Nie będę ukrywał. Debiutancki album Crown of Thorns (2015) olsztyńskiej death metalowej załogi Thempest jakoś mi umknął. Ale gdy tylko natknąłem się na singiel Primeval promujący nowy album Plague Maiden – poczułem się jakbym dostał obuchem w głowę! To jest death metal jaki lubię! Nie pozostało mi nic innego jak porozmawiać z jednym z członków Thempest. Zapraszam do lektury wywiadu, którego udzielił nam lider, wokalista oraz gitarzysta – Jakub „Szakal” Bogusz.
Rozmawiamy na świeżo po premierze Plague Maiden. Ostatni materiał, Crown of Thorns, nagraliście w 2015 roku. Siedem lat to całkiem sporo czasu, nie uważasz?
Mieliśmy roszady w składzie, które uniemożliwiły nam normalne działanie. Nie chcę tutaj opisywać szczegółów. Działamy w taki sposób, że nie jesteśmy w stanie nagrywać i wydawać nowych albumów co dwa lata. Thempest od samego początku funkcjonuje na zasadzie kolektywu kolegów – a może nawet bardziej przyjaciół – których napędza wspólna pasja w tworzeniu muzyki. Jest formą samorealizacji, odskocznią od codzienności. Takie podejście często wymaga poświęcenia i determinacji w dążeniu do wspólnego celu. W zespole musi być ta chemia, flow, który trudno wypracować w krótkim czasie. Jeżeli ktoś odchodzi, to ciężko jest go zastąpić i ponownie wskoczyć na ten sam poziom porozumienia.
Wiem, że mieliście całkiem sporo przetasowań kadrowych w składzie. Jak oceniasz najnowsze wcielenie Thempest pod tym względem?
To Thempest dużo bardziej dojrzały, zarówno pod względem muzycznym, jak i personalnym. Jak już wspomniałem, gramy i działamy jako pasjonaci, grupa przyjaciół, których łączy wspólna zajawka. W takiej układance nigdy nie sprawdzi się element „z zewnątrz”, najemnik lub muzyk sesyjny – próbowaliśmy, nie udało się. Nasi nowi muzycy, Zielu i Matrix, to dawni kumple, których znaliśmy prywatnie już lata wcześniej. Dość przypadkowo nasze drogi zeszły się ponownie i myślę, że doskonale odnaleźli się zespole, czego najlepszym dowodem jest nowa płyta.
Zostawmy kwestie personalne na boku i skupmy się na Plague Maiden. Przyznam, że pozytywnie zaskoczyła mnie ta płyta. Nie spodziewałem się, że na Warmii, oprócz black metalu, potrafią też dobrze grać death metal (śmiech).
Ale Ty tak poważnie? Bo nie wiem co by na to powiedział Peter z Vadera – ikony Olsztyna i polskiego death metalu…
Nie mówię o starej gwardii. Miałem na myśli młodszą część tamtejszej sceny, a w szczególności zespół Varmia.
Co do Plague Maiden, to nie wydaje mi się, że jest on stricte death metalowy (puryści z pewnością mieliby tutaj uwagi). My tworzymy naszą muzykę, nie zamykając się w żadnych ramach gatunkowych. Czasem gramy ekstremalnie, czasem bardziej melodyjnie. Gramy, co czujemy i co nas nakręca. Ktoś słyszy w tym death metal, ktoś black, doom – każdy odbiera to po swojemu.
Po Crown of Thorns przylgnęła do nas trochę łatka death metalowców, co w sumie jest spoko, ale wydaje mi się, że teraz nawet jakbyśmy nagrali album w stylu dark ambient albo electro-pop, to by napisali, że Thempest zrobił death metal z elementami elektroniki (śmiech).
Opowiedz nam nieco jak przebiegał proces rejestracji i produkcji płyty? Weszliście klasycznie do studia czy pracowaliście zdalnie?
Wszystko nagraliśmy w Studio666 Michała Grabowskiego. Z tym że Studio666 to nie jest wyłącznie budynek pod konkretnym adresem – to „studio” to sam Michał i miejsce, w którym rozstawia swoją aparaturę do nagrywania. Na przykład perkusję nagrywaliśmy w pomieszczeniach studia w Morągu, bas i gitary w mieszkaniu Michała w Ostródzie, a część wokali u nas, w Olsztynie.

Proces nagrań był rozłożony na wiele sesji i wiele miesięcy. Taką mamy specyfikę pracy. Zarówno my, jak i Michał w zasadzie nie mamy czasu ani możliwości, żeby wejść do studia na dwa–trzy tygodnie non stop. Fajnie, że Michał również szedł nam na rękę i przyjeżdżał ze sprzętem do nas, jeżeli nie było innej możliwości. Pandemia i te wszystkie lockdowny w 2020 r. bynajmniej nie przyspieszały procesu nagrywania.
Zdalnie robiliśmy wyłącznie końcowy mastering i produkcję – pobieraliśmy gotowe miksy i ewentualne uwagi odsyłaliśmy przez internet / telefon.
Podoba mi się brzmienie Plague Maiden. Niby jest nowocześnie, ale czuć też klasyczny vibe. Myśleliście może, żeby nagrać ten album na „setkę”?
Dziękuję. Pomijając sample, zasadniczo staramy się unikać wszelkiej elektroniki i zbędnych „upiększeń”. Bębny nagrywamy akustycznie (wyłącznie stopa jest na tzw. trigger), gitary mają robić dżyn-dżyn, a bas zgniatać jaja. Wokal leci wprost z gardła do mikrofonu, bez żadnych przesterów, tylko naturalna artykulacja. Ale jestem zdania, że dobra produkcja też jest bardzo ważna. „Setki” są dobre na albumy typu „live”. Sam jestem estetą i w ogóle nie rozumiem mody na brud i surowość brzmienia – taka muzyka powinna brzmieć potężnie, ale też selektywnie.
A możesz nieco rozwinąć myśl przewodnią płyty? Zrozumiałem, że jej „patronka” ma coś wspólnego ze słowiańską mitologią, ale ten krążek to chyba nie jest concept album, prawda?
Tak, to nie jest album koncepcyjny. Teksty i utwory poruszają różną tematykę: upadłe anioły, pogańskie rytuały, ludobójstwo, zarazę, śmierć, strach, polowanie na czarownice etc. W każdym razie nie ma tutaj jednej myśli przewodniej. Utwór tytułowy powstał w 2016 r., jeszcze w poprzednim składzie. Chcieliśmy wokół niego budować kolejną płytę, co w końcu się udało, ale zasadniczo z tamtego okresu pozostał tylko ten jeden numer. Resztę kompozycji opracowaliśmy w 2019 r., już w nowym składzie.
Inspiracją dla utworu Plague Maiden był opis tragicznych wydarzeń epidemii dżumy na Warmii, która zebrała tutaj śmiertelne żniwo w latach 1708–1711. W tekście pojawia się upiór, który jest personifikacją zarazy – morową dziewicą – zrodzoną z żalu, cierpienia i śmierci. Chętnych odsyłam do mitologii słowiańskiej… lub przygód znanego wiedźmina.

Nie korciło Cię zrobić więcej numerów po polsku? NieMa całkiem nieźle wypada na tle reszty kompozycji.
Dziękuję, miło to słyszeć. Dla mnie to swoisty debiut, bo wcześniej nigdy nie pisałem po polsku.
Pisanie po angielsku przychodzi jednak bardziej naturalnie i intuicyjnie. W końcu większość zespołów śpiewa w tym języku. Ale może to kwestia przestawienia się na inne myślenie i wyjścia z pewnej strefy komfortu. W sumie fajnie wyszło, ale raczej pozostanę przy angielskim. Tutaj trudniej o grafomaństwo (śmiech).
Myślisz, że polski death metal ma się dobrze? W ostatnich latach scenę ekstremalną w kraju (i nie tylko) zdominowały black metalowe zespoły.
Nie wiem, czy ma się dobrze, czy źle. Szczerze? Nie jestem na bieżąco z wydawnictwami na ekstremalnej scenie. Mam już swoje lata i ulubione zespoły oraz ich płyty wyryte w sercu i w pamięci. Nowości i trendów w metalu jakoś bardzo nie śledzę – zauważyłem, że moi koledzy podobnie. Moda i trendy mają to do siebie, że dzisiaj są, jutro ich nie ma (śmiech).
Żyjemy w niepewnych czasach, ale może jest szansa na to, żeby zobaczyć Thempest na żywo w tym roku? Ostatni raz graliście koncert chyba dwa lata temu.
Szansa jest zawsze. Ostatnio graliśmy live w grudniu 2021 r., tak że nie tak dawno. Ale to też nie zależy wyłącznie od nas. W 2020 r. odwołano nam lub przeniesiono wszystkie planowane koncerty. Te przeniesione również się później nie odbyły. Wiesz, my nie gramy zarobkowo, tak że po prostu w pewnym momencie odpuściliśmy temat koncertów, żeby poczekać na lepsze czasy. To także przesunęło w czasie prace nad wydaniem płyty. Sytuacja na świecie zmieniła się diametralnie dwa lata temu, a teraz jeszcze bardziej się skomplikowała. Trzeba zaadaptować się do nowych warunków i próbować żyć dalej. Ale co będzie – zobaczymy. Staramy się myśleć pozytywnie.
Jakie macie plany na przyszłość? Czego można spodziewać się jeszcze po Thempest?
Obecnie działamy na bieżąco i nie zakreślamy żadnych odległych planów. Widzisz, mimo że zawsze staramy się jako zespół odcinać od wszelkich przejawów polityki, to nie możemy udawać, że wszystko jest w porządku. Niedawno, 25 lutego, mieliśmy premierę płyty. W tym samym momencie Rosja rozpoczęła inwazję na Ukrainę. Nasz entuzjazm związany z premierą albumu mocno przygasł, bo też trudno teraz skupiać się na tematach muzycznych, jak tyle złego dzieje się obok.
Tydzień przed premierą płyty zrealizowaliśmy zdjęcia do teledysku Plague Maiden czyli utworu tytułowego. W momencie pisania tych słów kończymy postprodukcję klipu. Kiedy go wypuścimy? Jeszcze nie wiem. Musimy zastanowić się, czy zrobimy to teraz, czy odłożymy na jakiś lepszy moment.
THEMPEST na Facebooku – facebook.com/thempestPL/
Płytę CD można kupić w sklepie wydawcy Via Nocturna

- JASMENO powraca z „Assemblage of Cinematic Idioms” – filmowy rozmach i nowa jakość brzmienia - 22 kwietnia 2026
- We wrześniu NEOLITH wyda nowy album „Inbir” - 21 kwietnia 2026
- Trasa zespołów POGARDA i ABORCJA rusza za kilka dni - 20 kwietnia 2026
Tagi: death metal, interview, Jakub „Szakal” Bogusz, Polish death metal, polski death metal, rozmowa, thempest Plague Maiden, Via Nocturna, wywiad.







