36 Crazyfists to niegdyś wychowanek kultowej wytwórni Roadrunner Records. W złotych latach milenijnych zespół trafił do kuźni „nowego metalu” wraz z takimi zespołami, jak Slipknot, Cradle of Filth, Killswitch Engage, Trivium, Machine Head czy Opeth. Nie obyło się bez komercyjnego sukcesu, szczególnie z uwielbianą przeze mnie płytą A Snow Capped Romance (2004), jednak zawsze miałam wrażenie, że skład 36 jest młodszym braciszkiem swoich kolegów po fachu. W szerszej perspektywie powtórny sukces nu-metalu pod płaszczem metalu alternatywnego, tudzież metalcore’u, już nigdy się nie powtórzył, toteż wraz z przejęciem RR przez Warner Music i rozpadem „rodziny” tworzonej na przestrzeni lat przez topowe metalowe zespoły przestałam śledzić karierę muzyków z Alaski. Może nie musiałam się tak obrażać, kolejne płyty 36 Crazyfists okazały się strawne, nie brak na nich chwytliwych melodii i dynamiki, pojawiają się małe przebłyski modnego (choć już upadającego) połamanego djentu, a wokal Brocka Lindowa zachował specyficzną, wyróżniającą się na tle setek innych barwę. W takim oto anturażu wspomnień i przemyśleń nie mogło mnie zabraknąć na jedynym koncercie formacji w Polsce, który odbył się 9 lutego br. w niezawodnym Klubie Hydrozagadka, dzięki równie niezawodnej ekipie Knock Out Productions.
Kolejno na scenie stawiła się kapela All Hail The Yeti (nazwa cudowna) wprost ze słonecznego Los Angeles. I dość słonecznie metalcore’owo zagrali. Panowie nie owijali w bawełnę, koncert okazał się energetyczny i przemyślany. Podobały mi się tzw. back vocals, sposób, w jaki przechodzili z jednego utworu do drugiego oraz zarażająca dawka radości grania i kontaktu z publiką.
Na finał przyszedł czas na headlinera! Pierwsze spotkanie z 36 przeżyłam….16 lat temu, kiedy zawitali do Proximy, supportując Killswitch Engage (jeszcze z Howardem Jonesem). Tak, tak, Polska nigdy nie była po drodze Amerykanom, wszystkie ich (koniec końców nieliczne) europejskie trasy koncertowe nie zahaczały o nasz piękny kraj. I proszę! Oto przybyli! I kilogramów też im przybyło – w kontekście głównie lidera formacji.
To by było na tyle, jeśli chodzi o krótki przekaz emocjonalny kolejnego, udanego wieczoru w „hydro”. 36 Crazyfists mają w mojej głowie specjalną sentymentalną półeczkę, do której od czasu do czasu z przyjemnością sięgam. Nie zawiodłam się, świetnie się bawiłam i celebrowałam cały koncert Amerykanów z zainteresowaniem i radością. Czas minął wyjątkowo szybko, jak wszystkie dobre chwile, których doświadczamy.
Na koniec wyobraźcie sobie Państwo bajerancki, amerykański super-bus koncertowy w kolorze żółtym, ze wszystkimi udogodnieniami i chyba-sejfem na odciski palców i siatkówkę oka w drzwiach, który stał dumnie na tle praskich budynków w bramie Chmur, Hydrozagadki i Składu Butelek. Cóż za piękny, bareiczny widok. Może ma ktoś zdjęcie?
Do następnego!
Autorem zdjęć jest Paweł Brześciński
- Podsumowanie roku 2025 wg redakcji KVLT - 6 stycznia 2026
- Bryan Adams – Kraków (31.07.2025) - 25 sierpnia 2025
- Mystic Festival 2025 – Gdańsk (4-7.06.2025) - 23 czerwca 2025

