Atlantis Chronicles – “Barton’s Odyssey” (2016)

Oceany pokrywają ok. 70% powierzchni Ziemi, a ich głębiny wciąż skrywają przed nami tajemnice i raz na jakiś czas gazety informują o odkryciu kolejnych nowych gatunków fauny i flory. Gdyby w najgłębszym miejscu oceanów, czyli Rowie Mariańskim, umieścić Mount Everest, to od jego wierzchołka do powierzchni wody wciąż byłoby jeszcze około 2000 metrów. Głębie mórz i oceanów są nie mniej fascynującym i tajemniczym środowiskiem, jak chociażby kosmos, a mimo tego nie stanowią one takiej inspiracji dla zespołów metalowych, pomijam piracko-szantowe przyśpiewki spod znaku Running Wild czy Alestorm. Jednym z nielicznych zespołów, który oparł swoją twórczość na fascynacji podwodnym światem, jest francuski Atlantis Chronicles, których drugi album zatytułowany Barton’s Odyssey kręci się właśnie w moim odtwarzaczu. Płyta została wydana w 2016 roku nakładem Apathia Records. Dodam jeszcze, że debiutancki album Ten Miles Underwater ukazał się w roku 2013.

Barton’s Odyssey jest albumem koncepcyjnym, inspirowanym życiem amerykańskiego wynalazcy i oceanografa Otisa Bartona, a konkretnie jednym epizodem z jego życiorysu, jakim było zakończone sukcesem bicie rekordu zanurzenia batyskafem, które miało miejsce w 1934 roku na Bahamach. Nie jest to jednak zbiór suchych faktów, a raczej oparta na nich luźna interpretacja wydarzeń, w której przebijają się metafizyka, mitologia czy wyobrażenia o tym, co Barton oraz William Beebe mogli dojrzeć w podmorskich odmętach podczas rekordowego zanurzenia. Cały opus trwa trochę ponad 40 minut i składa się z 10 kompozycji, które krótko można zakwalifikować jako techniczny, a zarazem melodyjny death metal. Usłyszymy więc sporą porcję pokręconych i połamanych riffów, przeplatanych tzw. pajęczymi sieciami oraz często pojawiającymi się finezyjnymi, a także melodyjnymi i epickimi solówkami. To właśnie te ostatnie w dużej mierze odpowiadają za pierwiastek melodyjności w muzyce Paryżan. Utwory to naprzemienne szybkie i średnie tempa, pomiędzy którymi od czasu do czasu pojawiają się klimatyczne zwolnienia, które wraz ze wspomnianymi harmonijnymi solami miałyby budować atmosferę.

No właśnie, atmosfera. Tutaj czuję chyba największy niedosyt, słuchając muzyki Atlantis Chronicles. Odnoszę wrażenie, że techniczny death metal, nawet z dodatkiem melodii, to nie są dźwięki, które są w stanie oddać w pełni mrok, chłód i mistycyzm podwodnego świata. Pomimo pojawiających się odgłosów z głębin czy czytanych fragmentów z rzekomego dziennika Bartona, trudno jest mi uruchomić wyobraźnię i ujrzeć tajemniczy świat rozświetlany słabym światłem z reflektora batyskafu. Nie chciałbym być jednak źle zrozumiany – to nie jest zła muzyka czy płyta jako całość, a wręcz przeciwnie. Słychać, że muzycy mają warsztat opanowany, a pomiędzy dźwiękami panuje harmonia i przy całej ich intensywności ani przez chwilę nie czułem się nimi zmęczony czy przytłoczony. Sama historia jest na tyle fascynująca, że zachęciła mnie do zapoznania się z postaciami Otisa Bartona i Williama Beebe. Również gustowna oprawa graficzna digipacku nawiązuje w pełni do tematyki albumu i już przy pierwszym kontakcie ma wprowadzić słuchacza w odpowiedni nastrój. A mimo to, czegoś mi w muzyce kwintetu brakuje. Takiej wisienki na torcie, tego czegoś, co sprawiłoby, że słuchacz wszedłby w historię opowiedzianą na Barton’s Oddysey i miał wrażenie, że bierze udział w wydarzeniach, a samą muzykę Atlantis Chronicles można by bez problemu wyróżnić spomiędzy innych zespołów z szuflady technical death metal. Być może przydałoby się więcej takich momentów, jak w zamykającym płytę A Modern Sailor’s Countless Stories z czystymi, dramatycznymi partiami wokalnymi.

Na zakończenie ciekawostka. Zarówno Barton’s Odyssey, jak i Ten Miles Underwater są dostępne na Bandcamp w dwóch wersjach, tradycyjnej oraz instrumentalnej.

Facebook: https://www.facebook.com/atlantischronicles

Ocena 7/10

Łukasz

Łukasz

Ku "rozpaczy" szanownej Małżonki uzależniony od kolekcjonowania CD. Natchniony płytą pewnego polskiego zespołu oraz kryzysem wieku średniego rozpocząłem przygodę z recenzowaniem . I tak z czasem trafiłem do Kvlt. Wszelka konstruktywna krytyka mile widziana.
Łukasz

Tagi: , , , , , , .