Ogłoszenie przez HappyDying Productions i Black Silesia Productions trzeciej edycji imprezy Church of Doom było jak dotychczas jednym z milszych punktów tego roku. Poprzednią edycję tego minifestiwalu wspominam bardzo ciepło, dlatego też decyzja o stawiennictwie 22 kwietnia we wrocławskim klubie Liverpool została przeze mnie podjęta natychmiastowo. Pomógł w tym też ponadprzeciętny lineup złożony z przedstawicieli polskiej sceny stoner/doom/sludge: Ethbaal, MAG, Las Trumien, Tankograd i Hydra, wspierani przez doświadczonych Włochów z Abysmal Grief, którzy w tym roku świętują 25-lecie istnienia.
Wieczór otworzył lokalny Ethbaal, o którym przed piątkowym wieczorem nie wiedziałem w zasadzie nic. Był to błąd – Wrocławianie rozpoczęli trzeci Church of Doom w najlepszym możliwym stylu. Ich występ miał wszystko czego można oczekiwać – zróżnicowane tempa, różnorodny wokal i od cholery wciągających melodii. Kilka utworów zaprezentowanych przez zespół zawiesiło wysoko poprzeczkę następnym grupom, a samą formacją polecam się zainteresować, bo potencjał jest w niej całkiem spory.
Na szczęście reszta obsady również nie została wzięta z łapanki (chyba że nazwać tak zagarnianie zespołów, których wydawcą jest Piranha Music). W nieco magiczny klimat zgromadzoną w klubie publikę wprowadził toruński MAG. Ubrani w baśniowe, czarodziejskie kapelusze muzycy w krótkim występie zaprezentowali słuchaczom między innymi Kambion i Pragnienie, wprowadzając słuchaczy w ciągu tej przypadającego im czasu scenicznego w trans. Trochę krótko, lecz na tyle długo, aby udanie zainteresować biorących udział w imprezie ludzi.
Jako trzecia na scenie zameldowała się formacja dowodzona przez współorganizującego koncert Wojtka Kałużę – Las Trumien. Był to pierwszy tego wieczoru skład, który uważam za wybitnie koncertowy. Ich studyjne wydawnictwa mnie nie porywają, a jednak ten sam materiał na koncertach brzmi zdecydowanie lepiej i mocniej. Zespół na żywo brzmi znacznie ciężej i wypada lepiej również pod kątem wokalnym, a utwory, które na płytach uznałbym za najwyżej poprawne (chociażby Arszenikowa Dama z EPki Więcej Śmierci), w klubie Liverpool zyskały nowe życie. Najmocniejszym ciosem był jednak zagrany na sam koniec Synod Trupi – ośmiominutowy walec doprowadził mnie niemalże do ekstazy. Mogę z czystym sumieniem polecić sprawdzenie tej formacji na żywo – okazji do tego jest ostatnio całkiem sporo i kto wie, być może sam niebawem skuszę się jeszcze raz.
Druga połowa imprezy rozpoczęła się w mojej opinii najlepszym występem piątkowego wieczoru. Miejsce na scenie zajęli muzycy Tankograd, a uwagę zwracały zółto-niebieskie opaski zwisające z ich gitar. Z uwagi na obecną sytuację za naszą wschodnią granicą antywojenne przesłanie utworów stołecznej formacji wybrzmiało z dodatkową mocą. Zespół skupił się na ogrywaniu materiału z ubiegłorocznego albumu Klęska, z którego usłyszeć można było między innymi Niech Liczą Trupy, Za Ofiarną Służbę, Nostalgię oraz zagraną na sam koniec Polskę. Bardzo dobry materiał źródłowy na deskach Liverpoolu również wypadł znakomicie i aż było szkoda, że muszą już zejść ze sceny.
Wysoki poziom wieczoru został podtrzymany przez pochodzącą z Pleszewa Hydrę, która szybko staje się coraz poważniejszym graczem na polskiej stonerowej scenie. To też kolejni podopieczni Piranha Music, którzy według mnie na żywo prezentują się o niebo lepiej niż studyjnie. Kwartet już od pierwszych dźwięków Prophetic Dreams z wydanego w tym roku albumu Beyond Life and Death zarażał entuzjazmem i radością z gry. Zespół nie skupił się wyłącznie na tegorocznym wydawnictwie i oprócz innych petard z niego (między innymi Path of the Dark czy With the Devil Hand in Hand) zaprezentował również materiał z debiutanckiego albumu (No One Loves Like Satan). Był to bez wątpienia najbardziej rock and rollowy występ festiwalu i przyznać muszę, że w warunkach klubowych nie przeszkadzał mi nawet dosyć jednostajny wokal frontmana formacji, który nieco drażni mnie na jej płytach. Bawiłem się świetnie, podobnie zresztą jak reszta publiki oraz czterej faceci na scenie. Przed nimi wielka przyszłość i zdecydowanie radzę wszystkim fanom stoner rocka mieć ten skład na uwadze.
Występu headline’ującego wieczór Abysmal Grief nieco się obawiałem. Znana przeze mnie część materiału Włochów, choć pełna dobrych doomowych riffów, skutecznie odstraszała mnie klawiszowymi wstawkami, w moim odczuciu dość kiczowatymi. Formacja ta jest jednak podręcznikowym przykładem tego, jak otoczka potrafi wpłynąć na odbiór muzyki na żywo. Mroczne, ciemnoczerwone oświetlenie, kościelne ornamenty (ambona i tak dalej), świeczniki z zapalonymi świecami – to wszystko nadało występowi Abysmal Grief aury tajemniczości i mistycyzmu, a nieco schowane za gitarami i wokalem klawisze pozwoliły wspomnianym riffom wybrzmieć z pełnią mocy. To wszystko ostatecznie było zadowalające i choć z pewnością nadal będę omijał całą ich dyskografię oprócz Funeral Cult of Personality, tak zdecydowanie polecam sprawdzenie tego składu na żywo.
Trzecia edycja Church of Doom przeszła do historii, ale na szczęście jej organizatorzy już zapowiadają powrót w przyszłym roku. Cóż – dla mnie udział w kolejnej odsłonie tej imprezy jest wręcz obowiązkowy i myślę że fani królujących tu gatunków gitarowego grania również nie mogą jej odpuścić. Kościół Zagłady nie zawodzi i wprost nie mogę się doczekać, co HappyDying Productions i Black Silesia Productions wykombinują następnym razem.
- Morpholith, Moonstone, Triangle Choice – Katowice (08.04.2026) - 17 kwietnia 2026
- HellFuck – „9 Nails Hammered Into the Flesh of God” (2026) - 9 kwietnia 2026
- Pothamus – „Abur” (2025) - 31 marca 2026

