Site icon KVLT

Ragehammer: „przeciwko wszystkim i wszystkiemu”

Może zabrzmię nieskromnie, ale śmiem twierdzić że rozmowa z Tymoteuszem – wokalistą krakowskiego Ragehammer – jest jednym z najbardziej udanych wywiadów jakie miałem okazję publikować na łamach Kvlt Magazine. Dlaczego? Po prostu przekonajcie się sami.

Dużo czasu kazaliście czekać swoim fanom na fonograficzny powrót. Ty z pewnością nie musiałeś narzekać na nudę, z racji udziału w innych projektach. Co działo się przez ostatnie cztery lata w w samym Ragehammer i czy wiele zmieniło się w waszym podejściu nie tylko do grania, bo to jest raczej nieuniknione będąc muzykiem jak i miłośnikiem muzyki, ale i samej wizji zespołu?

Cóż, przez ostatnie cztery lata pracowaliśmy intensywnie nad materiałem na album, dając sobie tyle czasu na dopracowanie muzyki i tekstów, ile uznaliśmy za stosowne. Nie chcąc psuć nie najgorszego wrażenia po demo zbyt szybko wydanym, niedopracowanym pełnowymiarowym debiutem. Nie wychodziliśmy do ludzi z tym, co się dzieje w zespole, bo i po co? Czy coś się zmieniło w naszym podejściu? Wydaje mi się, że nie. Sami mamy poczucie, że The Hammer Doctrine stanowi logiczną kontynuację i rozwinięcie materiału, który znalazł się na demo. Nadal nie lubimy wszystkich i wszystkiego, tylko teraz nieco bardziej okrzepliśmy w tym, co i jak chcemy przekazać. Wizja nadal jest ta sama, oparta na starej szkole metalu, tylko teraz odważniej sięgamy po elementy black metalu drugiej fali, klasycznego heavy metalu/NWOBHM, czy hardcore punku. Nadal jednak jest to muzyka robiona przez fanów dla fanów, raczej podziemna i raczej bez zbytniego parcia na sukces za wszelką cenę. Tę drogę na pewno będziemy kontynuować w przyszłości.

Dopiero pod koniec marca bieżącego roku Ragehammer ponownie dał o sobie znać, nagrywając split z szwedzkim Turbocharged. Postanowiliście się sprawdzić tuż przed wydaniem debiutu i zobaczyć czy są osoby głodne waszej muzyki ? Utwór, który pojawił się na Enlightenment by Bloodletting został skomponowany specjalnie na tę okazję?

Pomysł na split urodził się jakiś czas przed nagraniem płyty. Marcin z Mythrone Promotion zapytał nas, czy nie bylibyśmy zainteresowani wydaniem siódemki dzielonej z włoskim Necromessiah. Oczywiście, że byliśmy, bo Necromessiah niszczy obiekty, z tą więc myślą podczas sesji The Hammer Doctrine nagraliśmy dodatkowo PanzerFaustian Entlightenment. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że nagle kontakt z Włochami się urwał. W tej sytuacji ostaliśmy się z nadprogramowym wałkiem i zaczęliśmy myśleć, co z nim zrobić. Wtedy własnie pomyślałem, że w sumie z Ronniem z Turbocharged znam się jeszcze z czasów kiedy grał w Gehennah. Zawsze bardzo mocno się kumplowaliśmy, a Turbocharged to zajebisty band, który dosyć fajnie klei się z nami, jeśli idzie o styl i przekaz. Napisałem więc do tego szwedzkiego bandyty, a ten nie tylko się zgodził, ale i wysmażył z Nickiem i Freddiem zupełnie nowy numer, Bloodletting. Resztą zajęli się sami konkretni zawodnicy w osobach M. (mastering), Roberta von Rittera (okładka), Qrasa z Mentalporn (layout) i nieocenionego tandemu Greg (Godz ov War)/Marcin (Mythrone) odpowiedzialnego za promocję. W takim układzie osobowo-muzycznym to nie miało prawa nie wypalić. Jesteśmy cholernie zadowoleni z tego wydawnictwa. Traktujemy je jednak niezależnie względem The Hammer Doctrine.

Przejdźmy wreszcie do sedna naszego spotkania czyli wspomnianego już The Hammer Doctrine. Kiedy dokładnie pojawiły się pierwsze działania, w kierunku nagrania debiutanckiej płyty i jakie założenia mieliście decydując się na jej wypuszczenie ? 

Nad materiałem, który znalazł się na The Hammer Doctrine zaczęliśmy pracować właściwie od razu po wypuszczeniu War Hawks. Zakładaliśmy od początku, że chcemy zrobić pełnowymiarowy album, który będzie stanowił logiczną kontynuację demówki, która notabene powstała bardzo szybko i nie chcieliśmy wytracać impetu. Zestaw inspiracji i podejście pozostało wciąż takie samo, czyli Venom, wczesny Bathory, Impaled Nazarene, Destroyer 666 etc. plus dość poważny wydźwięk tekstowo-graficzny. Nie zawsze miałem możliwość uczestniczenia w procesie komponowania, tutaj przodowali głównie Bestial Avenger z Corpsebutcherem, za to całość tekstów i koncepcji jest moją działką. Mój sposób pracy jest dość systematyczny, lubię szukać kontekstu, który dobrze skleiłby całość materiału. Tym razem padło na swoistą koncepcję wyciągnięcia słuchacza ze strefy komfortu i poddania w wątpliwość jego poczucia bezpieczeństwa nabranego w wyniku zastoju światopoglądowego. Taki mentalny, nihilistyczno-nietzcheański blitzkrieg, czyli właśnie tytułowa Doktryna Młota. W oparciu o ten koncept napisałem całość tekstów, być może z wyjątkiem First Wave Black Metal. Potem nastąpił długi proces szlifowania i dopracowywania kawałków z myślą o studio, co wynika ze sposobu pracy, jaki obraliśmy wraz z M. Polega on w największym skrócie na jak najlepszym ograniu materiału przed wejściem do studia, żeby nie tracić niepotrzebnie czasu na modyfikacje i pracę nad zgraniem. Dopiero kiedy uznaliśmy, że jesteśmy w pełni gotowi zdecydowaliśmy się na nagranie. Po prostu praca, praca i jeszcze raz praca.

Po pierwszych odsłuchach odniosłem od razu wrażenie, że postanowiliście zaprezentować tylko najlepsze utwory jakie posiadaliście z waszego nowego repertuaru. Ciężko po prostu odmówić tej płycie przebojowości i takiego charakteru „best of”. 

Zawsze, kiedy robimy materiał podstawową zasadą jest, że numery muszą podobać się przede wszystkim nam. To musi być coś, czego sami na co dzień słuchalibyśmy z przyjemnością. Dlatego też bardzo surowo oceniamy swoją muzykę, każdego riffu musimy być pewni na sto procent bo inaczej nie miałoby to sensu. Miło mi zatem, że nasza wizja pokrywa się z Twoim gustem. To znaczy, że gdzieś tam cel został osiągnięty. Prace nad materiałem przebiegały owocnie, bez zbędnego pośpiechu, z wykorzystaniem faktu, że żadne zobowiązania nas nie gonią. Nie mieliśmy parcia, żeby za wszelką cenę dyskontować mały sukces War Hawks w krótkim czasie i to stanowiło podstawę przy komponowaniu nowego materiału. Następnym elementem było trzymanie się prostej prawdy, że nic nie jest tak ważne jak dobry riff. Riff przetrwa wszystko, kolejne demontaże muzyki, coraz bardziej abstrakcyjne trendy przemijają, a jednak klasyka nadal trzyma się z niesłabnąca siłą. Nie znaczy to oczywiście, że trzymaliśmy się cały czas kurczowo blackened thrashowej formuły. Czasami jechaliśmy w różne strony, bo też i sami słuchamy najróżniejszych rzeczy, włącznie z mocno nieortodoksyjnymi i zupełnie niemetalowymi odłamami. Dlatego swobodnie inkorporowaliśmy różne smaczki i eksperymenty, ciągle jednak pamiętając o bazie. Potem dochodzą teksty i koncept, o którym rozpisywałem się nieco w poprzednim pytaniu. Tutaj też istniała pewna ogólna wytyczna, mianowicie teksty i przekaz płyty jest jak najbardziej poważny. Nie ma tutaj miejsca na dystans, humor i puszczanie oka. Liryki mają być równie ofensywne, co muzyka. Całość tej mieszanki potrzebowała jednak czasu, żeby dojrzeć i należycie się „przegryźć”. Sam dzisiaj czuję cholerną satysfakcję słuchając tego materiału.

Co nowego chcieliście zawrzeć na waszym pierwszym albumie czego nie mogliście bądź nie mieliście w planach zaprezentować na War Hawks

W ogóle nie wychodziliśmy z takich założeń. The Hammer Doctrine wydaje się nam logiczną i naturalną konsekwencją War Hawks, jedyne co zamierzaliśmy to stworzyć całkowicie nowy materiał, bez odtwarzania kawałków z demo. Komponowanie w Ragehammer odbywa się bardzo konsekwentnie i w zasadzie trwa ciągle tak samo od pierwszej próby. Zresztą nawet teraz na opracowujemy kolejny nowy numer, bo płyta płytą, ale nie ma co osiadać na laurach. Tak naprawdę dopiero kiedy posłuchałem całości materiału zobaczyłem, że można mówić w przypadku kapeli o pewnym rozwoju. Konsekwentna ewolucja, którą sobie podążamy przebiega bez gwałtownych zmian i rewolucji. A gdzie to pójdzie dalej? Tylko czas pokaże (śmiech).

Wasza Doktryna Młota stanowi swoistą antytezę miłosierdzia czy jakiejkolwiek innej formy dobra. Poziom brutalności muzyki wraz tempem jest dosłownie porażający i niekiedy stukrotnie przewyższający moc death metalu.  Przeciwko komu wymierzyliście ten cały ładunek agresji i czym inspirowałeś się tworząc teksty na wasz ostatni krążek ?

Najprościej będzie powiedzieć, ze przeciwko Tobie. Zasadniczo przeciwko wszystkim i wszystkiemu. Zainspirowała mnie w tej materii głównie ludzka głupota, krótkowzroczność i hipokryzja. Wszystkie „wojny, które zakończą wszystkie wojny”, „nienawiść do nienawiści” i inne retoryczne przykłady woltyżerki, które same sobie przeczą. Żyjemy w ciekawych czasach, kiedy świat aż kipi od agresji, przy czym w oficjalnym dyskursie tego typu emocje nie mają prawa bytu i tutaj dochodzimy do paradoksu. Przykładem jest Japonia, gdzie z jednej strony społeczeństwo jest bardzo konserwatywne i obyczajowo układne, z drugiej przez to właśnie skrajnie sfrustrowane seksualnie. Obawiam się, że na dłuższą metę nie da się tak żyć. Dlatego zrobiliśmy album,  na którym zawarliśmy zdrową dawkę nienawiści do wszystkiego i wszystkich, bez zbędnych podziałów i powodów. Wydaje mi się, że to dość odświeżające podejście, przynajmniej z mojej perspektywy.

Co do warstwy muzycznej to nie ma wątpliwości, że hołdujecie najbardziej klasycznej szkole ordynarnego klimatu Bathory czy Sodom. Ciągle jednak czuć tutaj ten klimat starych heavy metalowych produkcji – właśnie tej wcześniej wspomnianej przebojowości, która pewnie na koncertach sprawdzi się rewelacyjnie. Przywołany już First Wave of  Black Metal jest trybutem dla gatunku czy zwiastunem jego odrodzenia w waszym wykonaniu?

FWBM jest z jednej strony hołdem dla starych Bogów i swoistym wyrazem nostalgii za czasami, gdzie nie obowiązywały ścisłe ramy gatunkowe i Gates to Purgatory Running Wild czy debiut Angel Witch były nazywane black metalem. Z drugiej to krytyczne spojrzenie na ewolucję gatunku, który stał się właściwie swoim własnym zaprzeczeniem. Duch elitarności i niebezpieczeństwa umarł zarówno przez kurczowe trzymanie się norweskiej formy (swoją drogą skopiowanej z demówek Von), co doprowadziło gatunek na skraj nudy, nędzy i kopiatorstwa. Co więcej, masowy zachwyt nad gównami typu Myrkur czy Defheaven, które nigdy nie powinny otwierać mordy (w przypadku Amalie Bruun opuszczać kuchni), a nie mówiąc już o graniu muzyki. Tak, jestem głupim, nieekumenicznym, wstecznorozwojowym reakcjonistą. O tym jest ta piosenka.

Z pewnością w wielu wywiadach padnie to pytanie, ale czy nie zastanawialiście się nad wydaniem całej płyty w języku polskim ? Obie kompozycje, czyli „Wróg” oraz cover „Spotkanie z diabłem”, brzmią naprawdę imponująco i z wielkim sentymentem przywołuje mi dawne dokonania KATa. Oczywiście w nieco bardziej wkurwionym wydaniu.

Dzięki za dobre słowo. Musze Ci powiedzieć, że Wróg był moim pierwszym poważnym tekstem napisanym po polsku. Wcześniej coś popisywałem dla Cremaster, ale z racji ogólnie kabaretowego wydźwięku była to zupełnie inna, zdystansowana trajektoria odbioru. Tutaj postanowiłem coś klepnąć jednak zupełnie na serio i lubię myśleć, że wyszło nie najgorzej. Na pewno w przyszłości będziemy ten temat kontynuować. Cover Trzech Koron zrobiliśmy, bo w sumie zawsze grywaliśmy covery, np. Root, Von czy Gehennah. Stwierdziliśmy jednak, że na płytę musimy zrobić coś specjalnego. Kiedyś na jednej próbie śmialiśmy się, że Spotkanie z Diabłem to początek okvltystycznego rocka w Polsce i nagle dotarła do nas potęga oraz nośność „klenczonowego riffu”. Po kilku podejściach z różnych stron wypracowaliśmy to jedno właściwe, które weszło na płytę. Jeśli idzie o inspiracje Katem, to mimo całej miłości do tego zespołu (która gwałtownie kończy się po Szyderczym Zwierciadle) nie wskazywałbym go jako źródła przy robieniu numerów po polsku. Romek jest przyzwoitym tekściarzem, jednak to jest nieco inna estetyka. On jest poetą (i poniekąd kopistą, zainteresowanych odsyłam do Bastard i Poematów Prozą Micińskiego), ja tylko nienawidzę ludzi.

Będąc już przy kompozycjach chciałem jeszcze zapytać o From Homo Sapiens to Homo Raptor – co Twoim zdaniem spowodowało, że człowiek wyparł myślenie na rzecz nieustannie obecnej w dzisiejszych czasach żądzy gromadzenia i zdobywania nowych rzeczy kosztem innych?

Instynkt dominacji. Naturalny ludzki odruch, tłamszony cywilizacyjnie od niepamiętnych czasów. Nie da się nauczyć tygrysa życia w zgodzie z antylopą. Jego natura zakłada coś innego. A jak to się ma do wartości humanistycznych? Cóż, pozwolisz, że zacytuję wiersz Ex Perta z Inkwizycji pt. Biblioteka:
Stosy mądrych ksiąg. Nie pomogą nikomu więcej. Przy stosach mądrych ksiąg. Barbarzyńcy grzeją ręce

Planujecie nagranie jakiegoś materiału video w celu dodatkowego zobrazowania, warstwy lirycznej i klimatu krążka? W jakiej formie widziałbyś klip – pompatycznej/fabularnej/artystycznej jak Behemoth czy prosty obrazek z zespołem w roli głównej? 

Myślimy o jakimś obrazie, ale raczej prostym i surowym. To behemothowe pajacowanie jest raczej smętne, niż fajne i pokazuje, w jakim estetycznym odpuście tkwi obecnie główny nurt w metalu. Niestety nie mogę póki co zdradzić za wielu szczegółów.

Najnowszy krążek ukazał się w barwach legendarnej już wytwórni Pagan Records. Czy wobec tego, w ramach promocji The Hammer Doctrine możemy spodziewać się występów bądź trasy ? Kogo widzielibyście jako wsparcie na scenie ?

Tak, jak najbardziej. Póki co z potwierdzonych koncertów będzie nas można zobaczyć na Dark Fest 2016 w Byczynie, będziemy też w lipcu otwierać koncert Toxic Holocaust we Wrocławiu. O trasie coś niecoś będzie wiadomo jesienią i to na razie tyle, ile mogę potwierdzić, jednak plany są dość szeroko zakrojone. (oprócz tego zespół wystąpi jako support na wrześniowych występach Destroyer666 jak i październikowym gigu Angelcorpse – przyp. red.)

Na samym początku wspomnieliśmy o Twoim udziale w kilku zespołach. Jesteś obecnie wokalistą Exorcist, grupy pierwotnie założonej w połowie lat 80′, w której ryczysz już od dobrych 5 lat i nawet nagrałeś debiutancki album (Utterances of Going Forth Death – 2014). Domyślam się, że w żaden sposób to nie koliduje z działalnością Ragehammer jednak może opowiesz nieco więcej na temat całej tej współpracy oraz nadchodzących planach Egzorcysty ?

Szczęśliwie nie koliduje, a ze swojego udziału w Exorcist jestem bardzo dumny. Egzorcysta był jednym z pierwszych polskich zespołów, jakie usłyszałem, jako gówniarz jeszcze z „pożyczonej” kasety i kiedyś wydawał mi się najbardziej złowrogim i przejebanym zespołem na świecie. Jak tylko dowiedziałem się, że Exorcist ma nagrany materiał, ale nie ma wokalisty natychmiast napisałem do Skeletona, że byłbym bardzo zainteresowany wydarciem ryja na płycie. Szczęśliwie moje próbki zostały zaakceptowane i parę miesięcy później spędziłem wyjątkowo owocne dwa dni w domowym studio Paulusa, basisty, nagrywając Utterances[…]. Jak na razie planów Exorcist nie ma , a przynajmniej nie wiem nic o nich. Planuję wybrać się w końcu do Warszawy i wtedy zobaczymy, co będzie się działo dalej.

Co w takim razie z Exmortum oraz Twojej nieco lżejszej odsłonie czyli Them Pulp Criminals ?

Exmortum planuje wypuszczenie tej mitycznej pełnej płyty na jesień nakładem wszechpotężnej Arachnophobia Records. Nie tylko riffy, ale i tempo pracy mamy powolne. Co nie zmienia faktu, że fani Autopsy, Winter, Bolt Thrower, wczesnego Samael i Asphyx będą mogli mieć ciepło. Them Pulp Criminals też planuje kilka rzeczy, przede wszystkim niebawem fizyczna wersja Lucifer is Love ujrzy światło dzienne dzięki Malignant Voices, wzbogacona o dwa nowe numery. Poza tym jesienią planujemy siąść do komponowania nowej muzyki z Igorem, a po drodze szykujemy jeszcze kilka niespodzianek…(faktycznie, zespół będzie supportował sierpniowy koncert King Dude w Krakowie – przyp. red.)

Od zeszłego roku możemy Cię także oglądać za mikrofonem w black metalowym Outre.  Twój udział jest bardziej na zasadzie chwilowego zastępstwa wakatu czy jednak jest to coś poważniejszego?

Jak na razie wspomagam Outre na żywo i nie  jestem pełnoprawnym członkiem zespołu. Nie znaczy to, że nie traktuję tego tematu poważnie. Zagraliśmy tych koncertów już trochę i jeżeli będzie możliwość, z przyjemnością zagramy więcej. Co będzie dalej pokaże czas.

Wracając do Ragehammer, jak wyglądają wasze tegoroczne plany po zakończeniu tej „najbliższej i głównej promocji” The Hammer Doctrine?

Na pewno już teraz bierzemy się za komponowanie nowych numerów, jednak nie wybiegamy z planami jakoś specjalnie daleko. Wolimy skupić się na „tu i teraz”. Z promocją The Hammer Doctrine i tak mamy sporo do roboty, więc nie chcemy wyskakiwać zanadto przed siebie i własne możliwości. Jedyny plan póki co zakłada robienie najlepszej muzyki, na jaką nas będzie w danym momencie stać.

Na sam koniec wypada mi zapytać jak oceniasz wywiad, osoby która już teraz uważa wasz debiut za jednego z głównych pretendentów do czołówki najlepszych tegorocznych płyt w rodzimym metalu ? 

Szczerze powiedziawszy, nie wypada. (właśnie na taką odpowiedź czekałem, wreszcie szczery brak słodzenia. W końcu jak nienawidzić wszystkich to wszystkich, bez wyjątków prawda? – przyp. red). Bardzo mi miło, że podoba Ci się nasze wydawnictwo,wywiad był solidnie przygotowany i ciekawie mi się odpowiadało. Takie podpuszczanie przepytywanego, żeby dla odmiany on tobie teraz posłodził jest trochę niesmaczne. To nie pierwsza tego typu sytuacja, z jaką się ostatnimi czasy spotykam. Jaz Coleman z Killing Joke miał rację, mówiąc, że żyjemy w czasach natychmiastowej gratyfikacji i oczekujemy pochwał oraz nagród za najbardziej podstawowe rzeczy, jak np. dziennikarz za opinię, bądź przeprowadzenie wywiadu. Nie mówię, że nie doceniam Twojej pracy. Mówię tylko, że dopraszanie się za nią wazelinki jest równe sytuacji, gdzie ryba domaga się nagrody za osiągnięcia w dziedzinie pływania. Nie sugeruj się tym, co napisałem, jestem jeno zgredem i wsteczniakiem. Pozdro i wspierajcie Bestiality, Offence, Gallower oraz swoją lokalną scenę.

Autorem zdjęć użytych w wywiadzie jest Kuba Wierzchowski.

 

Exit mobile version