Hipoxia – „Si Devs Esset Occidendvs Erit -Monvmentvm ab Khaos I-” (2016)

Stereotypowo Hiszpania jawi mi się jako kraj, w którym mieszkają spokojni, wyluzowani ludzie, mający dystans do życia, dla których każdą sprawę można załatwić jutro. W ciągu dnia mają dwugodzinną sjestę, a wieczorami przesiadują w niezliczonej ilości kawiarni, pijąc wino i oglądając piłkę nożną. Życie toczy się tutaj powoli, a emocje podnoszą się jedynie w przypadku El Classico czy też derbów Madrytu. A jednak i w tym słonecznym, pozornie pełnym zadowolonych i wyluzowanych ludzi kraju, mieszkają osobnicy, których dusze kierują się ku mroczniejszym aspektom naszej egzystencji. Należy do nich piątka mieszkańców Madrytu, którzy udzielają się w istniejącej od 2009 roku grupie Hipoxia, która w 2016 wydała nakładem American Line Productions swoją drugą płytę zatytułowaną Si Devs Esset Occidendvs Erit – Monvmentvm ab Khaos I-.

W ciągu 45 minut trwania albumu Hiszpanie serwują nam dźwięki, których raczej nie zaliczymy do gatunku tych łatwo przyswajalnych, ale z drugiej strony mają one jakąś moc przyciągania i hipnotyzowania, przez co trudno mi było się od nich oderwać. Na płytce znajdziemy zaledwie trzy kompozycje, trwające odpowiednio 22, 15 i 6 minut. Stanowią one kombinację toczących się niczym walec partii doom metalowych, przeplatanych wibrującymi dronami oraz okraszonych brudem charakterystycznym dla sludge metalu. Utwory płyną powoli, ale nie jest to uczta miła dla ucha, gdyż narządy słuchowe raz po raz zalewa buczący bas czy też rezonujące gitary. W połowie szybszego Oblivion wydaje się, że w końcu nastanie spokój, ale po kilku minutach z głośników wylewa się foniczna burza. Zakończenie płyty to kilkadziesiąt sekund wwiercających się w mózg tonów. Życia nie ułatwia gama schizofrenicznych partii wokalnych oscylujących pomiędzy zawodzącymi głosami, rozhisteryzowanymi wrzaskami i growlami.

Ponury klimat buduje muzyka, ale dopiero mizantropijne w swej wymowie teksty dopełniają minorową atmosferę Si Devs Esset Occidendvs Erit – Monvmentvm ab Khaos I-. Ich przekaz jest w sumie banalnie prosty. Porzućcie wszelką nadzieję. Boga nie ma i nie ma żadnego życia po śmierci, nie wspominając o zbawieniu. Jesteśmy tylko zbiorem molekuł, kupą mięsa, którą po śmierci zeżrą robaki, a to, co zostanie, rozpadnie się w pył. Z całego życia tylko śmierć jest prawdziwa…

Paradoksalnie, słuchając tego typu płyty, nabiera się chęci do życia. Jest tylko tu i teraz. Nie ma sensu zawracać sobie głowy jakimś wyimaginowanym życiem po śmierci, łudzić się istnieniem raju czy czekającymi tam siedemdziesiąt dwoma chętnymi dziewicami. Trzeba brać życie pełnymi garściami teraz, bo to jest jedyna szansa, która się już nie powtórzy.

Na płycie jest adnotacja, aby słuchać Si Devs Esset Occidendvs Erit – Monvmentvm ab Khaos I- w totalnej ciemności i przy maksymalnie głośności np. słuchawek. I powiem Wam, że ta sugestia działa. Miłej zabawy i afirmacji życia przy pesymistycznych dźwiękach Hipoxia.

Ocena 7,5/10

 

Łukasz

Łukasz

Ku "rozpaczy" szanownej Małżonki uzależniony od kolekcjonowania CD. Natchniony płytą pewnego polskiego zespołu oraz kryzysem wieku średniego rozpocząłem przygodę z recenzowaniem . I tak z czasem trafiłem do Kvlt. Wszelka konstruktywna krytyka mile widziana.
Łukasz

Tagi: , , , , , , , , , .