Hammerfall – “Built To Last” (2016)

Hammerfall – zespół, który za sprawą wydanego prawie 20 lat temu debiutu Glory to the Brave, wskrzesił power metal z niebytu. Rok później grupa potwierdziła swoją formę wydając fenomenalny Legacy of Kings, ale później bywało już różnie, co nie przeszkodziło Szwedom utrzymać statusu gwiazd. Najnowszy album Built To Last pojawia się na rynku prawie w dwudziestą rocznicę wydania debiutu i jest przy okazji 10 długograjem w dyskografii zespołu. Nie wiem, czy to zamierzony cel, ale kolorystycznie okładka nawiązuje do jedynki poprzez dominujący kolor pomarańczowy. A jak jest z muzyką?

I tu zaczynają się schody, powiedzmy schodki. Nie można odmówić Hammerfall umiejętności komponowania melodii zawierających olbrzymie pokłady przebojowości, melodii, które wpadają w ucho prawie od pierwszego przesłuchania. Problem w tym, że to wszystko oparte jest na do bólu oklepanych schematach typu chóralne, rycerskie refreny, przewidywalne konstrukcje poszczególnych kompozycji. Znowu piąty utwór to ballada i aż się zastanawiam, czy naprawdę trzeba było ją nagrać? Album nic by nie stracił, gdyby jej tam nie było. Jednak co ciekawe ballada ta stanowi pewną granicę na płycie. Odnoszę wrażenie, że pierwsza piątka różni się od kawałków o numerach od 6 do 10. Od Stormbreaker utwory zyskują na dynamice, ciężarze, a także atmosferze, która jest bardziej epicka, a momentami mroczniejsza niż w pierwszej części płyty. W moim odczuciu również aranżacje w tej drugiej części są ciekawsze,  czego podsumowaniem jest zamykający płytę Second To None.

Przyznam, że im dłużej słucham Built to Last, tym bardziej podoba mi się ta płyta, chociaż nie wykluczam efektu inżyniera Mamonia (odsyłam do filmu Rejs). Podoba mi się patent z ledwo słyszalnym, ukrytym w tle drugim wokalem, który swoim udziałem podkreśla co ważniejsze fragmenty tekstów. Kilka refrenów już krąży mi po głowie i nie chce z niej zniknąć. Z każdym kolejnym odsłuchem coraz mniej przeszkadzają mi te odgrywane po raz n-ty kalki i schematy. Z drugiej strony czasami brakuje mi w kompozycjach pazura i ikry. Są momenty grane jakby na siłę i jeśli spojrzeć na całość, to trochę nierówny ten album.

Ocena 6,5/10

Łukasz

Łukasz

Ku "rozpaczy" szanownej Małżonki uzależniony od kolekcjonowania CD. Natchniony płytą pewnego polskiego zespołu oraz kryzysem wieku średniego rozpocząłem przygodę z recenzowaniem . I tak z czasem trafiłem do Kvlt. Wszelka konstruktywna krytyka mile widziana.
Łukasz

Latest posts by Łukasz (see all)

Tagi: , , , , , , .