Me and That Man, Taraban – Kraków (21.01.2022)

Stwierdzenie, że koncerty w czasie pandemii bardzo nas cieszą, nie będzie chyba żadnym odkryciem. Z oczywistych względów czymś jeszcze rzadszym stały się trasy koncertowe, co nie oznacza, że zniknęły całkowicie – dzięki niezastąpionym organizatorozm z Knock Out Productions w trasę liczącą osiem polskich miast wybrali się Me and That Man.

John Porter zasilił skład MATM, podobnie jak w sierpniu zeszłego roku, a towarzyszącą im kapelą został Taraban. Stosunkowo nowy klub na koncertowej mapie Krakowa, Hype Park, zmienił się 21 stycznia w skrzące się od energii miejsce, pełne muzycznych opowieści, bardzo często prezentowanych z przymrużeniem oka i godnym podziwu zapałem.

Zdjęcia: Norbert Dorobisz

Wybór krakowskiego Tarabana jako supportu na trasie był według mnie strzałem w dziesiątkę. Nie dość, że zespół najzwyczajniej w świecie wie, jak zagrać dobry koncert, to jeszcze znakomicie wpisuje się w brzmieniowe retro klimaty wzbogacone nowoczesnym sznytem – była w tym pewna nostalgia za latami 70/80., a nośność utworów połączona z hipnotyzującymi riffami skutkowała energią wprost uderzającą od muzyków i udzielającą się tłumowi.
Widać było, że Taraban doskonale się odnajduje w rodzimym mieście, zachęcając publiczność do wspólnej zabawy, zagadując w swobodnym tonie i wchodząc w interakcje między sobą. Fantastyczny koncert na rozruszanie publiki przed gwiazdą wieczoru.

Trudno w ogóle zdefiniować typowy koncert Me and That Man.  Z jednej strony wiadomo, że można się spodziewać utworów raczej przebojowych niż przełomowych (i nie jest to żaden zarzut – taki repertuar doskonale się sprawdza w ich wykonaniu) oraz tego, że artyści będą mieli do siebie duży dystans. Można się też jednak spodziewać nowych elementów, pojawiających się wśród tego gatunkowego połączenia bluesa, dark folku i nowoczesnego country.

Podobnie jak na pozostałych przystankach trasy, koncert w Krakowie rozpoczął się pełnymi powagi, funeralnymi dźwiękami Black Hearse Cadillac. Pierwszy utwór na najnowszym albumie MATM nie bez powodu wybrano również na otwarcie – występujący gościnnie w oryginalnym utworze Hank von Hell, wokalista Turbonegro, zmarł wkrótce po premierze albumu.
Po pięknym momencie poświęconym pamięci zmarłego artysty, maszyna koncertowa Me and That Man (czy jak to ku uciesze publiki określił frontman, „zespół młodzieżowy”) zabrała się do dzieła. Podczas kolejnego utworu, Under the Spell, artyści udowodnili, że siła wykonywanych przez nich numerów w dużej mierze tkwi w przepełnionej rytmem prostocie i ogromnej przebojowości.

Zdjęcia: Norbert Dorobisz

Koncerty Nergala i spółki są bardzo energiczne i żywiołowe. Taka ilość energii scenicznej i wprost luzackiego podejścia (niepozbawionego przy tym profesjonalizmu) dość szybko rozruszała publikę i ani przez moment nie pozwalała się nudzić.
Chociaż pozostawiało to duże pole do popisu głównie Darskiemu i Porterowi, to Matteo Bassoli i Sasha Boole w tyle nie pozostali i również dali z siebie wszystko.

Wspomnianej koncertowej tradycji stało się zadość, gdy po chwili w Hype Parku rozległ chyba największy hit zespołu, My Church is Black. Refren szybko został podchwycony przez fanów w pierwszych rzędach.
Przekrojowa setlista, która zawierała przeważnie kawałki z debiutu MATM oraz ich drugiego albumu również zdawała się odpowiadać widowni i zapewniać frontmanowi wiele okazji do zagadywania, rzucania mniej lub bardziej wymyślnymi żartami i po prostu pokazywania, że wraz z pozostałymi artystami świetnie się bawi na scenie.
Nergal nie zapomniał również o podziękowaniu przybyłej na koncert widowni, wspominając jednocześnie, że publiczność przywitała artystów znacznie bardziej entuzjastycznie, niż miało to miejsce parę miesięcy temu.

Materiał koncertowy był bardzo zróżnicowany. Dużą zaletą było „wyciszenie” koncertu po pierwszej, bardziej energetycznej połowie występu.
Wspomnianym interludium zostały trzy bardziej stonowane i utrzymane w wolnych tempach utwory, które sprawdziły się fenomenalnie w takich warunkach koncertowych. Cross my Heart and Hope to Die, do tekstu którego wtórowali fani, mroczny romantyzm utworu Submission oraz odegrane jedynie przez Johna Portera, balladowe Of Sirens, Vampires and Lovers – każdy z tych kawałków był wyrazisty i na swój sposób poruszający, co znakomicie urozmaiciło wieczór.

Niesłabnąca energia zespołu utrzymywała się przez cały czas trwania koncertu, co MATM pokazali między innymi numerem Blues and Cocaine, rewelacyjnie wypadającym na żywo. Singlowe Fight również rozruszało publikę, jednocześnie poprzedzając finałowy numer występu, klimatyczne Shaman Blues.
Przyznaję, że półtoragodzinny koncert minął mi niewiarygodnie szybko, a wysoki poziom prezentowany zarówno przez zespół, jak i ekipę techniczną (dźwięk i oświetlenie pierwsza klasa) zasługuje na słowa uznania.
Wieczór należy zaliczyć do udanych, a Me and That Man oraz Tarabanowi pozostaje życzyć więcej takich tras.

Setlista Me and That Man:
Black Hearse Cadillac
Under the Spell
My Church is Black
Nightride
Get Outta this Place
Surrender
How Come?
On the Road
Run with the Devil

Cross my Heart and Hope to Die
Submission
Of Sirens, Vampires and Lovers

Love and Death
Burning Churches
Blues & Cocaine
Fight
Shaman Blues

Zdjęcia: Norbert Dorobisz

Zdjęcia z koncertu w Katowicach: Norbert Dorobisz

Annika
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , .