Koncert Furia Gra Kino w Gdańsku (22.05.2026) to wyjątkowe wydarzenie łączące black metal z projekcją archiwalnych filmów
Sprawdzamy, jak wyglądało widowisko w Teatrze Szekspirowskim i czy spełniło oczekiwania fanów.
Po niedawnej wizycie na Śląsku i spotkaniu z Metalliką, pod koniec ubiegłego tygodnia wybrałem się do Gdańska na spotkanie.. ze Śląskiem. To właśnie w stolicy Pomorza, w miejscowym Teatrze Szekspirowskim miałem okazję wziąć udział w jednej z odsłon mini-trasy, organizowanej pod szyldem Furia Gra KINO, będącej odpryskiem wydarzenia zrealizowanego w zeszłym roku z okazji 25-lecia Filmoteki Śląskiej.
Pominę w tym miejscu opis tego, jak wyjątkowym zespołem jest Furia, jak niepowtarzalną i własną gra muzykę oraz jak oryginalną koncepcję od lat, nieustannie na siebie wymyśla. Na ten temat powiedziano i napisano już niemal wszystko, przejdę więc od razu do sedna, skupiając się na wrażeniach, których dostarczyło mi gdańskie widowisko.
Czym jest projekt Furia Gra Kino?
Po eksploracji teatru i zaaranżowaniu mezaliansu muzyki metalowej ze sztuką dramatu, grupa postanowiła uzupełnić swoje artystyczne portfolio o kino. Zapożyczyła w tym celu z archiwów Filmoteki Śląskiej wiekowe produkcje dokumentalne, wzbogaciła je autorskimi animacjami i podjęła się zaprezentowania ich miksu przy akompaniamencie muzyki pochodzącej z dwóch ostatnich płyt studyjnych – Księżyc Milczy Luty i Huty Luna (umyślnie nie wliczam w ich poczet w Śnialni).
Katowicki kwartet zawsze była zespołem emanującym śląskością, jednak do tej pory dziedzictwo społeczne, kulturowe, historyczne i przemysłowe tego regionu nie było w jego sztuce tak bezpośrednio wyeksponowane. Bo, czy ktokolwiek przed seansem spodziewał się, że film dokumentalny, relacjonujący budowę katowickiego Spodka, może być w swoim wydźwięku tak black metalowy?
Karkołomna na pozór idea zestawienia muzyki metalowej z filmami dokumentującymi życie Śląska sprzed kilku dekad, bardzo szybko przerodziła się w zjawiskowo zazębiający się spektakl. Kluczem do udanej percepcji widowiska było poddanie się czemuś w rodzaju podświadomej synchronizacji, pozwalającej doszukać się zgodności kształtów, symboli i znaczeń w niezależnych od siebie (lecz współwystępujących) elementach. Dokładnie takiemu muzyczno-wizualnemu testowi Rorschacha poddał zgromadzonych w gdańskim teatrze, pochodzący z Katowic „zespół pleśni i końca”.

Wrażenia po widowisku w Gdańsku
Pręty zbrojeniowe, beton, smar, ogień hutniczego pieca, kopalnie, hałdy i nasypy kolejowe. I w samym środku człowiek – z jednej strony jakby siłą uwięziony w tym przemysłowo zdegradowanym i wrogim świecie – z drugiej żyjący z nim w przedziwnej, ścisłej i niepowtarzalnej symbiozie.
Poprzez wzbogacenie wyświetlanych filmów o fantazyjne animacje, udało się twórcom wywołać też efekt surrealizmu i błądzenia na granicy jawy i snu – niczym w lynchowskiej Głowie do wycierania, podczas której widz nie ma pewności, czy wydarzenia ekranowe są tylko wytworem zmęczonej wyobraźni bohatera, przemierzającego przemysłowo-fabryczne labirynty, czy też elementem obiektywnego świata.

Organizacja i przebieg koncertu
Zachwalając treść nie mogę przejść jednak obojętnie obok formy – i tutaj niestety muszę wspomnieć o kilku zawadzających elementach. Myślę tu przede wszystkim o niefortunnie zaprojektowanych balkonach Teatru Szekspirowskiego, których drewniane filary w zasadzie uniemożliwiały znalezienie miejsca, pozwalającego na bezproblemowe oglądanie gdańskiego koncertu. Uczestnicy pomorskiej odsłony tour mogli też jedynie pozazdrościć tym, którzy zdecydowali się na udział w wydarzeniu w krakowskim Studiu, nagłośnionym z wykorzystaniem innowacyjnego, „immersyjnego” systemu dźwiękowego. Szkoda, że nie udało się zapewnić podobnych warunków w większej liczbie miast na trasie.

Jeśli zaś chodzi o przebieg samego koncertu, to zmieniłbym w nim na pewno wyważenie akcentów między utworami, a (miejscami zbyt długimi) fragmentami czytanymi w przerwach przez lektora. Skrócenie tych drugich pozwoliłoby moim zdaniem zwiększyć ich impakt, podkręcając przy okazji dynamikę spektaklu.

Czy warto było wziąć udział?
Wszystkie te spostrzeżenia są jednak didaskaliami, które w żadnym stopniu nie umniejszają temu, że wraz z projektem Furia gra KINO, katowicki zespół przekroczył kolejny próg, dzielący formy jego artystycznego wyrazu. Dopisując do swojego magicznego, muzycznego świata aspekt kinowy, a do wykutego przez siebie określenia „nekrofolk” przymiotnik „industrialny”.
Setlista Furia gra Kino – Gdańsk 2026
- Za ćmą, w dym
- Swawola, niewola
- Na koń!
- Grzej
- Spanie polskie
- Idź!
- Wyjcie psy
- Maska masce
- Ciało
- Zamawianie wirujących Sarmatów (czwarte)
- Gore!
- Zwykłe czary wieją
P.s – słowa uznania należą się całej ekipie, zaangażowanej w prace nad projektem – napisy końcowe wyeksponowały, jak wiele liczy ona osób i jaki ogrom wysiłku kosztowało ją przygotowanie tak kompleksowego przedsięwzięcia.
Autorką zdjęć jest Wiktoria Wójcik, a do pełnej galerii z koncertu w Krakowie zapraszamy poniżej.
Tagi: Filmoteka Śląska, furia, FURIA Gra Kino, Furia setlista 2026, gdańsk, Gdański Teatr Szekspirowski, huta luna, iron realm productions, katowice, Kraków Studio, Księżyc milczy luty, relacja z koncertu, śląsk, spodek.







