Manilla Road: „Głosząc światu słowo epickiego metalu”

Manilla Road to jeden z tych zespołów, które z każdym kolejnym przesłuchaniem wciąż przemykają zimnym dreszczem po kręgosłupie. Fakt przeprowadzenia wywiadu z Markiem Sheltonem, założycielem tak legendarnej heavy metalowej kapeli jest dla mnie powodem do dumy. Zapraszam do lektury.

Manilla Road interview in English.

Cześć Mark, możliwość przeprowadzenia z Tobą wywiadu to dla mnie ogromny zaszczyt, może nawet nie wyobrażasz sobie jak wielki! Manilla to dla mnie jedna z najbardziej kultowych kapel. Jak się masz?
W porządku, dziękuję. Doceniam Twoje miłe słowa o Manilla Road. Dla mnie również jest zaszczytem udzielać Ci wywiadu.

Wyczytałam, że nazwa Twojego zespołu podchodzi od nazwy drogi w Kolorado. Czy ta droga nadal istnieje? Ma to dla Ciebie wciąż jakieś znaczenie?
Tak naprawdę, droga o której wspomniałaś znajduje się w Kansas, prowadzi do międzystanowej autostrady, a ta z kolei prowadzi do Kolorado. Na samą nazwę zespołu wpadliśmy jeszcze zanim dowiedzieliśmy się, że istnieje droga o tej samej nazwie. Manilla Road została wymyślona w kuchni mojego perkusisty, gdy pewnego dnia piliśmy piwo, oglądając Monty’ego Pythona na malutkim telewizorze. Nadal za każdym razem zatrzymujemy się, żeby zrobić sobie zdjęcie ze znakiem drogowym, gdy mijamy go podczas tras koncertowych (śmiech).

Możesz mi trochę opowiedzieć o ewolucji Manila Road na przestrzeni czasu? Co na nią wpływało?
Zaczynaliśmy bardziej jako grupa heavy space rockowa. Po nagraniu kilku pierwszych albumów ostatecznie zdaliśmy sobie sprawę w jakim kierunku pragniemy zmierzać, chcąc grać ciężej i bardziej progresywnie. Eksperymentowaliśmy praktycznie z każdym gatunkiem heavy metalu i nigdy nie trzymaliśmy się tylko jednego z nich. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, jedynym elementem stałym wydaje się podniosły styl naszej muzyki i tematyka tekstów. Przez minione 39 lat także miało miejsce wiele zmian w składzie Manilla Road, co w jakimś stopniu przyczyniło się do wciąż kształtującego się brzmienia zespołu. Zawsze starałem się dać naturze wolną rękę, jeśli chodzi o to w jakim kierunku zmierza muzyka. Co chcę przez to powiedzieć – wolę gdy muzyka jest bardziej dzika i żywiołowa, starając się przy tym za dużo nie myśleć nad samym procesem twórczym. Przypuszczam, że rozwój Manilli był właśnie wynikiem pewnego rodzaju „naturalnego procesu”.

manillaroad 666

Uwielbiam Manilla Road od samego początku, od momentu stworzenia przez Was tego epickiego stylu, pozwolę sobie więc sięgnąć dosyć daleko w przeszłość. O czym marzyłeś kiedy zakładałeś zespół? Czy te marzenia się spełniły?
Moimi marzeniami było zostać znanym muzykiem i twórcą, no i w dużej części tak, spełniły się. Po części chciałem też stać się bogatym, ale wygląda na to, że jak na razie ta część omija moją karierę dość szerokim łukiem (śmiech).

Przez cały okres Waszej działalności pracowaliście bardzo intensywnie. Manilla spłodziła mnóstwo albumów. Czy macie zamiar utrzymać takie tempo pracy? Planujecie wydać kolejną płytę?
Tak, planuję wydawać jak najwięcej materiału, o ile tylko będzie na poziomie. W tym czasie nagrywamy nowy album Manilla Road, zaś ja właśnie skończyłem nagrywać nowy krążek Hellwell, który powinien ujrzeć światło dzienne jeszcze w tym roku. Poza tym, Hellwell zrekrutował nowego perkusistę, co powinno zainteresować każdego fana Manilla Road. Naszym nowym bębniarzem jest Randy Thrasher Foxe. Skończyłem właśnie miksować projekt, będący drugim już albumem Hellwell, i jestem naprawdę podekscytowany tym, jak dobry okazał się być ten materiał. Pracuję także nad innym projektem, który najprawdopodobniej zostanie wreszcie opublikowany. Tak więc, nadal mam w zanadrzu dużo materiału, nad którym pracuję, i liczę że zostanie wydany w najbliższej przyszłości.

W jakim klimacie chcesz utrzymać kolejny krążek? Masz już jakąś koncepcję odnośnie całokształtu, oprawy graficznej?
Tak, wszystko co wymieniłaś jest już zaplanowane, lecz nie jestem jeszcze gotowy, żeby wyjawić tytuł, czy pomysły na utwory i okładkę. Nadal jesteśmy na etapie kończenia nagrań, a czeka nas jeszcze miksowanie i mastering całości materiału, więc jest jeszcze trochę czasu, zanim odsłonię wszystkie smaczki o nowym krążku. Mogę Ci jedynie zdradzić, że będzie ciut cięższy od The Blessed Curse i nie będzie na nim aż tyle wstawek akustycznych.

Jakie plany macie na tę chwilę, oczywiście poza ogłoszonymi już koncertami?
W tym momencie cały czas pracuję w studiu, zanim wyruszymy w tegoroczną trasę do Europy. Następnie planuję grać po Europie tyle ile wlezie, głosząc światu słowo epickiego metalu. Poza tym, powoli zaczynam rozmyślać nad tym, jaki kształt przybierze nasza muzyka na następnym krążku, po wypuszczeniu nadchodzącego albumu. Podsumowując – planuję grać, tworzyć, pisać i nagrywać metal, dopóki stanie się to dla mnie fizycznie niemożliwe.

W jednym z wywiadów dla polskiego Heavy Metal Pages mówisz o tym, że musicie kiedyś zagrać w Polsce. Jak idzie Wam realizacja tego stwierdzenia? Czy ktoś kontaktował się z Wami odnośnie koncertu w Polsce?
Nasz menedżer stara się zorganizować występ w Polsce w 2016 roku. Wiem tyle, że zagramy wszędzie, gdzie będzie zainteresowanie i finansowa możliwość dojazdu.


Ponoć fani Manilla Road to jedni z najwierniejszych. Jak to stwierdzenie ma się do tego, co obecnie dzieje się na Waszych koncertach?

O tak, to prawda. Byłem pod ogromnym wrażeniem jak bardzo lojalni są nasi fani. Gdyby nie oni i ich żarliwe wsparcie, nie bylibyśmy w stanie nadal grać. Pokazywali je nieraz na całym świecie, a to znaczy dla nas wszystko, i jest naszym głównym motorem zarówno do działania, jak i chęci kontynuacji naszej misji pod sztandarem epickiego metalu.

Patrząc z perspektywy czasu na cały Wasz dorobek, która z płyt Manilla Road jest Twoją ulubioną?
Oczywiście mam ich kilka, ale z pośród już wydanych, muszę przyznać, że będzie to The Blessed Curse, The Deluge zaraz za nim, a następnie Gates of Fire.

Jak wyglądała Wasza współpraca z Jowitą Kamińską, autorką Waszej okładki „Gates of Fire”?
Wygląda na to, że nasze drogi już nieraz się wcześniej krzyżowały (śmiech). Spotkaliśmy się na kilku festiwalach i nadal mamy bardzo dobry kontakt. Mam zamiar wykorzystać jej zdolności artystyczne raz jeszcze w przyszłości. Jest bardzo utalentowaną artystką i ma do tego bardzo dobry gust muzyczny, jeśli chodzi o muzykę metalową.

Jak zareagowałeś gdy bez Twojej wiedzy wydano „The Circus Maximus” pod szyldem Manilla Road?
Nie byłem specjalnie zachwycony kiedy się o tym dowiedziałem, i nadal traktuję to jako Circus Maximus, a nie Manilla Road. Jednak co się stało, już się nie odstanie. Było to tak dawno temu, że przestałem już nad tym rozmyślać i zostawiłem to daleko za sobą. Traktuję ten album, jako jedno z moich największych osiągnięć gitarowych. Ów projekt i muzycy w nim uczestniczący, poddali moje umiejętności gry ciężkiej próbie.

W swoich tekstach inspirujesz się między innymi takimi twórcami jak Lovecraft czy Edgar Allan Poe. Zapewne masz wielu innych ulubionych autorów. Możesz polecić naszym czytelnikom swoje ulubione powieści?
Cokolwiek z twórczości Roberta E. Howarda, w szczególności jego cykle Solomon Kane czy Conan Chronicles. Jestem też fanem gigantów starszej literatury: Arthura Conana Doyle’a, Edgara Rice’a Burroughsa czy Juliusza Verne’a. Z dobrych horrorów polecam także dorobek Clive’a Barkera.

Wyczytałam w jednym z wywiadów z Tobą, że pracowałeś wraz z Richardem Cathy’m nad książką opartą na historii z „Voyager”. Co ostatecznie stało się z tą powieścią, udało się Wam ją napisać?
Skończyliśmy zarys opowieści, lecz nie znalazłem już potem czasu na dalszą pracę. Manilla Road i sama muzyka zawsze była dla mnie priorytetem, tak też tak długo jak będzie możliwość spełnienia się muzycznie, będę dążył przede wszystkim do tego.

Jak myślisz, dlaczego Manilla początkowo była lepiej przyjmowana w Europie niż na Twoim kontynencie?

Myślę, że większość ówczesnych fanów z Europy, miała wtedy o wiele szersze horyzonty i była znacznie bardziej otwarta na eksperymenty w muzyce metalowej. Nasza muzyka oręduje przede wszystkim wokół historii, mitów czy legend, i większość rzeczy które piszemy, bazuje na Starym Świecie, nie nowym. Historia Ameryki też nie jest po prostu tak długa jak ta, która miała miejsce na kontynencie europejskim.

Dziękuję Ci serdecznie za rozmowę. Już teraz wiem, że wywiad z Tobą będzie jednym z najważniejszych w moim życiu. Ostatnie pytanie pozostawiam Tobie – wykorzystaj je jak chcesz.
Dziękuję Ci również, była to dla mnie czysta przyjemność. Chcę podziękować Tobie, jak i wszystkim fanom za wiecznie żywe wsparcie dla Manilla Road i epickiego metalu w ogóle. Up The Hammers & Down The Nails.

Tłumaczenie: Janek Maniewski

Autorką jest Weronika Szubert.

Czwarkiel
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , .