MORRATH: „Myśl za siebie i żyj tak, jak sam chcesz żyć”

Morrath

Wywiad z Bartkiem Maśląkowskim
i Mieszkiem Jankowskim (Morrath)

Nie jest specjalną przesadą, że polskie podziemie można porównać do źródła pełnego bluźnierczych dźwięków. Każdego roku pojawiają się debiuty, sugerujące baczne obserwowanie ich autorów. Takim zespołem jest formacja Morrath, która niecały rok temu wypuściła na świat pierwszy pełnowymiarowy materiał. O „Centuries of Blindness” (recenzja) i wielu innych kwestiach porozmawiałem z gitarzystą Bartkiem Maśląkowskim i basistą Mieszkiem Jankowskim.


Początki…

W kilku wywiadach wspominaliście o swoich początkach pod nazwą Prowler. Punktem wyjścia dla Waszej muzyki była mieszanka hardcore punka i thrashu. Skąd więc ten drastyczny zwrot w kierunku death metalu, który przy okazji mocno osadziliście w oldschoolowym stylu?

Bartek Maśląkowski: Hailz! Tak, to prawda, że zaczęliśmy pod taką nazwą i w takim stylu. Powodów trzeba by szukać w całej otoczce, która towarzyszyła powstaniu zespołu. Chodziliśmy z Mieszkiem do jednego gimnazjum w Rawiczu, mieszkaliśmy 10 minut od siebie, słuchaliśmy podobnej muzyki, więc naturalnie zaczęliśmy się razem bujać po szkole, spotykać poza szkołą, słuchaliśmy muzyki, szwendaliśmy się, robiliśmy jakieś nastoletnie głupoty i chodziliśmy na rzadkie lokalne koncerty. Po pewnym czasie zaczęliśmy myśleć, że fajnie byłoby coś stworzyć, zacząć grać, więc założyliśmy zespół, nie umiejąc w zasadzie grać na instrumentach.

Żeby się zgrać zrobiliśmy wprawdzie parę coverów, ale ja nigdy nie chciałem grać w zespole coverowym. Nawet gdy miałem takie okazje, to je odrzucałem, więc zaczęliśmy tworzyć swoje kompozycje. Chciałem grać ciężko i szybko, a że grać nie umiałem, w kompozycji byłem jeszcze początkującym idiotą, to wyszło takie coś (śmiech). Styl w sumie bardziej ewoluował niż zmienił się drastycznie. Uczyliśmy się grać, kminiliśmy nad strukturami utworów i tak to szło do przodu.

Zmiana nazwy na Morrath przyszła w pewnym momencie, kiedy odłożyliśmy do szuflady wszystkie stare kompozycje, przestaliśmy je grać, chcieliśmy świeżego stylu z nowym materiałem. Zależało nam też na oryginalnej nazwie, która nie będzie się kojarzyć z innymi zespołami. Padło na death metal, bo to nasz ulubiony gatunek, tutaj też nie ma wiele do tłumaczenia. W moim przypadku trzymam się oldschoolu, bo zwyczajnie nie do końca do mnie trafia death metal grany przez zespoły, które wyrosły w latach 1999-2005. Oczywiście poza paroma wyjątkami – szczególnie Nile (śmiech). Nie pasuje mi też nowoczesny death metal, który zwykle jest do bólu technicznym graniem albo eksperymentuje z deathcorem.

…i inspiracje Morrath

Skoro już mowa o oldschoolu, to główne inspiracje czerpiecie z amerykańskiej klasyki, np. Immolation, Morbid Angel czy Vital Remains. Czy spotkaliście się z opinią, że na debiucie jest niewiele nawiązań do polskich weteranów, np. Vadera czy początkowych okresów działalności Decapitated i Hate?

BM: Hm, co do Vadera, to niektórzy mówią, że inspiracja nimi się pojawia. Jeśli chodzi o Decapitated, to największymi ich fanami w naszych szeregach są chyba Szymon i Mieszko. Natomiast Hate nigdy nie był w osobistej topce nikogo z nas.

Morrath

W moim przypadku amerykańskie inspiracje w naszej muzyce to efekt tego, że lubię ten kwaśny, wręcz bagnisty death metal jak Morbid Angel, Immolation, Incantation itp. W sumie to dla mnie zespół Treya Azagthotha jest absolutnym numerem jeden, a jego styl gry od wielu lat jest moim głównym źródłem inspiracji. Lubię też war metal i zespoły do niego nawiązujące. Podobnie jak „szatański” death metal ze szkoły Deicide czy Vital Remains, scena z Nowego Jorku i Florydy oraz wszelkie inne zespoły ze złotego okresu metalu śmierci. Oprócz tego wiele inspiracji pochodzi z aktualnego undergroundu muzyki death metalowej. Chyba nie ma potrzeby dalej wymieniać, bo musielibyśmy na to poświęcić oddzielny wywiad (śmiech).

Praca nad debiutem

Opowiedzcie, jak przebiegały prace nad „Centuries of Blindness” – czy wszystkie kompozycje są premierowe, czy może jednak niektóre numery powstawały jeszcze za czasów Prowler i uległy silnemu przearanżowaniu? Czy któreś wydawnictwa były szczególnie inspirujące?

Spiral of Pain to nagrana od nowa wersja kawałka z pierwszej demo/EP, gdy funkcjonowaliśmy jako Prowler – „Inhumanity Enthroned” z 2021. Pierwsze szkice i tekst do tego numeru stworzyłem podczas pierwszej fali Covid-19 i lockdownu. Cała reszta powstała już po zmianie nazwy na Morrath. Co do procesu twórczego, to numery powstawały na bieżąco. Robiliśmy je na próbach i pomiędzy koncertami. Praktycznie wszystkie numery, poza „No God to Come”, publika miała okazje usłyszeć w trakcie koncertów przed premierą płyty.

Nie wiem, czy któryś cały album szczególnie nas zainspirował, raczej wszystkiego po trochu. Może największy wpływ na kształt debiutu wywarły
przede wszystkim Deicide Legion„i Infernal War Terrorfront. Chcieliśmy skondensowanej płyty, gdzie riffy nie będą zbyt długie, przeciągnięte i często powtarzane. Zależało nam, aby kompozycje Morrath były zdominowane przez szybkie tempa, gdzie zwolnienie jest dodatkiem i chwilą wytchnienia dla słuchacza. To jak nam wyszło, to już Wasza ocena (śmiech).

Zwykle pytania o okładki są traktowane jako śmieszne, bo tak naprawdę frontcover może być po prostu widzimisię autorów. Bez konkretnego przekazu czy większego, ukrytego sensu i alegorii. Zwykły dodatek do muzyki, aby ładnie spinało się w całość. Grafika zdobiąca „Centuries of Blindness” została przygotowana przez Waszego basistę, Mieszka. Szczerze mówiąc, próbowałem rozszyfrować „co autor miał na myśli”, ale przyznaję, że poległem na interpretacji tego kolażu. Nie wiem czemu, lecz przywodzi mi nieco na myśl debiut Terrorizer. Zdradzicie, jaki był zamysł tej grafiki?

BM: Tak, główny zamysł wyszedł od Mieszka. Ja i reszta chłopaków daliśmy jakieś pomysły, ale raczej to on będzie miał tutaj najwięcej do powiedzenia.

MORRATH Centuries of Blindness 2023

Mieszko Jankowski: Tworząc szatę graficzną do debiutu nie zamierzałem tworzyć repliki. W tej muzie jest od groma thrashowych i deathowych okładek. Podchodząc do tematu, stawiałem na nietrzymanie się konkretnych ram i wrzucenie na ruszt czegoś, co oddaje charakter albumu. W końcu te dziewięć minut to w zatrważającej wielkości chłostany, chaotyczny i szybki death metal. Trudności w interpretacji treści w tym konkretnym przypadku brzmią dla mnie jak komplement, bo album tworzyło w sumie pięciu muzyków, dokładając coś od siebie w różnych proporcjach i uważam, że jest to muza bogata i złożona (pomimo osadzenia w ramach gatunkowych).

Wracając stricte do artworka — proces jego powstawania był złożony. Postawiłem na niestandardową technikę, dałem sobie sporo czasu na liczne modyfikacje, a ponadto w międzyczasie nastąpił personalny zwrot w stronę nieoczywistych, bardziej surrealistycznych nurtów sztuki wizualnej. Jeśli mielibyśmy poszukać podobieństw, to sporo osób widzi analogię do kanonu SlayeraIncantation, ale spotkałem się też z bezpośrednim porównaniem z klasykiem Morbid Angel „Blessed Are Sick”. Nie jestem tym zaskoczony, bo jednak takie inspiracje muzyczne towarzyszyły mi w trakcie przygotowań.

Wieki ślepoty

Czy ten tytuł odnosi się wyłącznie do kwestii związanych z religią? Od kiedy i jak długo potrwają tytułowe wieki ślepoty?

BM: Nie, nie tylko, religii stricte dotykają może ze dwa teksty na tym albumie. Wieki ślepoty trwają długo, a moja wizja tego tytułu, to obraz ludzi, którzy chcą za kimś podążać i spełniać określone warunki, zamiast żyć na własnych zasadach i realizować swoje cele. Ślepota to chęć dopasowania się do tłumu. Strach przed byciem wytkniętym palcem, chęć dążenia do wygody, nawet jeśli będzie to wiązało się z życiem wbrew własnym zasadom. To także życie, żeby inni uznali, że to, co masz i co osiągnąłeś jest dobre. Nieważne, czy serio tego od życia chciałeś. Udawanie kogoś innego w zależności od sytuacji itp. W ten sposób rozumiem ślepotę i tego starałem się dotknąć w tekstach.

Nie chcę narzucać nikomu żadnego sposobu myślenia, chcę tylko przekazać ludziom w tekstach zasadę: myśl za siebie i żyj tak, jak sam chcesz żyć. Nie tak, jak oczekują tego inni. Właśnie między innymi w kontekście Kościoła Katolickiego, którego nie lubię wraz z wieloma innymi założeniami religii chrześcijańskiej.

Poszukiwania wydawcy

Album Morrath ukaże się zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych. To spory sukces dla debiutantów, którzy tak naprawdę pojawili się znikąd. Jak udało Wam się nawiązać współpracę z wytwórniami Metal is the Law i Diabolus Productions?

BM: Diabolus Productions nie ma co mówić. Ucięli kontakt jeszcze przed promocją, gdy dostali część materiałów. Myślę, że nie dostali ich na tyle dużo, aby mogli wydać tę płytę bez naszej wiedzy, ale już machamy na to ręką. Współpraca z Metal is the Law była bardziej owocna, aczkolwiek też nie wszystko zostało dopięte, ale myślę, że na ten moment możemy poczuć się zadowoleni. Żeby znaleźć tę wytwórnię, wysłaliśmy wiele motywacyjnych e-maili, ale nawiązanie współpracy z Solid Rock PR było dla nas przełomem. O tym w sumie więcej powie Mieszko, znacznie lepiej zna szczegóły związane z tym tematem.

Morrath

MJ: Współpraca z Solid Rock PR zaczęła się dzięki poleceniom od kilku kumpli i zarazem świetnych muzyków, którzy również prężnie działają w piwnicy pod mainstreamem. Nazwa parokrotnie przewinęła się w rozmowach i większość z nich wspominała o niej z zadowoleniem. Nawiązałem kontakt i przyznaję, że to była bardzo dobra decyzja. Od początku do końca nie mieliśmy się o co martwić. Pełna responsywność, duże zaangażowanie, a przede wszystkim ogromna pasja do ciężkiej muzyki. Sądzę, że bez nich nie udałoby się nam na własną rękę tak szybko znaleźć wydawcy i zadbać o promocję materiału.

Nie byliście zdziwieni albo może nieco rozczarowani, że nikt z lokalnego podwórka nie zainteresował się debiutem?

BM: Nie jest też tak, że całkiem nikt nas nie chciał. Gdy pojawiała się oferta, to przeważnie były dwa scenariusze: warunki nie do zaakceptowania albo zbyt długi czas oczekiwania na premierę. Przy regularnym graniu koncertów chcieliśmy szybko wydać płytę. Zależało nam, aby mieć materiał do promowania. Nie jestem też zdziwiony, że młode zespoły mają problemy ze znalezieniem wytwórni. Dobre polskie labele są zawalone wydaniami i raczej ciężko jest się wbić do zapchanego kalendarza, tak że kolejni debiutanci w roosterze często są pomijani. Niemniej drugi album chcielibyśmy już wydać w Polsce i może z kimś z zagranicy.

Nowa płyta Morrath i plany na przyszłość

W zeszłym roku mieliście okazję promować debiutancki album na kilkunastu koncertach w Polsce i Czechach. Na ten rok macie już zaplanowane kolejne występy m.in. na Metal Mine Festival oraz trasę koncertową Przegnity Konglomerat z Leprozorium. Czy oprócz tego pojawicie się na innych festiwalach lub postaracie się odwiedzić kolejne kraje?

BM: Staramy się łapać okazje i organizować coś samemu. Rok 2024 zapowiada się dla Morrath pod znakiem większej liczby koncertów. Być może są szanse na inne festiwale, mamy też na tapecie pewne tematy z występami poza Polską.

Być może jest na to za wcześnie, ale rozpoczęliście pracę nad nowym materiałem? Jeżeli tak, to planujecie kolejnego długograja, czy może jednak rozważacie coś mniejszego, np. EP lub split?

BM: Nie jest ani trochę za wcześnie. Jakieś prace nad nowym materiałem zaczęły się już przed wydaniem „Centuries of Blindness„. Działamy nad tym cały czas, mamy dużo nagranych i rozpisanych pomysłów. Główną przeszkodą jest to, że mieszkamy w różnych miastach, mamy pracę i inne obowiązki. Dlatego próby przeważnie robimy tylko w weekendy, w które również gramy koncerty, a nowe pomysły tworzą się szybciej niż mamy okazję je dograć. Jeden nowy kawałek jest już na stałe w naszym koncertowym secie, resztę planujemy potrzymać w tajemnicy do premiery. Raczej skłaniamy się do wydania drugiego LP. Może potem pomyślimy nad innymi formatami, ale temat nie jest jeszcze domknięty. Możemy jednak zapewnić, że drugi album Morrath pojawi się tak szybko, jak to możliwe. Musi się zgrać, odpicować, wyćwiczyć na blachę i wejść do studia, bo prace nad tym trwają cały czas.

Dzięki wielkie za wywiad i do zobaczenia na koncercie. Ostatnie słowa należą do Was.

BM: Dzięki za zaproszenie! Zawsze chętnie pogadam, jeśli ktoś ma ochotę słuchać mojego pierdolenia (śmiech). Mam nadzieję, że z jak największą częścią z Was zbiję piony na koncertach, które będziemy grać w przyszłości, jeśli jeszcze nie miałem na to okazji. Wspierajcie underground i przychodźcie na koncerty podziemnych zespołów. Pamiętajcie, że kupując płyty i merch pomagacie funkcjonować całej scenie. Dzięki temu muzyka metalowa nie kończy się na paru światowych nazwach, tylko ma się dobrze na dużą skalę. See you in the moshpit – hailz!

Morrath w sieci:

 

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , .