Cradle Of Filth + Moonspell – Kraków (23.01.2018)

Moonspell w wydaniu A.D. 2018 i Cradle Of Filth łączy pewna teatralna maniera koncertów. W dodatku oba zespoły, choć w różny sposób, mieszają w swej twórczości mocne granie z klimatycznymi elementami. A jeśli wszystko weźmie się w nawias pewnej konwencji, zrazu taka propozycja staje się możliwa do przyjęcia nawet dla malkontentów. Zatem zestawienie tych dwóch właśnie artystów na wspólnej trasie jest jak najbardziej uprawnione – a że w Polsce Moonspell od paru dziesięcioleci cieszy się szczególną estymą wśród fanów, to wypada uznać, że przynajmniej w naszym kraju nie pełnią względem Cradle Of Filth klasycznej roli supportu czy gościa specjalnego, tylko równorzędnego partnera (nawet jeśli czas dany im na scenie temu przeczy).

Płyta 1755 nie zaskoczyła fanów Portugalczyków niczym nowym, ale przyniosła rzetelną dawkę charakterystycznego dla nich metalowych riffów, ubranych w gotyckie i symfoniczne motywy. Kto ją polubił, mógł znaleźć na koncercie w studenckim klubie Kwadrat wiele powodów do radości. Fernando Ribeiro wkroczył na scenę z latarnią w dłoni, by poprowadzić nas po mrocznych ruinach Lizbony, zniszczonej w połowie XVIII wieku przez trzęsienie ziemi – a przecież właśnie to historyczne zdarzenie stało się fabularnym rdzeniem najnowszego albumu. Wkrótce frontman założył dziwaczną, ptasią maskę, w środku występu zaś wzniósł do góry krzyż strzelający laserowymi promieniami, co dodało koncertowi para teatralnego posmaku. Choć ograniczony czas nie pozwolił, by odegrać  1755 w całości, to większość występu wypełniły kompozycje z promowanej na trasie, jeszcze świeżej płyty – i przyznać trzeba, że wypadły mocno, dostojnie, mrocznie. Nikomu też nie przeszkadzało, że nowe kawałki są wyłącznie po portugalsku. Publiczność od początku reagowała żywo, skandując w przerwach między kawałkami nazwę zespołu.

Nie zabrakło jednak miejsca, na klasykę – Moonspell pozwalał sobie na przebojowe przerywniki. Mocno, death metalowo momentami i przekonująco wypadł Night Eternal. Ale oczywiście największą furorę zrobiły „hity” z dwóch pierwszych płyt. Dla człeka takiego jak ja, wychowanego w pięknych latach 90-tych, prawdziwą przyjemnością było usłyszeć wyimki z dwóch pierwszych płyt. Zebrani fani największym aplauzem nagrodzili Opium i zagrane na sam koniec Alma Mater oraz Full Moon Madness. Żegnany owacjami Portugalczycy mogli rzeczywiście czuć satysfakcję z dobrego występu.

Cradle of Filth nie należy być może do grona moich ulubionych zespołów, ale szanuję u nich konsekwencję. Zastanawiam się także, jak musiałoby wyglądać ich show za czasów największej świetności. Jako pewien produkt wiktoriańskiej dekadencji (z jej całą otoczką, ezoteryką, barwnymi i mrocznymi zarazem rozrywkami), przeniesiony do współczesności, Kredki bronią się – zwłaszcza, że ich występ na żywo podparty jest rzetelnymi umiejętnościami muzyków, a kompozycje wypadają mocniej niż na płytach.

Po atmosferycznym, orkiestrowym preludium, zabrzmiał utwór Gilded Cunt, który zyskał w wersji live pazur i energię. Co ciekawe Dani Filth i s-ka nie postawili na utwory z nowej płyty (choć nie zabrakło Heartbreak And Seance i Achingly Beautiful), ale dali przekrój przez swoją twórczość. Wyszło to koncertowi na dobre, bo publika nie była w końcu młodzieżowa, a stanowiący większość metalowi weterani mogli sobie powspominać. Zwłaszcza w drugiej części setu, gdy zaczęli od klasyka w postaci A Promise of Fever, zrobiło się nieco żywiej, publiczność rozruszała się, frontman zaś zaczął żywić się oddaną przez fanów energią, podobnie jak hrabia Dracula słodką krwią dawnych londyńczyków. Być może dla osoby takiej jak ja, która fanem Kredek nie jest, półtoragodzinny koncert w tej konwencji to nieco za wiele, ale miłośnicy byli zadowoleni.

Moonspell i Cradle Of Filth są w formie. Prawdopodobnie jednak nie przekonają swoich oponentów. Ale jeśli rock i metal to czasem także pewne kreacja z teatru grozy, nieco groteskowa, być może lekko przerysowana, to oba zespoły posiadły arkana tej sztuki.

fot. Dariusz Ptaszyński

Paweł Lach

Paweł Lach

Od dłuższego czasu pisuje o muzyce (i nie tylko) dla różnych portali. Nie słucha latynoskiego folkloru i power metalu, poza tym jest w stanie znieść wszystko.

http://lach.kf-oswiecim.net/
Paweł Lach

Tagi: , , , , , , , , , .