Koncert. Występ artysty bądź grupy muzyków przed publicznością. Niby nic fantastycznego, ot, skondensowanie dźwięków, jeden koncert zapamiętamy, inny przegapimy. Nic nowego. Należy jednak pamiętać o jednym: są takie koncerty, takie występy, które zostaną z Tobą, drogi czytelniku, na długie lata, które przeżyjesz całym sobą po wszystkie zakończenia nerwowe. Tym kwiecistym wstępem zapraszam do relacji z niezwykłych muzycznych widowisk, jakie zaserwowali Amenra, Boris i ARRM, w sobotę 24 lutego br. w warszawskim klubie Progresja. O klimat, jakość i przede wszystkim organizację zadbała niezmordowana ekipa Knock Out Productions, i jak zwykle spisali się wyśmienicie.
Już na początku zaskoczyła mnie gęsta frekwencja w klubie. Rok temu na akustycznym secie Amenra, Progresję zaszczyciła skromna garstka fanów w porównaniu do tłumu ubiegłego wieczoru. Sporo młodzieży, jednak w zdecydowanej większości pojawili się nieprzypadkowi wielbiciele ciężkiej, mrocznej atmosfery. Oświetlenie koncertowe było dość oszczędne, żadnych laserowych fajerwerków, brzmienie selektywne, zauważalnych odstępstw od akceptowalnej normy brak. Potencjalne elementy tzw. show i tak na nic by się zdały – tego wieczoru liczyła się tylko muzyka, sposób jej ekspresji i ogromne dawki emocji, które stopniowo stawały się coraz cięższe do utrzymania w przyzwoitym stopniu.
A zaczęło się niewinnie. Wieczór rozpoczął koncert sosnowieckiego ARRM, kolejnego projektu muzycznego nonkonformisty Artura Rumińskiego. Spokojnie, zimno, minimalistycznie, bez zbędnych słów czy ruchów. Nie spędziłam z nimi wiele czasu (zresztą nieco ponad 30 minut to naprawdę bardzo krótko na ARRM-owy przekaz), podobny set widziałam już parę razy, toteż skupienie przeniosłam na inne czynności. Czwórka muzyków z pewnością jednak zapewniła godny wstęp do tego, co za chwilę miało się rozpętać.
Setlista:
Boden
Plus Pres de Toi
Razoreater
Nowena
Aorte
Terziele
Am Kreuz
Diaken
Po koncercie jakiś czas nie mogłam dojść do siebie, jednocześnie zastanawiając się, co takiego ma ten zespół, czego nie potrafią zrobić inne. Amenra nie są wizjonerami, jak często określa się na przykład podobny w przekazie Neurosis. Motyw przewodni na płytach Belgów nie jest również rewolucyjny – znów mówią o tęsknocie, pogubieniu w rzeczywistości, poczuciu wyobcowania. Eeckhout zresztą w którymś z wywiadów ponownie podkreślił, że jego artystyczną niwą wciąż jest (i będzie) wyłącznie jedno – cierpienie. Może przelewając na publikę wszystko to, o czym nikt nie chce głośno (a na pewno nie tak często) rozmawiać, jest obustronnym oczyszczeniem? Może. Na pewno koncerty Amenra to piękne, bijące autentycznością, warte doświadczenia przeżycie.
Do następnego!
- Podsumowanie roku 2025 wg redakcji KVLT - 6 stycznia 2026
- Bryan Adams – Kraków (31.07.2025) - 25 sierpnia 2025
- Mystic Festival 2025 – Gdańsk (4-7.06.2025) - 23 czerwca 2025

