Dawno nie słuchałam albumu, który czerpałby tak umiejętnie z tak wielu muzycznych światów.
No bo jak inaczej nazwać połączenie post metalu, sludge/stonera i rocka alternatywnego?
Dodajcie do tego folkowe partie nadające całości klimatu z sennej wizji, a otrzymacie debiut zespołu Źrenice. Z nieskrywaną przyjemnością chciałabym Was poinformować, że to bardzo udany debiut.
Źrenice w składzie: Kamila Kuś (wokal), Hubert Pomykała (bas, kompozycje), Krzysztof Pomykała (gitara, kompozycje i teksty), Łukasz Hawryluk (gitara) oraz Maciej Ciupa (perkusja) brzmią na zgraną grupę, która tworzy naprawdę intrygującą muzykę.
Tym, co już na początku przyciąga uwagę, jest warsztat na wysokim poziomie oraz świetna produkcja.
Nic dziwnego, skoro w projekt zaangażowany jest Haldor z Satanic Audio, dzięki któremu możemy cieszyć zmysły klarowną produkcją oraz wyrazistym brzmieniem każdego z instrumentów i oczywiście wokalu.
Teksty, wszystkie napisane po polsku, można zrozumieć bez obaw o to, że coś zostanie przekręcone, bo jest niewyraźne, co niezmiennie wpływa u mnie pozytywnie na jakość odsłuchu.
Album cechuje znakomite wprost wyważenie. Solówki na gitarze (fenomenalne zakończenie numeru Neuroza) nie popadają w przesadną wirtuozerię, a w dramatycznych finiszach (za przykład niech posłuży Stara Chata) nie ma żadnego przerostu formy nad treścią. Z kolei cała paleta wokali – zarówno w emocjach i możliwościach wokalnych, jakimi dysponuje Kamila, jak i w backing vocals – dodaje różnorodności i albumowi najzwyczajniej w świecie nie można zarzucić monotonii.
Źrenice czerpią garściami z różnych gatunków, poruszając się w alt- i post-rockowych klimatach z równie dużą łatwością, co w bardziej metalowym anturażu. Są tu również chwile wyciszenia stanowiące odskocznię od muzycznej ekstremy – i bardzo dobrze, bo dzięki temu ich twórczość po prostu się nie nudzi.
Struktura utworów świadczy o sporym wyczuciu i świadomości, jak zaciekawić słuchaczy.
Odbiorcy na co dzień słuchający rocka alternatywnego z pewnością docenią singlowego Endymiona czy znakomity, finałowy utwór Sam, z kolei miłośnicy cięższej muzyki nie powinni narzekać na utwory takie, jak Inni.
To również jeden z moich faworytów, wzbogacony tremolo i uderzający świdrującym brzmieniem. Jak dla mnie tekst utworu bez większych przeszkód mógłby zagościć na blackmetalowym numerze, z kolei sam ciężar dźwięku i atmosfera niepokoju sprawiają, że Inni wyróżniają się na tle nieco lżejszego repertuaru.
Świetnie przemyślany okazał się również wybór singli. Neuroza zawiera w sobie to, co na albumie najlepsze i w pewien sposób stanowi „płytę w pigułce”. Jest tam czysty wokal, instrumentarium osadzone w post/atmospheric doom metalu, zapadający w pamięć refren – świetna sprawa.
Utwór niespiesznie się rozwija (intro a basie zawsze w cenie!), a atmosfera jest pieczołowicie budowana, dzięki czemu można należycie docenić całokształt muzyki Źrenic.
To zresztą kolejny plus Śnienia – zręczne zaaranżowanie materiału oraz dbałość o to, żeby każdy z tracków miał czas porządnie się rozwinąć, a następnie zgrabnie zakończyć. Tylko tyle i aż tyle. Skłaniam się jednak ku temu, że to „aż tyle” – wśród wielu wydawniczych nowości, które skrócone o połowę brzmiałyby o niebo lepiej bądź zyskałyby na oszczędności środków.
Śnienie jest albumem złożonym, ale pod żadnym względem nie przekombinowanym. Warto też wspomnieć, że ma świetny metraż – pół godziny jest w moim odczuciu w sam raz, żeby przekonać się, co kapela ma do zaoferowania na swoim debiutanckim albumie. A jak wspominałam, ma do zaoferowania dużo, co zdecydowanie wystarcza, by się nimi zainteresować.
Mogę również polecić Źrenice wszystkim tym, którzy jeszcze są niezdecydowani, a którym bliskie są dźwięki oferowane przez Czarny Bez, Toń czy nawet Narbo Dacal. Nie zawiedziecie się.
Ocena: 8,5/10
- Źrenice – „Śnienie” (2026) - 12 marca 2026
- Cold in Berlin – „Wounds” (2025) - 3 marca 2026
- Year of the Goat – „Trivia Goddess” (2025) - 11 listopada 2025






