Perturbator, Carpenter Brut, Ho99o9 – Gliwice (9.11.2023)

Znacie to uczucie, kiedy uczestnictwu w którymś już z kolei koncercie wyjątkowo dobrego zespołu towarzyszą takie same emocje, jak na pierwszym? Tak właśnie mam między innymi z Perturbatorem, którego od 2017 roku miałam przyjemność widzieć blisko dziesięć razy, co w niczym nigdy nie umniejszało frajdy towarzyszącej jego koncertom.
Dodajcie do tego fakt, że w bieżącym roku, tak jak w 2017, Perturbator również grał koncert z Carpenter Brut – i macie zapewniony trip down the memory lane.

Miejscem piekielnej potańcówy tym razem, 9 listopada, była dla mnie Mała Scena gliwickiego PreZero, zapewniająca zarówno dobrą akustykę, jak i sporo miejsca – sala może pomieścić ponad 1000 osób.
O ile Carpenter Brut i Perturbator stanowią idealne połączenie, to Ho99o9 w roli supportu odstawał od tego repertuaru. Było to raczej trudne do sklasyfikowania (i do słuchania) połączenie sampli, rapu i wykrzykiwanych z zapałem wokali, co niestety nijak miało się do retrowave/synthwave granego przez headlinerów. Występ amerykańskiej grupy najtrafniej można określić jako chaotyczny, gdyż dwóch wokalistów nie oszczędzało sobie biegania i skakania po scenie, chwilami decydując się na coś w rodzaju szaleńczego tańca przy dźwiękach hip-hopu. Jeden z gardłowych zszedł nawet ze sceny i wskoczywszy między ludzi zadbał o to, by pogo pod sceną jeszcze bardziej się rozkręciło.
Ta pozornie niewyczerpalna energia muzyków była w zasadzie jedyną rzeczą, którą mogłabym zaliczyć do plusów występu. Po niecałych 40 minutach i licznych podziękowaniach dla publiki oraz zespołów Ho99o9 zwolnili miejsce dla Carpenter Brut.

Gliwicki koncert oraz zorganizowany dzień wcześniej gig w Warszawie były częścią trasy promującej nowy album Carpenter Brut o tytule Leather Terror, nie dziwił więc fakt, ze trzy pierwsze utwory z tej płyty rozpoczęły show. Opening Title po mistrzowsku zbudowało atmosferę przed mocniejszym Straight Outta Hell oraz zapewniającym konkretne dźwiękowe uderzenie The Widow Maker. To właśnie wtedy można było naprawdę odpłynąć przy potężnym nagłośnieniu basów wspieranych perkusją oraz nośnymi riffami, przy których ciało samo rwało się do tańca.
Towarzystwo pod barierkami bawiło się znakomicie, wkrótce wszyscy zostali też dodatkowo rozbujani hitem Roller Mobster. Gliwicka miejscówka niezwykle szybko zamieniła się w parkiet pełen podskakujących i pochłoniętych tańcem koncertowiczów entuzjastycznie reagujących na każdy utwór.

Jak to bywa z wieloma artystami, ogromny entuzjazm towarzyszył przede wszystkim Carpenterowym klasykom, przyjętym jeszcze lepiej, niż kawałki z najnowszego albumu. Turbo Killer został przywitany nie tylko przetaczającym się przez widownię rykiem zachwytu, ale też… chóralnym „napierdalać”, które wzbudziło z jednej strony totalne zaskoczenie, a z drugiej pewien rodzaj zachwytu i zadziwienia u francuskich artystów. Występujący nie zamierzali jednak jeszcze kończyć i dopiero po pewnym czasie Franck Hueso unosząc palec w górę pokazał, że został im już ostatni utwór. Jak na każdym koncercie był to dobrze znany cover Maniac, którego refren wykrzyczała przeważająca część publiczności. Fantastyczne zakończenie koncertu Carpenter Brut stało się jeszcze lepsze dzięki zaangażowanej, ogarniętej zachwytem widowni, której ciężko było się rozstać ze schodzącymi ze sceny muzykami.

Setlista Carpenter Brut:
Opening Title
Straight Outta Hell
The Widow Maker
Roller Mobster
Beware the Beast
Day Stalker
Night Prowler
Disco Zombi Italia
Imaginary Fire
Color Me Blood
Monday Hunt
Hairspray Hurricane
Leather Terror
Turbo Killer
5 118 574
Le Perv
Maniac

Godzina, jaką przeznaczono na występ Carpenter Brut, minęła w błyskawicznym tempie i nic dziwnego, że wielu odczuwało niedosyt. Tłum wciąż aż buzował od energii i nawet między koncertami był wyraźnie ożywiony. Rozmowy nie cichły, o 21:37 rozległa się nawet gromko odśpiewana Barka (mniej lub bardziej fałszującymi głosami).

Entuzjazm towarzyszący nadchodzącemu show Perturbatora dosłownie elektryzował powietrze. Na całe szczęście nie trzeba było zbyt długo czekać, aż techniczni przygotują scenę, na której pojawiła się zwieńczona świecącym pentagramem konstrukcja. Kiczowate? Dla niektórych może tak. Imponujące? Z całą pewnością tak. Z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że w czwartkowy wieczór w PreZero Arenie sprawdziło się to znakomicie i uświetniło koncert. Warto też wspomnieć, że oprawa świetlna całego wydarzenia zasługuje na same słowa uznania – zarówno Carpenter Brut, jak i Perturbator (jak miało się wkrótce okazać) wystąpili we wprawiającym w zachwyt blasku strategicznie rozmieszczonych lamp.

Łezka się w oku kręci, gdy przypominam sobie swój pierwszy koncert Perturbatora w 2017 roku. Choć muzyka sama w sobie była nieziemska, to ciężko było nie odczuwać dystansu między umieszczoną za barierkami widownią i okutanym w zbyt dużą bluzę Jamesem Kentem, do połowy schowanym za zabudowanymi syntezatorami. Obrazek sprzed sześciu lat stanowi prawdziwy kontrast z charyzmatycznym, wytatuowanym mistrzem ceremonii potrząsającym długimi włosami i sięgającym od czasu do czasu po gitarę. Ponadto od 2018 Perturbator występuje z perkusistą Dylanem Hyardem, co zapewnia jego muzyce na żywo porażającą moc, niemającą sobie równych.
Bardzo mocnym wstępem było Excess pochodzące z najnowszego, promowanego na trasie albumu Lustful Sacraments. Okazało się istnym koncertowym niszczycielem, który urzekł widownię i dzięki zmianom tempa oraz zapadającym w pamięć breakdownom stanowił idealny koncertowy otwieracz.

Jeśli ktoś chciał jednak posłuchać starszych dokonań Perturbatora, to już wkrótce Małą Arenę rozruszało hipnotyzujące Neo Tokyo oraz istny fan favourite Future Club. Wydłużone intro tego drugiego po mistrzowsku zbudowało napięcie, rozgrzewając tłum do czerwoności i zapewniając rozrywkę nie z tej ziemi. Potężne basy i elektryzujący beat, akcentowane uderzeniami perkusji, podbiły widownię na dobre i nie wydaje mi się, żeby pozostał ktokolwiek nieprzekonany do hitu Perturbatora w tak fantastycznym wydaniu. To właśnie mistrzowsko budowane napięcie i pewne niuanse w granych na żywo utworach sprawiały, że warto było się wybrać na ten koncert. Może to potwierdzić chyba każdy, kto usłyszał tego wieczoru Humans Are Such Easy Prey i finałowe mocne uderzenie, które dosłownie wgniatało w ziemię.
Rzecz miała się podobnie z moim absolutnym faworytem z najnowszego albumu, czyli Messalina, Messalina, który sam zespół lubi grać na żywo. Piekielnie efektowny, wprost miażdżący breakdown, jaki Perturbator zafundował słuchaczom pod koniec trwającej ponad siedem minut kompozycji, należy zaliczyć do najmocniejszych punktów wieczoru. Ciężko było uwierzyć, że koncert powoli dobiega końca, gdy mroczne, chłodne brzmieniowo Tactical Precision Disarray oraz Tainted Empire dokonywały dzieła zniszczenia.

Tak udanego czwartkowego wieczoru nie przeżyłam od dawna. Frekwencja dopisała, z kolei oba zespoły występujące w roli headlinerów stanęły na wysokości zadania i zafundowały zebranym pamiętny koncert. Publiczność nie pozostała im dłużna i doskonale się bawiła, skandując nazwy zespołów oraz zamieniając Małą Arenę w iście diabelski taneczny parkiet. Za wspaniały wieczór oraz ponowne sprowadzenie Perturbatora do Polski dziękuję Winiary Bookings.

Setlista Perturbator:
Excess
She Is Young, She Is Beautiful, She Is Next
Neo Tokyo
Future Club
Death of the Soul
She Moves Like a Knife
Diabolus Ex Machina (outro Weapons for Children)
Humans Are Such Easy Prey
Messalina, Messalina
Venger
Tactical Precision Disarray
Tainted Empire

Zdjęcia: Norbert Dorobisz

Annika
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , .