Z muzyką można robić wszystko!

Za mało jest muzyki na świecie, za mało. Przeważa promocja kupy bzdur z lekami przeciw kaszlowi, swędzeniu, niejedzeniu i wzdęciom na czele. W radiach i telewizjach sprzeczają się, czy ubrać żółtą lub szarą skarpetkę, a przecież jedno i drugie to w gruncie rzeczy to samo. Komunikacją miejską jeżdżą czytelnicy zamknięci w czterech ścianach z celulozą. Na weselach to tylko „majteczki w kropeczki”, pogrzebie – skromne skrzypce, imprezie – wujek Youtube króluje z przypadkowymi kawałkami. Niby zawsze bytuje gdzieś koło uszu, ale nie wpada do nich bezpośrednio.

Codziennie współdzielę przestrzeń autobusu z pasażerami pochłoniętymi do bólu sensacyjnymi wiadomościami w komórkach i gazetach. Jeszcze lepiej, gdy wyciągną książkę i zahibernują się na kolejne minuty jazdy. Często omamieni wartką akcją lektury, wysiądą nie na swoim przystanku z rozpiętymi płaszczami i spadającymi na ziemię szalami w mróz, minus 20 stopni Celcjusza, o zgrozo – bez rękawiczek przed chwilą zgubionych w opuszczonym już pojeździe. Nie zobaczą zza szyby pięknego świata budzącego się do życia po raz n-ty, ale niepowtarzalny… Jak ja. Bo słuchanie muzyki ma taki plus, że można robić z nią wszystko.

Podczas, gdy Ona penetruje mój mózg, ja rozkoszuję się widokiem urokliwych ulic miasta. Spoglądam w niebo, na drzewa, krzaczki, ptaszki i inne cuda natury. Nabuzowana endorfinami lewituję nad chodnikiem, nawet w pochmurną pogodę, kiedy depresja sięga zenitu u innych. Płynę rzeką wyścieloną przez kolorowe nutki, podczas gdy ludzie włóczą się z miejsca A do B. Każda rutynowa czynność jest mi obca. Mycie zębów, gotowanie, pranie, prasowanie z co rusz inną kapelą staje się cholernie wciągające!

A to wszystko za sprawą jej chemicznych właściwości zmieniających na lepsze stężenia hormonów, szczególnie tego odpowiedzialnego za stres. Pewnie z tej przyczyny nie raz przed ważnym wydarzeniem, kiedy oddaję się muzyce zamiast rozmyślaniu: „jak to będzie”, moje gruczoły potowe przestają pracować, a z policzków spływa zbędna krew ujawniająca paskudne zaczerwienienie. Naukowcy twierdzą ponadto, że bohaterka mojego felietonu wpływa silniej niż… jakakolwiek inna stymulacja. Odbieramy ją bowiem dwoma półkulami mózgu. Niezwykłe jest też to, że poprawia tempo metabolizmu, odporność, reguluje ciśnienie i trawienie. Może więc wpłynąć na nas silniej niż cokolwiek innego!

… I piszę to podczas podróży do Wrocławia na długo wyczekiwany przeze mnie koncert Amorphis. Obserwując przelatujące nad wiosennymi łąkami bociany, utwierdzam się w przekonaniu, że świat jest magiczny. W uszach gra mi piosenka „Pod czerwoną chmurą” – właśnie teraz, gdy na niebie zawisł kłębiasty obłok o pokaźnych rozmiarach, przez który przedzierają się słoneczne wiązki. Tekst piosenki nabiera nowego znaczenia przenosząc mnie do baśniowej krainy.

… Myślę sobie, że muzyka powoduje we mnie slow life – jakże modny obecnie sposób na życie, którego każdy stosuje, ale powierzchownie. Bo czymże jest jedzenie jarmużu, chodzenie na jogę, minimalizm w szafie, kiedy w głowie stos stresu i skłócenie ze światem? Slow life to umiejętność przybicia piątki ze swoimi kompleksami, wypicie wódki z wadami u innych, pogodzenie z biegiem zdarzeń, na które nie mamy wpływu, w tym ze śmiercią… Również – gapienie się na każdą minutę naszej doby niczym facet na cycki, dostrzeganie zachodzących w nas zmian, delektowanie się nawet najmniejszym szczęściem. I dystans. Swoją drogą, wiecie, ile uroczych zmarszczek i mądrych siwych włosów mają Wasi bliscy?

Muzyka może wzbogacić życie każdego z nas, sądzę. Chcę więc wystosować apel do nas wszystkich! Szerzmy muzykę! Celebrujmy ją! Połóżmy się z nią sam na sam, delektując się każdym dźwiękiem, wersem, rytmem, brzdąknięciem instrumentu, śpiewaną samogłoską.

PS: (Dopisuję myśl w podróży powrotnej po koncercie) Może prościej jest zaczytać się w gazecie od razu po wejściu do pociągu – jeszcze zanim ten ruszy? Zapomnieć o tym, co zostawiło się w mieście, z którego się odjeżdża, a także – jakie problemy czekają w miejscu, do którego pędzimy… Może łatwiej… Tymczasem ja z „Amorphisem” w uszach wspominam już ze łzami na policzkach, jak cudnie było mi! Za oknem cichy świat łagodnie wirujący w moich oczach w wektorze prędkości biegu pociągu…

kwiecień, 2016

Emilia Sosińska

Emilia Sosińska

Jako dziecko bałam się potencjalnego złodzieja, który ukradłby mi moje ukochane kasety. Obecnie przeraża mnie świadomość tego, że kiedyś mogę stracić słuch. Muzyka to mój dom.
Emilia Sosińska

Latest posts by Emilia Sosińska (see all)

Tagi: , , , , , .

  • anfielrap

    Dziewczynko Ty napisałaś to na zaliczenie w gimnazjum? Jakieś „lewituję nad chodnikiem” albo „Płynę rzeką wyścieloną przez kolorowe nutki” osiągają taki poziom grafomaństwa, że mogłabyś pisać teksty dla Comy.
    A i jeszcze „(kiedy słucham muzyki) Każda rutynowa czynność jest mi obca.” brzmi jakby przy słuchaniu stawała się totalnym retardem 😀
    Ale co tam w gimnazjum większość osób tak pisze.