Soyuz Bear – „Black Phlegm” (2017)

W wydanej niedawno autobiografii Do czego służy ten przycisk? Bruce Dickinson wspomina o diwie operowej, która potrafiła określić kilkadziesiąt (!) typów flegmy. W sumie nic w tym dziwnego skoro Eskimosi mają około pięćdziesięciu terminów, którymi opisują śnieg. Zastanawiam się jednak, czy ta śpiewaczka ujęła w swoim zestawieniu czarną flegmę, którą możemy zaobserwować między innymi u nałogowych palaczy. Moje zainteresowanie tym konkretnym typem plwocin wynika z tego, że czarna flegma to po angielsku black phlegm, a właśnie taki tytuł nosi debiutancki album francuskiej grupy Soyuz Bear, który ukazał się 13 października 2017 roku pod szyldem Necrocosm Productions. Zespół istnieje od 2012 roku i w swoim dorobku posiada jeszcze demo zatytułowane MMXV.

Na program Black Phlegm składa się 6 utworów, które tworzą ciągłość, przechodząc gładko z jednego w drugi, co w rezultacie daje nam 33 minuty nieprzerwanie płynących dźwięków. Stanowią one całkiem przyjemną dla moich zmysłów kombinację doom metalowej posępności, sludgowego brudu i death’n’rollowej jazdy. Wolne, ponure tempa dominują w kawałku tytułowym oraz w Dying People. W Human Vanity porywa skoczna death and rollowa motoryka okraszona sporą ilością gruzu. Scrub to taka kombinacja walcowatych gitar z szybszymi fragmentami, a od całości odstaje SWTVM, będący w praktyce ponad trzyminutowym samplem z dialogami w języku francuskim i jakimiś nieprzyjemnie kojarzącymi się odgłosami uderzeń i cięcia w tle. Ciekawą kompozycją jest zamykający płytę Swollen, trwający ponad dziesięć minut i oparty na powtarzalnym, lekko hipnotyzującym i bujającym riffie oraz średnim tempie. We wszystkich utworach mamy do czynienia z wrzeszczącym i bulgoczącym, jakby z flegmą, wokalem. Nierzadko z przodu warczy bas, a odpowiedniego klimatu dodaje przybrudzone, chropowate brzmienie.

Na Black Phlegm jest kilka ciekawych momentów, jak chociażby zamykający Scrub riff. Na płycie można wyczuć pulsujące szaleństwo oraz bluźnierstwo, a słyszalne w Swollen muchy, kojarzą mi się jednoznacznie.  Słuchałem tej płyty przez większość wieczorów na urlopie i przez cały dzień w pracy, słucham jej teraz, pisząc te słowa, i nie mogę się od niej oderwać. A kiedyś będę musiał, bo kupka kolejnych płyt do przesłuchania niebezpiecznie się powiększa.

Ocena 8/10

 

Łukasz

Łukasz

Ku "rozpaczy" szanownej Małżonki uzależniony od kolekcjonowania CD. Natchniony płytą pewnego polskiego zespołu oraz kryzysem wieku średniego rozpocząłem przygodę z recenzowaniem . I tak z czasem trafiłem do Kvlt. Wszelka konstruktywna krytyka mile widziana.
Łukasz

Tagi: , , , , , , , , .