Zørormr: „Chcę grać lepiej i pisać lepszą muzykę”

Pomimo stałego kontaktu z Molochem, nadmiar obowiązków u każdego z nas spowodował bardzo długą obsuwę z publikacją tego wywiadu. Niemniej jednak zapraszam do lektury z głównodowodzącym projektu ZØRORMR, który nie tylko odpowiedział na pytania dotyczące jego ostatniej EP The Aftermath lecz dodatkowo przybliżył temat wytwórni Via Nocturna.

Od premiery The Aftermath minęło już trochę czasu. Z tego co można było zaobserwować, EP przyjęła się naprawdę dobrze czego dowodem są wysokie noty. Czy któraś z recenzji bądź opinii na temat Twojego ostatniego materiału utkwiła Ci szczególnie w pamięci?

Cieszą mnie pozytywne recenzje, to oczywiste. Starałem się, żeby ta EP-ka miała w pewnym sensie charakter przekrojowy i żeby była zwieńczeniem pewnego etapu w historii Zorormr. I to dostrzegli recenzenci. Na pewno jest to wydawnictwo skierowane bardziej do odbiorców, którzy mieli już styczność z moją muzyką. Nie dziwią mnie też krytyczne uwagi pod adresem The Aftermath, ale przytłaczająca ilość opinii jest bardzo pozytywna. Wydaje mi się, że ta EP-ka może być też dobrym pretekstem, dla nowych fanów, do sięgnięcia po poprzednie płyty Zorormr.

W zasadzie jestem trochę zaskoczony tym nieco „przekrojowym charakterem” bo w pierwszej chwili miałem nieco inne odczucia. Po prostu wypuszczasz EP z zupełnie innym klimatem, które wzbogacasz o bonusowe archiwa. Czy w takim wypadku, wypadku nie lepiej było zdecydować się na wydawnictwo pokroju „rarities”?

Wiesz, z sześciu utworów na krążku pięć jest premierowych, nigdy wcześniej nie publikowanych więc to w pewnym sensie są „rarities”. No ale Zorormr to nie żadna legenda czy inna perła metalu, żeby takie szyldy do swoich wydawnictw stosować (śmiech)

Wspominasz też o zakończeniu pewnego etapu działalności. Czy można więc traktować The Aftermatch jako swego rodzaju” kropkę nad i czy raczej portal pomiędzy światem z Corpvs Hermeticvm, a przyszłym i zupełnie odmiennym albumie?

Myślę, że The Aftermath to zwieńczenie moich trzech poprzednich płyt z Zorormr. Zresztą sam tytuł zdradza tutaj wszystko. Czy można traktować go jako pomost pomiędzy tym co nadejdzie? I tak, i nie. Najświeższe numery z tej EP-ki były pisane nieco inaczej niż wszystko co robiłem do tej pory, ale nie wiem czy dokładnie w tym kierunku zmierza Zorormr. To co obecnie mam na warsztacie jest od tego odmienne. Dlatego, chyba dopiero następna płyta będzie prawdziwym nowym otwarciem, albo moim epitafium…

Na wieść  o wydaniu The Aftermath zadałem sobie takie pytanie: co sprawiło, że materiał który znalazł się na tej EP pierwotnie nie ukazała się na wcześniejszym albumie?

Powody były dość prozaiczne. Po pierwsze te numery nie pasowały stylistycznie do tego co ostatecznie ukazało się na Corpvs. Po drugie rozciągnęłyby tą płytę niemiłosiernie. Zresztą z dzisiejszej perspektywy pewnie jeden albo dwa numery z Hermeticum bym wyciął, bo płyta i tak była całkiem obszerna jak na dzisiejsze standardy.

Właśnie ta odmienność stylistyczna, o której również wspominałem w recenzji The Aftermath, był dla mnie głównym tropem co do motywów wypuszczenia tej EP. Czy coś szczególnego przyczyniło się do stworzenia dwóch odmiennych materiałów za jednym razem?

Raczej nie. Do sesji Corpvs napisałem z 15 numerów, z czego ostatecznie nagrałem 12. Nie zastanawiałem się specjalnie nad tym, żeby wszystko było jakoś wybitnie spójne. Nie byłbym w stanie zrobić tego wcześniej niż po masteringu. Gdy samemu pisze się taką ilość muzyki i potem to wszystko jeszcze samemu nagrywa (oprócz perkusji) to trudno jest myśleć o stylistycznych niuansach. Tym bardziej, że płyta w wersji demo a w wersji po masterze brzmi całkiem inaczej. Dlatego dopiero wtedy, gdy wszystko jest już gotowe można, drogą eliminacji, ustalić tracklistę do płyty. Chciałem mieć więcej numerów niż potrzebuję bo liczyłem, że może wydam te tracki na splicie czy właśnie na EP-ce.

Ciężko też nie oprzeć się wrażeniu, że siła i brutalność muzyki ustąpiła hmm no właśnie ciężko mi to do końca określić. Po prostu słuchając tej EP czuję więcej mroku, makabry i klasycznego horroru z okresu lat ’80. Wiem, że jesteś maniakiem epoki VHS-owego kina grozy i chyba udało Ci się nieco przemycić tej pasji do swoich kompozycji. Doskonałymi przykładami mogą być otwierający  marsz The Last Judgment czy instrumentalny numer tytułowy.

W mojej twórczości muzycznej zawsze inspirowałem się twórczością literacką Lovecrafta, Poego czy ogólnie pojętą „literaturą grozy”. Nie bez znaczenia były kwestie filozoficzne czy te związane z religią. Cieszę się, że ktoś w końcu zauważył, że czerpię garściami z muzyki filmowej. Inspirują mnie różne filmy. Te lepsze i te gorsze. Uwielbiam muzykę z Powrotu Żywych Trupów, Suspirii czy klasyczne dziś dźwięki z filmów Johna Carpentera… Od mojego fonograficznego debiutu w 2006 roku z krążkiem Withering Hopes zawsze w jakiś sposób czerpałem inspiracje z tego co mnie kręci. Nie inaczej było w przypadku numerów na The Aftermath. One stylistycznie są sobie bliskie dlatego zdecydowałem się je umieścić na osobnym wydawnictwie zamiast wrzucać na siłę na Corpvs.

Skąd pomysł na samą szatę graficzną oraz w jaki sposób łączy się z kompozycjami na The Aftermath?

Od początku prac nad The Aftermath myślałem o takiej postapokaliptycznej oprawie. Z drugiej strony utwory na tej EP-ce nie są ograniczone jednym konceptem dlatego też okładka musiała być bardziej uniwersalna. Grafika Timur Khabirova jest prosta i konkretna, daje możliwość do interpretacji. No i w pewnym sensie koresponduje z poprzednimi wydawnictwami, których okładki w pewnym sensie opowiadają pewną historię…

Opowiedz o tej historii, która jest zawarta na grafikach wydawnictw Zorormr. Czy to właśnie ten symbol końca pewnej epoki w tym projekcie?

Chciałem, żeby każda z okładek Zorormr była elementem większej całości. Leśna ścieżka w Kval to rozpoczęcie podróży wgłąb siebie, zakapturzona postać z IHS (wzorowana na Giordano Bruno) to figura symboliczna „wiedzącego” w blasku chwały. Na Corpus Hermeticum jest człowiek obdarty ze skóry, który jest nagi i bezbronny względem otaczającego go świata, choć pozostaje dumny. Na The Aftermath są już tylko kości… Więc tak, pewnym sensie to koniec, ale czy zupełny?

kval zorormrihs zorormrZørormr - Corpus HermeticumZørormr - The Aftermath

Aż zacząłem się zastanawiać czy to przypadkiem nie koniec tego „diabła w dobrze skrojonym garniturze, drogich pantoflach i czarnym cylindrze” ?

Możliwe, że to koniec. Nie mówię nie… Każdy projekt ma ograniczoną żywotność więc jeśli uznam, że nadszedł czas to zamknę Zorormr. Co do tego cytatu, to na pewno jeśli miałbym się utożsamiać z jakąś personifikacją diabła to wolałbym dobrze skrojoeny gajer i styl dandysa niż włochate dupsko satyra (śmiech). Ja już muzycznie wędrowałem po Lasach Pomorza i tamten etap uważam za definitywnie zamknięty. Gram lepiej, piszę lepsze numery i czuję, że Zorormr, z projektu „do szuflady” dość mocno się rozwinął. Rozumiem, że komuś taka wizja tego projektu może się nie podobać, ale dlaczego miałoby mnie to w ogóle obchodzić? Dlaczego miałbym się tym sugerować? Ktoś kto nigdy nie pisał muzyki przez lata nie zrozumie potrzeby rozwoju i przekraczania kolejnych granic. Nie mówię tu o „odkrywaniu Ameryki”, ale o tym, że ja jako twórca chcę robić ciągle coś nowego. Nie tkwić w miejscu. Chcę grać lepiej i pisać lepszą muzykę. Przede mną jeszcze wiele pracy w tej materii…

Wcześniej zostało wspomniane o umieszczeniu na The Aftermath dwóch archiwalnych numerów z repertuaru Zorormr. Dlaczego zdecydowałeś się na umieszczenie ich w tej surowej formie zamiast ponownie nagrać? Mogłyby nabrać innego wymiaru i dodatkowo podkreślić charakter całej EP?

Nie jestem zwolennikiem remake’ów i maniakalnego poprawiania tego co raz było nagrane. Poza tym EP-ka straciłaby swój przekrojowy charakter, czyż nie?

Utwór Arise Cthulu Arise raczej nie pozostawia złudzeń, że jest hołdem dla nieśmiertelnego H.P. Lovecrafta. Jak widać od samego początku „kosmiczna mitologia” stanowi dla Ciebie inspirację co udowodniłeś też na ostatnim albumie chociażby w In the Mouth of Madness. Czy na kolejnych wydawnictwach możemy spodziewać się jeszcze większych wpływów i odwołań do twórczości samotnika z Providence?

Cały projekt Zorormr jest inspirowany Lovecraftem. Nigdy tego nie ukrywałem, choć nie raz za to oberwałem w recenzjach. Może gdybym zajmował się problemem alkoholizmu i tego typu patologii podanych w turpistycznej otoczce zrobiłbym większą karierę (śmiech). Nie wykluczam, że nawiążę jeszcze kiedyś do jego mitologii, ale na pewno kolejny materiał Zorormr będzie bardziej autorski pod tym względem niż wszystkie poprzednie. Będziesz musiał poczekać do jego premiery i przekonać się samemu.

Całe wydawnictwo wieńczy kawałek Zorormr, który porównałbym do instrumentalnego biegu w bardzo gęstej mgle. To chyba dobry moment na przybliżenie znaczenia nazwy Twojego zespołu.

Zorormr to mój oryginalny zlepek staronorweskich słów oznaczających „południe” i „węża” a więc całość znaczy mniej więcej tyle co „Wąż z Południa”. To taki ukłon w stronę twórczości Henrika Nordvargr Björkka. Ale dlaczego i w jaki sposób to już musisz się domyślić sam (śmiech)

Podczas naszej ostatniej rozmowy wspominałeś, że od pewnego czasu przymierzasz się do powrotu ze swoją ambientową twórczością. Niedawno też minęło okrągłe 10 lat od premiery debiutanckiego albumu Serpentoria. Myślisz, że to dobra okazja na wskrzeszenie swojego „wężowego alter ego?”

Myślę, że to dobra okazja nie tyle do powrotu do tamtego projektu, lecz do rozpoczęcia czegoś nowego. Na pewno będzie to coś całkiem innego niż to co robię w Zorormr. Trochę za wcześnie, żeby o tym mówić, ale na pewno będzie to coś ciekawego, przynajmniej tak mi się wydaje…

Przejdźmy do Twojej pozostałej twórczości, czyli zarządzaniu ciągle rozwijającą się wytwórnią Via Nocturna. Jak od momentu założenia labelu do dzisiaj zmieniło się jego funkcjonowanie? 

Gdy zaczynałem z Via Nocturna w 2004 roku przede wszystkim pisałem dużo o muzyce, robiłem wywiady i starałem się wspierać artystów jakich lubiłem. Dwa lata później wydawałem już pierwsze zespoły. Wszystko wyglądało wtedy inaczej –  nie było Facebooka, serwisów streamingowych, a i też nie miałem wielkiego pojęcia jak prowadzić wytwórnię na poważnie. Gdy po kilku latach przerwy wskrzesiłem Via Nocturna wiedziałem jak chcę, żeby mój label funkcjonował i co chcę, żeby osiągnął. Znałem swoje ograniczenia i wiedziałem jakie popełniłem błędy w przeszłości… Widzisz, pasja jest bardzo ważna, ale jeśli nie masz pojęcia o funkcjonowaniu rynku i prowadzeniu biznesu to nie powinieneś zajmować się wydawaniem płyt…

W jaki sposób nawiązujesz kontakt z kolejnymi zespołami – sam poszukujesz ciekawych wydawnictw czy VN powoli staje się nazwą do, której muzycy trafiają już ze świadomego wyboru?

A dlaczego mieliby być nieświadomi swoich czynów? (śmiech) Póki co nie wydaje mi się, żeby któryś zespół żałował współpracy ze mną. Za każdym razem wywiązuje się z tego co zapisuję w umowach z bandami. A jak do mnie trafiają? Z polecenia, bo sam wyszukam, bo wyślą demo. Świetnych zespołów i dobrej muzyki nie brakuje. Poziom jest wysoki a oczekiwania słuchaczy jeszcze większe. Tak więc jest co i kogo wydawać.

Katalog VN stale poszerza się o kolejne nazwy, których znaczną część stanowią zagraniczni twórcy z różnych zakątków naszego globu. Począwszy od Brazylii, przez Łotwę i Szwajcarię, a skończywszy na Stanach Zjednoczonych i Japonii. Myślisz, że ich muzyka dotrze do naszych rodzimych słuchaczy by pojawiły się propozycje o sprowadzenie ich do naszego kraju? Większość z nich jest totalnie nieznana, a to niekiedy potężna bariera dla niektórych słuchaczy. „Nie kojarzę, pewnie niewarte uwagi”.

A kojarzysz wszystkie zespoły jakie wydaje moja konkurencja? Szczególnie te zagraniczne? Nie? No widzisz. Ja też nie. A czy to znaczy, że mamy być inżynierami Mamoniami? (śmiech). Wydawało mi się, że w tej muzyce chodzi o nieustanne poszukiwanie i odkrywanie nowych kapel, nowych inspiracji. Patrząc po tym jak się sprzedają te płyty nie mam wątpliwości, że ludzie chcą czegoś nowego, a nie pierdyliona wznowień płyty, którą znają na pamięć, mają w trzech wersjach i nie będą jej słuchać bardziej ani mniej.

via nocturna logo

Nasze rodzime podwórko również pojawiło się w Twoich szeregach. Zarówno Ci młodzi jak Srogość czy Incarnal, a także doświadczone już załogi typu Naumachia, Saltus czy Sauron. 

Specjalnie nie śledzę opinii na swój temat i tego jak działam. Interesują mnie opinie na temat muzyki, którą wydaję. Jest spory odzew pozytywny wśród zespołów, które wydaję i ich znajomych. To cieszy i daje mi dużo satysfakcji. Wszystkich nie zadowolę, ale nie to jest moim celem. Chcę w Via Nocturna wydawać wartą uwagi muzykę. I tyle.

Czy masz na oku jakiegoś wykonawcę, którego płytę szczególnie chciałbyś wydać pod skrzydłami swojej wytwórni?

Trudne pytanie bo mógłbym podać tu bardzo wiele nazw kapel czy projektów. Mam na radarze kilka większych zespołów, ale nie będę zdradzał co to są za nazwy z wiadomych względów. Na pewno chciałbym wydać coś naprawdę dużego i niesamowitego. I niekoniecznie mówimy tu o metalu, if you know what I mean…

Kończąc naszą rozmowę, pozostaje mi tylko zapytać o ostatni nieporuszony temat: czy koncertowa działalność Zorormr nadal stoi pod znakiem zapytania? 

Tak naprawdę wciąż nie mam muzyków, z którymi mógłbym grać… Szukałem intensywnie przez całe drugie półrocze 2015 roku, sprawdziłem jakąś tam ilość muzyków ale żaden z nich nie był, jak widać, na poważnie zainteresowany graniem. Nawet rekreacyjnym, bo ja po prawdzie za stary jestem na jeżdżenie w jakieś trasy itp. historie. Póki co temat jest otwarty. Chciałbym bardzo móc pokazać muzykę Zorormr na żywo. Może nie trzeba będzie na to czekać tak długo jak czekaliśmy na Graveland? (śmiech)

Materiały użyte w wywiadzie pochodzą od zespołu.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .