Zdechły Anioł – Kurwomancer (2025)

Nie mam pojęcia, jakim cudem znalazła się u mnie ta EPka, ale skoro przeleżała już swoje (jak przystało na trupa) w mojej recenzenckiej szafie, wypadało w końcu zapoznać się z jej treścią.

Gustowna okładka, nie mniej gustowny tytuł, zdjęcia promocyjne wskazujące na zamiłowanie do old schoolu, wciśnięty z zaciekawieniem przycisk play i… jeb!

Wrota krypty uchylone w intro wypuszczają na powierzchnię prosty (choć bynajmniej nie prostacki), zagrany z gracją rozpędzonego tarana death/black metal, kierujący swój rozgorączkowany wzrok ku staroszkolnemu metalowi śmierci z wyraźnie południowoamerykańskim rodowodem.

Zdechłemu Aniołowi udało się bardzo sprawnie uchwycić i odwzorować na debiutanckiej EPce charakterystyczną dla latynoskiej sceny atawistyczną wręcz agresję i niedbającą o przystępność formy popędliwość. Uroku całości dodają polskie teksty (cytat z Wilczycy bdb+) oraz wyraźny potencjał koncertowy wydawnictwa (czuć w kościach, że uczestnictwo w występie grupy mogłoby kosztować mocne ich nadwyrężenie).

Bardzo przyjemny – o ile można użyć tego słowa w tym kontekście – dźwiękowy masaż twarzy.

Synu
(Visited 1 times, 2 visits today)
Tagi: , , , , , , .

Dodaj komentarz