Mgła/Lvcifyre/Bestial Raids – Warszawa (1.05.2017)

Warszawska odsłona jednej z niewątpliwie najbardziej oczekiwanych tras pierwszej połowy 2017 roku stała się faktem. Mgła w towarzystwie Bestial Raids i Lvcifyre zaprezentowała się na dużej scenie stołecznej Progresji, przyciągając tłumy, których nie powstydziłyby się zespoły parające się dużo popularniejszymi odmianami muzyki.

Przybywając na miejsce tuż przed rozpoczęciem pierwszego występu mogłem na własnej skórze przekonać się dlaczego dyskusja na temat aktualnej popularność zespołu M. (także wśród publiki niekojarzonej na co dzień ze sceną BM) jest tak intensywna. Nie pamiętam bowiem, bym ostatnimi czasy uczestniczył w imprezie, która – przewidując kapele tego typu – zapewniła podobne mrowie ludzi (szczególnie, że event przypadł na środek majówki, sprawiający, że stolica przypominała tego dnia raczej wymarłe miasto, niż najludniejszą aglomerację na mapie Polski).

Bestial Raids nie wydali się jednak onieśmieleni frekwencją napotkaną w Progresji, dając bardzo konkretny popis, który zabrzmiał odpowiednio intensywnie i żywiołowo. Niespełna 3 kwadranse w towarzystwie gęstego black/death metalu stanowiły, mimo dość wczesnej pory, godne wprowadzenie, pozwalające wczuć się w klimat wieczoru. Podobnego zdania byli także uczestnicy całkiem raźnego młyna, który umożliwił poobijanie sobie kości tym bardziej krzepkim, zgromadzonym pod sceną podczas koncertu kieleckiego trio.

Oczekiwanie na kolejny zaplanowany band wywołał na mojej twarzy niemałe wypieki, ponieważ na Lvcifyre ostrzyłem sobie apetyt równie mocno jak na gwiazdę wieczoru. Choć nie widziałem kapeli w akcji nigdy wcześniej, znajomość EPki i 2 długograjów tego składu pozwalała mi wypatrywać solidnego wpierdolu. Przyznam jednak równocześnie, że mając na uwadze bluźnierczy charakter ich muzyki, liczyłem na nieco bardziej rytualny sznyt całości (myślę , że coś w deseń video do Sun Eater pozwoliłoby mi zmoczyć pantalony). Zasadnicza część koncertu Lvcifyre przebiegła jednak w oszczędnej oprawie, a sam zespół zaprezentował – choć odpowiednio smolisty i ciężki – raczej tradycyjny death metalowy set. Moim oczekiwaniom zadośćuczynił na szczęście gość, który dołączył do składu na wstępie i pod koniec omawianej sztuki – znany z Cultes des Ghoules Mark of the Devil/Left Hand Trip i odegrane z jego udziałem numery wspólnego projektu (Death Like Mass) wprowadziły do występu wyczekiwane przeze mnie, wyśmienite, wręcz ceremonialne zabarwienie. Czyste złoto. Po tej części wiedziałem już, że niezależnie od wrażeń związanych z koncertem Mgły, nie będę tym wieczorem w jakikolwiek sposób zawiedziony.

Przerwa poprzedzająca  gwóźdź programu spowodowała zauważalne zagęszczenie publiki pod sceną, (spory w tym udział osób przywdzianych w koszulki i emblematy Mgły), co nie pozostawiło złudzeń w kwestii tego, kto w głównej mierze odpowiada za zanotowaną w Progresji frekwencję. Podobnie jak entuzjazm, który wśród tłumu wywołało wejście charakterystycznie zamaskowanych muzyków krakowskiego zespołu.

Chociaż mógłbym pochylić się nad konsternacją jaką wzbudziło we mnie zachowanie części odbiorców, (nieco zgrzytały mi wesołe pląsy, harce i wyczyniane z uśmiechem na twarzach tany, towarzyszące bądź co bądź pesymistycznym kompozycjom) wychodzę z założenia, że nie mam koncesji na właściwy odbiór muzyki, a dywagacje na temat tego jak być powinno, pozostawiam innym.

W tym miejscu wolę skupić się na tym, że charakterystyczne tremolowe melodie wybrzmiały w Progresji z odpowiednią siłą i sugestywnością. Mgła to koncertowy taran, wprawiony w boju i kroczący zdecydowanie po swoje. Były numery z Mdłości i Further Down the Nest, rewelacyjnej With Hearts Toward None oraz bezapelacyjnie kruszącej szkliwo Exercises in Futility. Bez komentarzy, przerw na oddech i bisów. Kapitalny występ, pozostający w pamięci na długo.

I choć oddałbym nerkę, część wątroby i lewe oko za szansę zobaczenia tego gigu w bardziej kameralnych warunkach, w towarzystwie mniej licznej publiczności, skłamałbym twierdząc, że impreza nie wypadła rewelacyjnie.

Wypadła, a ja jestem turbo zadowolony, że miałem okazję być jej uczestnikiem.

Synu

Synu

Fan szeroko pojętej muzyki gitarowej. Z wszelkich możliwych szuflad i gatunkowych etykiet.
Napisz do autora: synu@kvlt.pl
Synu

Tagi: , , , , , , , , , .