<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Battlegod Productions - KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/tag/battlegod-productions/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/tag/battlegod-productions/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Thu, 21 Dec 2017 12:07:54 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>Battlegod Productions - KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/tag/battlegod-productions/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>TONY MILLS &#8211; &#8222;Streets of Chance&#8221; (2017)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/tony-mills-streets-of-chance-2017/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/tony-mills-streets-of-chance-2017/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Paweł Lach]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 21 Dec 2017 12:07:54 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Battlegod Productions]]></category>
		<category><![CDATA[Classic Rock]]></category>
		<category><![CDATA[pop-rock]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>
		<category><![CDATA[soft rock]]></category>
		<category><![CDATA[Streets of Chance]]></category>
		<category><![CDATA[Tony Mills]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=122662</guid>

					<description><![CDATA[<p>Tony Mills, rockowy weteran, niegdyś związany z takimi grupami jak Shy i TNT, zaprosił na swoją kolejną solową płytę plejadę uznanych muzyków.&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/tony-mills-streets-of-chance-2017/">TONY MILLS &#8211; &#8222;Streets of Chance&#8221; (2017)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Tony Mills, rockowy weteran, niegdyś związany z takimi grupami jak <strong>Shy</strong> i <strong>TNT</strong>, zaprosił na swoją kolejną solową płytę plejadę uznanych muzyków. Wśród gości znaleźli się instrumentaliści współpracujący z wieloma zacnymi zespołami. Na wstępie muszę jednak ostrzec, że płyta <em><strong>Streets Of Chance</strong></em> to piosenkowy pop rock, skrojony według komercyjnych wzorców zakorzenionych w duchu dekady lat 80-tych, nadający się do komercyjnych rozgłośni radiowych, czasem wykorzystujący elementy hard rockowe, ale w melodyjniejszym wydaniu. Jeśli ktoś z zasady odrzuca podobne wynalazki, to może w tym miejscu zakończyć lekturę i po płytę nie sięgać.</p>
<p>A jeśli kogoś soft rockowa stylistyka nie odstrasza, niech da płycie <em><strong>Streets of Chance</strong></em> szansę. Powiedzmy sobie wprost: nie jest to najlepsze wydawnictwo <strong>Tony&#8217;ego</strong> – dużo ciekawiej wypada choćby jego solowy debiut. Piosenki zawarte na tym albumie są tyleż poprawne, co przewidywalne i żadna z nich się nie wyróżnia. Płyta wysłuchana w całości trochę nuży, choć nie można jej zarzucić nic pod względem produkcji, a sam <strong>Mills</strong> dysponuje wysokim, czystym, dobrze postawionym głosem (w którym brak jednak pazura). Czuć tutaj klimat lat 80-tych i nawiązania do pop rockowych, amerykańskich legend, takich jak<strong> Journey</strong>. Od czasu do czasu pojawiają się na <em><strong>Streets of Chance</strong></em> ciut mocniejsze riffy, hardrockowe wręcz (<em><strong>Dream On</strong></em>, <em><strong>Legacy</strong></em>, <em><strong>Seventh Wonder</strong></em>), ale klawiszowe plamy i ciepły głos <strong>Tony&#8217;ego</strong>, któremu towarzyszą fajne chórki, przesuwają środek ciężkości w stronę popową. Owszem, fani wczesnego <strong>Bon Jovi</strong> oraz spokojniejszych dokonań <strong>Whitesnake</strong> czy <strong>Europe</strong>, też znajdą tu coś dla siebie.</p>
<p>Problemem nie jest jednak, że <strong>Tony Mills</strong> obrał taką, a nie inną stylistykę, bo w muzyce rockowej jest wiele dróg i każda może zaprowadzić w ciekawe rejony. Niestety album<em><strong> Streets of Chance</strong></em> jest przyzwoitym soundtrackiem do podróży samochodem, ale już nie płytą, w której można się zasłuchać. Brak tutaj jakiejś perełki, choć trzeba przyznać, że i wpadki udało się uniknąć. Ale skoro zaproszeni muzycy, to zawodowcy, to nic dziwnego, że wszystko brzmi jak należy. Szkoda tylko, że nie porywająco i nie przebojowo.</p>
<p>Oficjalna strona na <a href="https://www.facebook.com/Tony.Mills.Official" target="_blank" rel="noopener"><strong>Facebooku</strong></a></p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/_BUNeWpptWM" allowfullscreen="allowfullscreen" frameborder="0" height="420" width="100%" loading="lazy"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/tony-mills-streets-of-chance-2017/">TONY MILLS &#8211; &#8222;Streets of Chance&#8221; (2017)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/tony-mills-streets-of-chance-2017/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>WYRUZ &#8211; &#8222;Judge And Jury&#8221; (2016)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/wyruz-judge-and-jury-2016/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/wyruz-judge-and-jury-2016/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Kapitan Bajeczny]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 20 Oct 2016 12:02:58 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2016]]></category>
		<category><![CDATA[Battlegod Productions]]></category>
		<category><![CDATA[death metal]]></category>
		<category><![CDATA[Judge And Jury]]></category>
		<category><![CDATA[kapitan bajeczny]]></category>
		<category><![CDATA[melodic]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[thrash metal]]></category>
		<category><![CDATA[Thrash/Death Metal]]></category>
		<category><![CDATA[Wyruz]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=54493</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wyruz plusa dostał zanim jeszcze go odsłuchałem. Jakoś tak już mam że lubię ładne obrazki, a okładkę Judge And Jury właśnie tak&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/wyruz-judge-and-jury-2016/">WYRUZ &#8211; &#8222;Judge And Jury&#8221; (2016)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Wyruz</strong> plusa dostał zanim jeszcze go odsłuchałem. Jakoś tak już mam że lubię ładne obrazki, a okładkę <em><strong>Judge And Jury</strong></em> właśnie tak identyfikuję. Tak więc do odsłuchów zabrałem się całkiem ochoczo, mimo wcześniejszej nieznajomości norweskiego projektu. To, plus mój zadziwiająco dobry nastrój poskutkowało czymś, czego w normalnych warunkach zupełnie bym się nie spodziewał.</p>
<p>Wydany przez <strong>Battlegod Productions</strong> krążek jest drugim pełnym wypustem <strong>Wyruza</strong> (<strong>Wyruzów</strong>? Czy ktoś może wymyślić lepszą odmianę?). Zawiera trzynaście kawałków napakowanych deathrashem z elementami groove&#8217;owymi i melodyjnymi, czyli jedną frazą to coś, co często jest uosabiane z kwintesencją metalu jako muzyki. Płyta trwa ponad pięćdziesiąt minut.</p>
<p>Gdybym tą recenzję czytał zamiast pisać, odpuściłbym sobie odsłuch już po poprzednim akapicie. Death/thrash w większości przypadków przestał mnie bawić już spory czas temu, to samo muzyka uznawana za &#8222;kwintesencję&#8221; czegoś. Dodajmy do tego dwukrotnie za długi czas trwania krążka i w efekcie dostaniemy stanowcze veto. W teorii przynajmniej. W praktyce <strong>Wyruz</strong> okazuje się zaskakująco przyjemny w odbiorze. Jest tu kilkanaście miłych uchu i do tego całkiem ostrych riffów, jest sporo zagrywek melodyjnych i groove&#8217;owych, bujających do tańca. Jest także całe multum motywów pomiędzy, uzupełniająco-zapychających płytę, na szczęście słuchanie ich nie boli. Ot, po prostu mnóstwo podobnych do siebie fragmentów wrzuconych głównie po to, żeby coś grało. Zauważyłem też ciekawą tendencję wedle której wstęp do każdego kawałka jest najlepszą jego częścią. Czy to mowa o melodiach (przypominających mi te znane z <strong>Dark Tranquillity</strong>) w <em><strong>Carved In Stone</strong></em> lub <em><strong>The Final Sigh</strong></em>, czy nawałnicy blastów w <em><strong>In Hell</strong></em> czy agresja w <em><strong>Fury</strong></em>, introsy zawsze brzmią najlepiej i szkoda, że reszta elementów nie jest utrzymana na takim poziomie. Niemniej i tak wychodzą z tego fajne piosenki. Klawa solówka w <em><strong>Cripple The Slaves</strong></em>, groove&#8217;owy mosh w <em><strong>Not The Enemy</strong></em>, czy <em><strong>Public Enemy nr. 1</strong></em>, to tylko część przysmaków ukrytych w <em><strong>Judge And Jury</strong></em>. Płyta okazuje się zbieraniną typowych, przyznaję, jednak miłych uchu strzałów, idealnych żeby przy niej coś porobić. Wtedy działa najlepiej, bawi najbardziej i mija najprzyjemniej. Skupiając się na niej odczuwałem częstą wtórność i upływ czasu, niezauważalne podczas puszczenia <strong>Wyruza</strong> &#8222;w tle&#8221;.</p>
<p>Płyta oczywiście ma swoje wady. Od czasu do czasu trafisz na zbędny sampel, wrzucony z powodu, którego nawet Latający Potwór Spaghetti nie zna. Utwory, jak już powiedziałem, są w sumie wtórne, a niektóre uznaję za zupełnie zbędne (<em><strong>Limitations</strong> </em>przede wszystkim). Irytuje mnie też powtarzalność sekwencji zwrotka-przejście-refren oraz śpiewy czyste. No one po prostu nie wychodzą, na dodatek złego są używane zbyt często. Głównie w refrenach, przez to <em><strong>Wither, No Serenity</strong></em> i kilka innych tracą punkty. Poza tym jest spoko.</p>
<p>Kwestia produkcyjna także została rozwiązana na poziomie. Wodotrysków nie ma, zbytniego mięsa też, ale brzmienie pasuje do grania, a i umiejętności muzyków są na tyle wysokie, że nie zastanawiałem się kiedy znowu coś nie pyknie. Przyczepiłbym się do ciut syntetycznej perkusji tylko. Reszta gra porządnie. Layoutu nie widziałem.</p>
<p><em><strong>Judge And Jury</strong></em> jest dobrym krążkiem. Nie świetnym, nie ciekawym, kategorycznie nie idealnym albo przełomowym, ale za to przyjemnym i miłym. Serce mi krwawić nie będzie jeżeli jeszcze kiedyś to usłyszę, a mam wrażenie, że fani zespołów typu <strong>Legion Of The Damned</strong> będą naprawdę usatysfakcjonowani.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/juUOieTcBdg" width="100%" height="315" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/wyruz-judge-and-jury-2016/">WYRUZ &#8211; &#8222;Judge And Jury&#8221; (2016)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/wyruz-judge-and-jury-2016/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>HARM &#8211; &#8222;October Fire&#8221; (2016)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/harm-october-fire-2016/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/harm-october-fire-2016/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Kapitan Bajeczny]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 01 Aug 2016 17:52:40 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2016]]></category>
		<category><![CDATA[Battlegod Productions]]></category>
		<category><![CDATA[Harm]]></category>
		<category><![CDATA[kapitan bajeczny]]></category>
		<category><![CDATA[October Fire]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[thrash metal]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=41259</guid>

					<description><![CDATA[<p>Dziś będzie o Harm. Tym norweskim, nie szwabskim. Harm, o którym mogliście się już z naszego serwisu wywiedzieć (tu macie link do&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/harm-october-fire-2016/">HARM &#8211; &#8222;October Fire&#8221; (2016)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Dziś będzie o <strong>Harm</strong>. Tym norweskim, nie szwabskim. <strong>Harm</strong>, o którym mogliście się już z naszego serwisu wywiedzieć (<strong><a href="https://kvlt.pl/recenzje/harm-devil-2015/">tu macie link do recenzji ich pierwszego długograja</a></strong>). W czerwcu trio te wydało kolejną płytę, dokładniej trzeciego pełniaka. Znajdziecie na niej dziewięć utworów, łącznie czterdzieści minut grania. Na podstawie zalinkowanej recki wnioskuję, że <strong>Harm</strong> o progresie nie słyszało, bo <em><strong>October Fire</strong></em> to czysty, nowoczesny thrash. Za wydanie odpowiada <strong>Battlegod Productions</strong>.</p>
<p>Ta płyta jest do bólu przeciętna. Nie ma sensu jej recenzować. To kolejny thrashowy wypust, jakich milion już jest a kolejne miliony nadejdą. Niczym się nie wyróżnia, niczym nie imponuje, niczym nie przytrzymuje na dłużej. Słychać tu mnóstwo ech większych od <strong>Harm</strong>: solówki <strong>Megadeth</strong>, riffy <strong>Destruction</strong>, <strong>Slayerowe</strong> tempa. <em><strong>October Fire</strong></em> to parada wtórności. Masz swój ulubiony zespół thrashowy? Jeżeli nie wyrasta w żaden sposób, jak <strong>Coroner</strong> albo <strong>Voivod</strong>, to znajdziesz tu jego echa. Niby można słuchać tej płyty bez krzywienia się, ale na ki chuj? <em><strong>Devastator</strong> </em>zaczyna się jak <em><strong>Reign In Blood</strong></em>, pseudoballadkowy utwór tytułowy widocznie uwielbia twórczość <strong>Mustaine&#8217;a</strong> a na <em><strong>Trying to Grow Wings</strong></em> jest moshpart pięknie podpatrzony u scenicznych młodziaków, chociażby pierwszego <strong>Crisix</strong>. Słuchanie tego to totalna strata czasu. I nie chodzi nawet o to, że <strong>Harm</strong> jest zły, bo tak po prawdzie nie jest. Po prostu jest wyjątkowo nieoryginalny, nie przekazuje niczego od siebie. Na kiego grzyba potrzebna ci kolejna taka sama płyta?</p>
<p>Chyba jedyną zaletą nagrania jest produkcja. <em><strong>October Fire</strong></em> brzmi bardzo dobrze, wręcz idealnie dla modernowego thrashu. Urzekł mnie bas, w końcu słyszalny i przyjemny. Wokalista też nieźle się sprawdza, choć brak mu i charyzmy i naturalnego talentu. O layoucie się nie wypowiem bo nie dostałem. A okładka wygląda jak z fantasy, sam stwierdź czy to zaleta.</p>
<p>I to by było na tyle. Naprawdę nie musisz tego słuchać. Słyszałeś już lepsze. <strong>Harm</strong> sprawdzi się co najwyżej jako tło na koncertach, pioseneczki puszczane ot, tak po całym show lub w przerwie technicznej. Nie mówię żebyś <em><strong>October Fire</strong></em> unikał, tak jak nie mówię, żebyś omijał jakiś kamulec na drodze. Po prostu jedno i drugie jest tak samo zajmujące.</p>
<p><iframe style="border: 0; width: 100%; height: 439px;" data-kvlt-bc-src="https://bandcamp.com/EmbeddedPlayer/album=949473458/size=large/bgcol=ffffff/linkcol=0687f5/artwork=small/transparent=true/" width="300" height="150" seamless=""><a href="http://harmpages.bandcamp.com/album/october-fire">October Fire by Harm</a></iframe><noscript><iframe style="border: 0; width: 100%; height: 439px;" src="https://bandcamp.com/EmbeddedPlayer/album=949473458/size=large/bgcol=ffffff/linkcol=0687f5/artwork=small/transparent=true/" width="300" height="150" seamless="" loading="lazy"><a href="http://harmpages.bandcamp.com/album/october-fire">October Fire by Harm</a></iframe></noscript></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/harm-october-fire-2016/">HARM &#8211; &#8222;October Fire&#8221; (2016)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/harm-october-fire-2016/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
