Site icon KVLT

Ihsahn: „Moje serce jest z Północy”

Drodzy czytelnicy. Mamy ogromny zaszczyt przedstawić Wam jeden z dwóch specjalnych wywiadów, które przeprowadzone kilka miesięcy temu miały ukazać się z w związku z pewną specjalną okazją. Obecnie obchodzimy rok działania KVLT Magazine, więc jest to idealna okazja aby podzielić się z wami zapisem rozmowy. Zapraszamy więc na pierwszy z ekskluzywnych wywiadów udzielonych nam osobiście, tym razem przez Ihsahna.

W związku z wydaną właśnie najnowszą płytą Arktis norweskiej ikony Black Metalu, miałem okazję przeprowadzić miłą czterdziestopięciominutową rozmowę z Ihsahnem. I choć Emperor nie tylko dla mnie stanowi swego rodzaju muzyczny fundament, chyba jakimś cudem nie zapomniałem języka w gębie i nie straciłem wątku. Niemniej dla rozluźnienia atmosfery postanowiłem rozpocząć z nieco bardziej neutralnej strony…

Kvlt: Witaj! God kveld! Jaką tam macie pogodę? Jakie w ogóle bywaja u was zimy? Wolisz zimę czy lato w Norwegii?

Ihsahn: No cóż, od ładnych paru dni pada, więc wygląda na to, że powróciliśmy do pogody bardziej „północnej”. Zima tego roku była raczej łagodna, co akurat dla mnie nie jest zbyt pocieszające. Bardzo lubię zimy i jest to chyba moja ulubiona pora roku. Zwłaszcza wtedy, gdy śnieg skrzy się jak na Arktyce. Oczywiście są też negatywne strony takiego stanu rzeczy, bo do zamarzniętych samochodów potrzeba wtedy włamywaczy.

Kvlt: A w którym regionie Norwegii najlepiej się czujesz? Masz jakieś ulubione miejsce do pracy?

Ihsahn: Bardzo lubię północ Norwegii, zwłaszcza tę dalszą. Moja żona mieszkała kiedyś na dalekiej północy, za kołem polarnym, gdzie w zimie prawie nie ma słońca. Za to bardzo często można zobaczyć zorzę polarną. Bardzo dobrze czuję się w Telemarku. Mówi się zresztą, że Telemark to Norwegia w pigułce. Jest tu i wybrzeże, i stały ląd z górami, a nawet lodowiec. Poza tym pogoda jest bardzo przewidywalna. Natomiast tworzyć najbardziej lubię u siebie w studio, na piętrze naszego domu. Jest mi wtedy wygodnie i mogę skupić się na muzyce…

Kvlt: Myślałem, że na najlepsze pomysły wpadasz obcując z przyrodą, wędrując po górach i pustkowiach.

Ihsahn: Oczywiście, niektóre pomysły przychodzą mi podczas pieszych wędrówek z psem. Na szczęście żona uwielbia taką formę wypoczynku i często namawia mnie na górskie wycieczki, łapię tam wtedy wenę do pisania.

Kvlt: Ostatnie pytanie dotyczące geografii. Czy uważasz, że miejsce urodzenia muzyków ma znaczenie, jeśli chodzi o muzykę, jaką tworzą? Czy muzycy z krajów północnych piszą melodie mroczniejsze i cięższe niż ci urodzeni gdzieś na południu Europy?

Ihsahn: Niekoniecznie, niemniej to chyba bardziej naturalne, że taki Immortal pochodzi z Norwegii, a nie z jakichś Karaibów. Natomiast uważam, że każda muzyka, nie tylko metalowa, powinna być autentyczna. Dlatego najlepiej pisać o rzeczach, które masz w duszy i w pamięci, a twoje powiązania z danym klimatem powinny być jak najbardziej osobiste. To przekłada się na dobór metafor i tematów twojej muzyki. Oczywiście o północnym klimacie może pisać każdy, ale z pewnością w zupełnie inny sposób. Przykładem niech będzie Ameryka, gdzie nie masz zbyt wielu kapel śpiewających o starożytności. Bo też Stany Zjednoczone są dość młodym krajem. W Norwegii natomiast sporo kapel śpiewa o czasach przeszłych, czasach Wikingów. Zresztą ciekawe, że akurat o te aspekty dziś mnie pytasz, bo na mającym się ukazać albumie Arktis spora część tekstów mówi właśnie o tym, jak moje miejsce urodzenia wpływa na mnie jako na człowieka i artystę. Zwłaszcza kawałek My Heart is of the North mówi, że choć mogę podróżować po świecie, to przynależę właśnie tu, do północy, do Norwegii.

Kvlt: Właśnie o Twoją najnowszą płytę chciałem zapytać. Oczywiście wszyscy zapoznali się już z utworem Mass Darkness, który jest absolutnym fenomenem. Natomiast na resztę album musieliśmy czekać całe trzy lata. Opowiedz więc coś więcej o płycie, o jej stylu, jakby bardziej  oldskulowym,  i o jej koncepcie.

Ihsahn: Rzeczywiście, od 2013 do 2016 roku faktycznie minęły trzy lata, ale tak naprawdę to tuż po wydaniu Ermity powstał plan na kolejne dwie płyty. Pierwsza miała być bardziej eksperymentalna. Album Das Seelenbrechen powstał bardzo szybko. Choć tak naprawdę w planach miałem wydanie tego eksperymentalnego longplaya, będącego świadomą odskocznią, jakieś dwa, trzy lata później i potem planowałem powrót na stare tory, po kolejnych dwóch lub trzech latach. Natomiast Arktis był już gotowy w październiku 2015 roku, a miał zostać wydany w styczniu (grudzień, z uwagi na święta, nie jest dobrym miesiącem na wypuszczanie nowości). Niemniej z uwagi na pewne zmiany wprowadzone przez wydawcę, płyta ukazuje się dopiero w kwietniu. Das Seelenbrechen to album bardzo improwizowany, w którym wszystko, co kontrolowane i konwencjonalne, wyrzuciłem przez okno. Natomiast Arktis opiera się na typowej formule muzyki popowo-rockowej z lat osiemdziesiątych, w których się przecież wychowałem. Tak więc tym albumem chciałem powrócić muzycznie do tradycyjnego rzemiosła, które wciąż wydaje się być interesujące. Oczywiście nie chciałem, by album brzmiał pop-rockowo, ale żeby miał jeden znaczący element łączący go w spójną całość. Dlatego melodie budowałem wokół gitarowych riffów brzmiących jak z lat osiemdziesiątych, ale tak, żeby każdy kawałek był inny i rozpoznawalny. Na przykład South Winds napisałem w oparciu i linię basu, od której utwór się zaczyna.

Kvlt: A co powiesz o warstwie tekstowej Arktisa? Czy jest to bardziej album koncepcyjny, czy może zbiór osobnych historii, które chciałeś opowiedzieć słuchaczom?

Ihsahn: Arktis to nie jest typowy album koncepcyjny, niemniej warstwa tekstowa nawiązuje do moich stanów świadomości w różnych momentach życia. Na przykład Crooked Red Line opowiada o samotnych ludziach eksplorujących Ziemię. South Winds jest utworem antyreligijnym. Na albumie znajdziecie także sporo egzystencjonalnych pytań, jak na przykład w My Heart is of the North, o którym mówiłem wcześniej. Ale jest na Arkits także sporo myśli pozytywnych. Zresztą jest to też pewnego rodzaju paradoks, gdyż nasze pojedyncze istnienia wydają się być z jednej strony beznadziejne i nieważne, ale z drugiej mamy niesamowitą siłę, by ten dany nam czas uczynić wartościowym. Jest to tak naprawdę przywilej, ale i obowiązek, żeby naszego czasu nie zmarnować. Ja na przykład urodziłem się w Norwegii, jednym z najbogatszych i najbezpieczniejszych krajów, co dało mi ogromną szansę, by podążać za marzeniami i rozwijać moje muzyczne pasje. To miejsce urodzenia po części pozwoliło mi nie zmarnować życia. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że wiele dzieci urodzonych gdzieś w odległych zakątkach świata nie ma nawet butów, żeby móc iść do szkoły. Dlatego czuję się uprzywilejowany i staram się tego daru nie zmarnować. Oczywiście tworzenie muzyki to nie tylko przyjemność, to częste wędrówki w głąb siebie, aonie jest do końca przyjemne. Tylko że taki był przecież mój wybór.

Kvlt: Kiedy oglądałem klip do Mass DarknessI, przed oczami stanął mi klip rosyjsko-fińskiego zespołu Kauan zatytułowany Sorni Nai. Skąd taki pomysł na ten materiał? Jeśli wypuścisz kolejny singiel z ArktisaI, to czy klip do niego będzie w podobnym stylu?

Ihsahn: Niestety nie znam ani tego zespołu, ani tego utworu.  Klimat klipu pasuje też do utworów My Heart is of the North lub Crooked Red Line. Szukając materiału do klipu, przejrzałem wiele filmów dokumentalnych, w tym te nakręcone przez Amundsena, który jest jednym z naszym największych narodowych bohaterów. Jego historia jest bardzo inspirująca i pasuje do konceptu albumu. Przecież mógł wybrać bezpieczeństwo i zostać w domu, ale zdecydował się na podejście znacznie trudniejsze i wyruszył na wyprawę na biegun, na którym przecież nikt nigdy nie był. I jego odwaga pozwoliła mu tego wyczynu dokonać. Przy okazji chciałem podziękować Norweskiej Bibliotece Narodowej, która pozwoliła mi wykorzystać filmy kręcone przez Amundsena w moim klipie. Tak w ogóle to klip powstawał poprzez wybieranie krótkich fragmentów, które pasowałyby do tekstów, które zamieściłem jako swoiste napisy pod starym filmem historycznym. Klip pasuje także do okładki albumu.

Kvlt: A propos okładki, w jakich formatach ukaże się Arktis?

Ihsahn: Album ukaże się pod trzema postaciami: normalnej, digibookowej z dodatkowym utworem oraz na winylu, także z dodatkowym utworem.

Kvlt: Wróćmy jeszcze na chwilę do muzyki, tworzyłeś ją samodzielnie, czy ktoś Ci pomagał w pisaniu i nagrywaniu Arktisa?

Ihsahn: Muzykę piszę sam, więc wszyscy muzycy pojawiają się w roli gości sesyjnych. Oczywiście nie dotyczy to perkusisty Tobiasa Ornesa Andersena z Shining, który nagrywa bębny jako pierwszy. Poza tym jest to bardzo wszechstronny i kreatywny perkusista, i praca z nim (zarówno w studio, jak i na koncertach) to dla mnie wielki przywilej. Ermitę na przykład nagrywałem najpierw w całości sam na fortepianie, a Tobias po pierwszym przesłuchaniu od razu wiedział, jak do tego materiału dorobić sekcję rytmiczną. Po prostu mu ufam. Inni muzycy stanowią raczej przyprawę do poszczególnych utworów, ale ich wkład pomaga mi popatrzeć z dystansu na muzykę, którą sam nagrywam i sam śpiewam.

Kvlt: Sporo już wiemy o Arktis. To może teraz kilka informacji o twoich byłych i obecnych projektach pobocznych? I czy w najbliższych planach masz jakiś muzyczny skok w bok?

Ihsahn: Nic takiego teraz nie planuję. Hardingrock powstał po to, by nagrać coś wspólnie z żoną i Knutem Buenem, i może dlatego fajnie byłoby jeszcze coś razem zrobić. Peccatum było dla mnie natomiast pewnym punktem startowym do wspólnej pracy z żoną.

Kvlt: Nie mogę nie zapytać o Emperora. W zeszłym roku i dwa lata temu graliście razem kilka koncertów. Czy w tym roku także coś planujecie? Może jakiś mały koncert w Polsce?

Ihsahn: W tym roku z pewnością nie będzie żadnych koncertów Emperora. Oczywiście było kilka propozycji, ale raczej odmawiam i wolę skupić się na swoim własnym projekcie. Oczywiście z okazji dwudziestolecia powstania In the Nightside Eclipse fajnie było się spotkać, pograć i pobawić się razem. I mimo że w swoim czasie koncerty Emperora bardzo mnie wypaliły i miałem wobec nich raczej negatywne uczucia, chętnie gdzieś jeszcze razem zagramy, jeśli okoliczności okażą się sprzyjające.

Kvlt: Kolejne pytanie będzie bardziej ogólne. Co myślisz o obecnej scenie blackmetalowej jako jeden z jej twórców? Uważasz, że zmierza w dobrym kierunku, czy że zatrzymała się w miejscu i bezradnie drepcze w kółko?

Ihsahn: Black Metal podzielił się na dwa obozy, jeden podąża do przodu, a drugi gra muzykę w starym stylu. Co prawda nie śledzę tej sceny specjalnie wnikliwie i wolę posłuchać zupełnie innej muzyki, ale trochę to smutne, że Black Metal nabrał maniery powielania pewnych schematów, które przecież go ograniczają. A ten prawdziwy Black Metal łamał przecież wszystkie zasady i muzycy mogli robić co tylko chcieli. Ten trend doprowadza trochę do stagnacji sceny.

Kvlt: A czego dokładnie słuchasz w czasie wolnym? Jaki był twój ulubiony album zeszłego roku?

Ihsahn: Lubię słuchać Radiohead, Jamesa Blake’a, ostatni album Ghost (Meliora) jest genialny. Ale także ścieżki dźwiękowej z Hannibala, czasem wracam do starszych filmowych ścieżek dźwiękowych.

Kvlt: Na koniec zapytam jeszcze o jedną sprawę. W zeszłym roku w Ambasadzie Norwegii w Warszawie odbyła się wielka wystawa fotograficzna dotycząca wyłącznie muzyki blackmetalowej. Na otwarciu padły buńczuczne słowa, że Black Metal to jeden z filarów norweskiej kultury. Dlaczego twoim zdaniem tak kontrowersyjny gatunek stanął u Was na takim piedestale?

Ihsahn: Myślę, że ludzie u władzy dbają głównie o pieniądze i sukces, a norweski Black Metal to jeden z lepszych materiałów eksportowych. Przez dwadzieścia lat tworzenia tej muzyki słyszałem o niej dużo złego i dużo dobrego, i uważam, że jeśli zajmują się nią ludzie, których ona wcale nie fascynuje, to chodzi im tylko o sprzedaż i sławę. Wiesz, każdy chce należeć do zwycięskiej drużyny, ale ludzie z kręgów władzy interesują się chyba tylko powierzchowną warstwą Black Metalu.

Kvlt: Wciąż jesteś nauczycielem muzyki. Powiedz jak wyglądają lekcje z Ihsahnem?

Ihsahn: Moje lekcje są bardzo nudne. W dzisiejszych czasach mało kto chce grać metal i dzieciaki nie często wiedzą, kim jestem. W telewizji puszczają głównie DJ’ów skaczących w górę i w dół, i ludzi machających rękami w rytm muzyki. Dlatego staram się po prostu nauczyć ich trochę muzycznej klasyki. Oczywiście mógłbym im coś ciekawego pokazać, ale skoro nie są zainteresowani…

Kvlt: Czy na koniec chciałbyś coś powiedzieć od siebie czytelnikom Kvltu?

Ihsahn: No cóż, przede wszystkim dzięki za wsparcie, ale muszę już kończyć, bo jestem spóźniony dobre dziesięć minut na kolejny wywiad. Dzięki jeszcze raz! Bye bye!

Exit mobile version