działalności KVLT. Tym razem na rozmowę udało nam się namówić Frosta, perkusistę Satyricon i 1349. [foto: www.satyricon.no]

Dużo się dzieje ostatnimi czasy w obozie Satyricona. Z jednej strony dobrego, bo albumy Satyricon i Live at the Opera to kolejne kamienie milowe w historii zespołu, z drugiej strony trudno pozostać nieporuszonym informacjami o problemach zdrowotnych Satyra. Postanowiłem więc podpytać nieco Frosta, jak prezentuje się obecna sytuacja w zespole i jak rysuje się przyszłość ikony Black Metalu.

Kvlt: Pozwól, że pierwsze pytanie nie będzie dotyczyło ciebie. Od końca zeszłego roku, kiedy Satyr wydał oświadczenie o stanie swojego zdrowia, nie mogę przestać o tym myśleć. Powiedz, jak się miewa w chwili obecnej? Czy jest w trakcie jakiegoś leczenia, czy odpoczywa w domu? Jakie są przewidywania dotyczące jego guza?

Frost: Satyr jest w trakcie leczenia, ciągle odwiedza lekarzy i specjalistów w szpitalach. Ma guza w klatce piersiowej, ale mimo że jest w bardzo poważnym stanie i ma duże problemy zdrowotne, pracuje na pełnej parze. Cztery do pięciu razy w tygodniu mamy próby, Satyr jest bardzo kreatywny więc pracujemy sprawnie nad nowym materiałem, który chcemy zacząć nagrywać późnym latem lub wczesną jesienią, i zakończyć jeszcze w tym roku. Poza tym mamy jeszcze próby związane z występami na żywo i to wszystko pokazuje, jak Satyr jest silny i jak trudno go złamać. Podobnie zresztą jak Nergal, o którym słyszałem, i wiem, że jemu również udało się zwalczyć ciężką chorobę. Niemniej cała ta sytuacja wisi nad nami jak ciemna chmura i mimo że siła Satyra nie przestaje mnie fascynować, nie mogę przestać myśleć o tym problemie.

Kvlt: Miejmy nadzieję, że Satyr szybko wróci do pełni sił… Przejdźmy jednak do pytań dotyczących Twojej osoby. Postać Frosta jest głównie rozpoznawalna przez pryzmat Satyricona. Natomiast faktem jest, że Satyricon to nie jedyny zespół, w którym się udzielasz. Nie irytuje cię czasem takie upraszczanie?

Frost: No cóż, jestem przede wszystkim członkiem Satyricona i nie ma co do tego wątpliwości. W wolnych chwilach działam także w grupie 1349 i kiedy to robię, gram i tworzę z pełnym poświęceniem. I to jest wszystko jeśli chodzi moje aktywności. Jeśli jesteś częścią tak wielkiego projektu jak Satyricon, i współtworzysz go od ponad dwudziestu lat, w końcu ten projekt cię wchłania i staje się całym twoim życiem.

Kvlt: Poza dwoma wspomnianymi wyżej projektami i może pojedynczymi wyjątkami z muzycznego punktu widzenia nie robisz nic więcej. Czy myślałeś kiedyś np. o jakimś pobocznym projekcie solowym?

Frost: Zdecydowałem się nie mieć żadnych solowych projektów. Praca w dwóch kapelach to już jest więcej niż trzeba. Nawet gdybym się zdecydował na taki projekt, to tylko po to, żeby pogłębić moje umiejętności i tyle. Poza tym jestem bardzo szczęśliwy, że grając w Satyricon mam możliwość muzycznego wyrażania się i spełniania w takim stopniu, o którym większość muzyków może tylko pomarzyć. To spełnienie moich marzeń i jestem z tego powodu bardziej niż szczęśliwy.

Kvlt: Àpropos projektów solowych. Czy osobiście komponujesz jakąś muzykę lub piszesz teksty (poza oczywiście 1349)? Jeśli tak, w jakich okolicznościach to robisz? Sztuka ta wymaga skupienia, czy pomysły mają szanse powstawać także w czasie wykonywania prozaicznych czynności (np. czasie wolnym, w domu, podczas zakupów)?

Frost: Z pewnością nie podczas zakupów, to pewne. Jeśli potrzebuję pomyśleć nad partiami perkusyjnymi, aranżacjami lub tekstami do utworów, lubię wyjść do lasu na kilka godzin. Zazwyczaj jak chodzę, to przestaję myśleć i trochę się wyłączam, a pomysły i idee same zaczynają wpadać mi do głowy. Potem myślę nad nimi, próbuję je jakoś poukładać i zapamiętać, znaleźć dla nich jakiś kontekst. A na koniec pędzę na próbę, żeby zagrać to, co wymyśliłem, i potem to wszystko zapisać, żeby nie zapomnieć. Także las jest dla mnie miejscem swoistej burzy mózgu i znajdowania rozwiązań muzycznych problemów.

Kvlt: Jako Norweg jesteś bardzo dumny ze swojego państwa. Nie mogę więc nie zadać kilku pytań o Twój kraj. Który region lubisz najbardziej? Masz jakieś swoje ulubione miejsce w Norwegii? A może podobnie jak spora część Twoich rodaków wolisz jakieś cieplejsze miejsca, jak Hiszpania lub Włochy?

Frost: Zdecydowanie cieszę się, że jestem Norwegiem i że tu mieszkam, i chyba nie mógłbym sobie wyobrazić piękniejszego miejsca do życia. Ale chyba nie mam swojego ulubionego miejsca w Norwegii. Większość życia spędziłem na wschodzie kraju, ale z powodów praktycznych przeniosłem się do Oslo. Gram w Satyricon i muszę szybko dojeżdżać do sali prób albo na koncerty. Gdybym mieszkał gdzie indzie,j byłoby mi bardzo trudno. Wychowałem się na północ od Lillehammer, w nieco bardziej górzystym regionie, i bardzo lubię tam być. Można tam znaleźć taki specyficzny spokój, do którego chciałbym kiedyś wrócić na dłużej. Ale tu także bardzo lubię mieszkać, mam bardzo blisko do lasu, jest w zasadzie zaraz za domem, nie muszę więc nigdzie podróżować, żeby zrobić sobie leśną przechadzkę. Najważniejszy dla mnie jest zawsze dostęp do natury, gdzie mogę być z nią sam na sam, poczuć jej spokój a także pobyć sam na sam ze sobą, uspokoić myśli. Oczywiście lubię dzikie i majestatyczne krajobrazy zachodniego wybrzeża i północnej części Norwegii, ale nie bywam tam tam tak często jak w lasach wschodniej Norwegii, więc ciężko to ze sobą porównać.

Kvlt: Nawiązując do Twojego artystycznego pseudonimu, chciałbym zadać jedno proste pytanie. Wolisz zimę czy lato?

Frost: Najbardziej lubię to, że w Norwegii mamy pory roku. A także to, że pomiędzy nimi jest taka duża różnica. Kiedyś lubiłem bardziej jesień i zimę, i to chyba wynikało z mojej natury, z tego jaki byłem. Teraz lubię wszystkie pory, długie dni i magiczne noce lata, chłód i piękne zapachy lasu jesienią (nawet te z gnijących liści i gałęzi), ale także możliwość uprawiania narciarstwa w zimie, a także wiosnę i uczucie powracających sił witalnych i innego rytmu w ciele. Dynamika pór roku to jest to, co bardzo lubię, i dużo czasu zajęło mi uświadomienie sobie tego faktu.

Kvlt: Ostatnie pytanie o Norwegię. Co dla Ciebie jest najbardziej typowo norweskie? Mam na myśli jedzenie, kulturę, geografię i oczywiście muzykę.

Frost: To, co lubię, to niekoniecznie rzeczy najbardziej typowe. Mentalność Norwegów bardzo lubię, tak jak ich sposób bycia i ich patriotyzm. Do tego nasza poprawność i szczerość, strasznie to doceniam. To pozwala unikać wielu życiowych problemów. Ale jest i kilka rzeczy, które mi przeszkadzają. Ludzie bywają tu sztywni i na swój sposób twardzi. Wolniejsza praca spowodowana jest tym, że każdy próbuje wykonywać swoją działkę jak najwłaściwiej. Ponieważ jednak każda cecha ma także swoją drugą stronę, musisz nauczyć się z tym żyć. Mamy tu także chyba nieco mniej gorącej krwi niż w innych częściach świata, ale wszyscy ludzie są inni i to chyba normalna sprawa.

Kvlt: W zeszłym roku w norweskiej Ambasadzie w Warszawie miała miejsce spora wystawa ukazująca scenę Black Metalu w Norwegii. Podczas otwarcia konsul mówił, że wystawa ukazuje jeden z norweskich filarów kultury. Jak myślisz, dlaczego Black Metal stał się czymś w rodzaju muzyki narodowej i częścią kultury norweskiej?

Frost: Akurat ten temat był przedmiotem wielu dyskusji. Myślę, że głównym powodem jest prosty fakt, że tak mały kraj jak Norwegia wyprodukował specyficzny rodzaj muzyki, w którym dominujemy na świecie. A co dziwniejsze, ktoś to zauważył. Z drugiej jednak strony w mediach muzyce blackmetalowej poświęca się znacznie mniej miejsca, niż rockowej czy popularnej, która nie zdobyła przecież aż takiej międzynarodowej popularności. A mimo to właśnie oni mają łatwiejszy dostęp do telewizji czy radia. Oczywiście miejscem Black Metalu nie jest życie codzienne, bo ta muzyka tam po prostu nie pasuje. Większość społeczeństwa jest po prostu głodna zabawy. A Black Metal to nie zabawa, to pewien unikalny ewenement kulturowy, który zasługuje na to, żeby być widocznym. I przeciwko temu naprawdę nie mam nic. Fakt jest też taki, że Black Metalu w Norweskich mediach jest znacznie więcej niż w Polsce.

Kvlt: Za pasem wielka rocznica. Właśnie mija dwadzieścia lat, od kiedy wydaliście Nemesis Divinę. Jak dziś widzisz tamte czasy i tamtą muzykę?

Frost: Jak teraz słucham Nemesis Diviny, łatwo rozpoznaję klimatzespołu w roku 1995 i 1996. To był czas, kiedy manifestowaliśmy ducha podboju i ten album był nim właśnie przepełniony. Tak to teraz widzę. Osobiście uważam, że od tego czasu zrobiliśmy kilka lepszych i mocniejszych albumów, ale bez dwóch zdań Nemesis Divina była płytą, po której wszyscy zorientowali się, ile siły drzemie w Satyriconie. Wtedy też stało się jasne, że podążamy w konkretnym kierunku i że nie da się nas już zatrzymać. To także ten album dał nam impet do dalszej pracy . Poza tym mieliśmy ze sobą Nocturno Culto, który był równocześnie wielkim fanem zespołu i współtwórcą jego sukcesu. Nie wiem nawet czy nie największym fanem, jakiego mieliśmy. Możesz sobie więc wyobrazić, ile entuzjazmu wtedy w nas było. Poza tym, gdy jesteś młodym muzykiem i nagle zdajesz sobie sprawę, że osiągasz mistrzowski poziom w tym, co wykonujesz, daje ci to ogromną moc. Każdy kolejny kawałek Satyra był coraz genialniejszy i myślę, że to słychać na płycie, i to właśnie to spowodowało, że Nemesis Divina stała się kamieniem milowym dla gatunku.

Kvlt: Porównując Nemesis Divinę z Satyricon czy Live at the Opera można stwierdzić, że przeszliście długą drogę. Co powiedziałbyś o różnicach między tymi albumami? Który z nich według ciebie jest najbardziej blackmetalowy?

Frost: Myślę, że nie ma albumu wydanego przez Satyricon, który nie byłby w stu procentach prawdziwy. Nigdy nawet nie wpadło nam do głowy, żeby zrobić coś na pół gwizdka. Zawsze byliśmy i jesteśmy prawdziwi w tym, co tworzymy. A co wydarzyło się miedzy Nemesis Diviną a Satyriconem? Myślę, że to po prostu ewolucja. Satyricon powstał na fundamentach kreatywności i pasji do muzyki, a my zawsze chcieliśmy uczyć się, iść dalej i znajdować nasze własne ścieżki. Zawsze chcieliśmy zdobywać, a ciężko podbijać świat będąc naśladowcą. Zresztą myślę, że takie podejście do życia jest bardzo naturalne dla każdego żywego organizmu i zapewniam, że Satyricon będzie postępował w ten sposób tak długo, jak długo będzie istniał. Na szczęście widząc to, co dzieje się na próbach, o przyszłość zespołu w ogóle się nie martwię.

Kvlt: Skoro mówimy o zmianach, co sądzisz o obecnej scenie BM? Myślisz, że zmierza w dobrym kierunku czy raczej donikąd? Czy uważasz, że te dzisiejsze rozbudowane, wymyślne i skomplikowane utwory są lepsze od prostoty, która cechowała Black Metal na początku jego istnienia?

Frost: Myślę, że ten gatunek po prostu nie może stać  w miejscu. Podobnie jak nasz zespół, Black Metal jest żywym organizmem i takie utknięcie oznaczałoby jego śmierć. Ewolucja jest czymś naturalnym i mamy nadzieję, że dalej będziemy się do niej przyczyniali. Z drugiej strony, ten gatunek potrzebuje utartych ścieżek. Oczywiście pojawia się coraz więcej zespołów, które stają się częścią tego wielkiego drzewa, jakim jest Black Metal, i w związku z tym każda z kapel w mniejszym lub większym stopniu przyczynia sie do pozszerzania gatunku. Natomiast nie cenię zespołów naśladujących brzmienie innych, bardziej znanych grup. Jestem fanem starego Bathory ale bardzo bym nie chciał, żeby wszystkie zespoły tak właśnie brzmiały. Dużo chętniej usłyszałbym wariację, nawet gorszą, na temat Under the Sign of Black Mark, , niż zwyczajną kopię tej genialnej płyty. Oczywiście jest całkiem sporo zespołów, które starają się pisać historię, ale większość, niestety, odnosi się do tego, co już istnieje. Kapele próbują brzmieć jak ich idole, albo za wszelką próbują nie brzmieć jak oni. Jeśli coś mnie denerwuje, to fakt, że muzycy akceptują bardzo konserwatywne pomysły, które nigdzie nas nie prowadzą, a jednocześnie dają złudzenie, że Black Metal utknął w okowach jednego środka wyrazu i muzyka, która nie brzmi jak coś z lat dziewięćdziesiątych lub wcześniej, nie jest prawdziwa. Tak, ten sposób myślenia trochę mnie wkurza.

Kvlt: Jaki jest według Ciebie najlepszy album ubiegłego roku? Czego słuchasz w wolnym czasie? Ujmując temat całościowo – wolisz starą czy nową muzę?

Frost: Kurcze, nie wiem, czy słuchałem jakichś albumów z zeszłego roku, będę się musiał zastanowić. Nie wiem, czy coś spodobało mi sie aż tak bardzo. Z ostatnich lat poleciłbym  bardzo ostanie płyty The Devil’s Blood z Holandii, Piano Nights niemieckiego zespołu Bohren & der Cub of Gore. Te albumy nawet kupiłem.

Kvlt: Ostatnie dwa koncerty Satyricona w Polsce były wielkim sukcesem. Planujecie kolejne występy nad Wisłą? Z tego co pamiętam, to ostatnio w Progresji ludzie zdecydowanie nie mieli was dość.

Frost: Nie specjalnie się orientuję, czy są tego lata jakieś festiwale w Polsce, ale z pewnością wrócimy do was, bo w Warszawie mieliśmy genialną publikę. Tak więc jeśli nie do Warszawy, zawitamy do jakiegoś innego większego miasta.

Kvlt: Na koniec zwyczajowa prośba, o kilka słów do czytelników Kvlt Magazine. Może jakaś ekstra plotka?

Frost: Zastanawiam się właśnie, czy mam coś szczególnego do powiedzenia. Od zawsze twierdzę, że wolę komunikować się poprzez muzykę i to chyba robię najlepiej.

Kvlt: Dzięki za wywiad zatem i czekamy na dalsze poczynania Satyricona.

Frost: Dzięki również. Cześć!

Exit mobile version