Ghost, All Them Witches, Tribulation – Katowice (30.11.2019)

  •  
  •  
  •  
  •  

Pierwszy śnieg roku 2019 będzie mi się kojarzył z moim pierwszym koncertem Ghost w Katowicach, który dane mi było zobaczyć ostatniego dnia listopada w ramach drugiej części trasy zespołu, promującej album Prequelle. Koncert zorganizowała agencja Live Nation w katowickim Spodku. Nasłuchałam się dziesiątek opowieści o widowiskach Szwedów, charyzmie Cardinala Copii i jego Ghoulów, porywającej atmosferze show i przepychu scenografii godnej dobrego przedstawienia teatralnego. I co? I wszystko prawda! Nie będę się zbytnio rozwodzić – to był jeden z najlepszych koncertów w tym roku, jaki widziałam, a co ciekawe nie jestem żadnym szalikowcem grupy, ledwo skromnym słuchaczem. To się jednak zmieni. Smaku całej imprezie dodały również supporty w postaci All Them Witches i Tribulation. O ile pierwszy występ uznaję za rewelacyjny, tak drugi był dla mnie dyskusyjny, jak to z gustami bywa. Zaczynamy. Zapraszam do relacji!

Najpierw Tribulation, na który trafiłam z opóźnieniem. Ominął mnie niestety otwierający Nightbound z najnowszego albumu grupy, jednak w momencie mojego dotarcia pod scenę publika już była w pełni aktywna, co było fajnym zwiastunem reszty wieczoru. Tribulation widziałam podczas tegorocznej edycji Summer Dying Loud, wcześniej wiosną w warszawskiej Proximie, i za każdym razem ten band robi spore wrażenie, nie tylko muzycznie, ale również scenicznie. Niezmiennie uwagę przyciągały stroje muzyków na modłę zjaw czy mar i ich zachowanie podczas koncertu, szczególnie w wykonaniu gitarzysty Jonathana Hulténa, który z właściwą sobie gracją kręcił te swoje piruety i kłania się przybyłym. Repertuarowo wybrzmiała sztandarowa Melancholia, świetny The Lament i chwytliwy Strange Gateways Beckon. Udało się bez zarzutu, bardzo dobry koncert!

Druga część supportu należała do Amerykanów z All Them Witches. Wielu moich towarzyszy bardzo liczyło na ten występ i Panowie zdaje się nie zawiedli ich oczekiwań, niestety nie moje. Stonerowo/blues rockowy repertuar grupy nijak nie pasował mi do atmosfery wieczoru, który z daleka pachniał teatralnością i kolorami, zaś zupełnie nie oszczędnym w przekazie bluesem. Długie utwory, długie solówki, długie outra… Wszystko oczywiście odegrane jak najbardziej poprawnie, jednak nie weszłam w klimat zespołu, przeciwnie – wyszłam. Szkoda, nie tym razem, nie tego wieczoru.

No i headliner. Punkt 21.00 rozpoczęło się przedstawienie w wykonaniu Ghost. Hit gonił hit. Nie przesadzam. Tylu bangerów nie przewidziałam, a było ich w przekrojowej 20-stce(!) utworów co najmniej połowa. I tak, od skocznego Rats, przez starszy Mary on Cross pierwotnie wykonywany przez Papę Nihila, hitowe Cirice, Year Zero (Hail Satan!) i absolutne wrzenie na końcówce z Kiss the Go-Goat, Dance Macabre i Square Hammer, tańce i hulańce nie ustawały. Kolorów całości dodawały Ghoule (mężczyźni i dwie kobiety za konsoletami) i ich “bitwy na riffy” (ależ to było smaczne i dopracowane!), szczególnie podczas Devil Church, włączając publikę do zabawy, plus konferansjerka Tobiasa Forge’a, który nie żałował sobie słów w kierunku publiki, i różnego rodzaju smaczki, jak rewelacyjne saksofonowe solo Papy Nihila w numerze Miasma, czy wystudiowane ruchy Tobiasa (biegał po całej scenie, klękał, wymachiwał rękami, mikrofonem, świetna forma!). Wrażenie potęgowało niesłabnące tempo koncertu. Wytchnienia praktycznie nie było, co i rusz na pięknie przygotowanej scenie coś się działo, to wybuchało konfetti, to zmieniały się światła, a wszystko w akompaniamencie doskonale odegranego show od początku do końca. 

Setlista:

Ashes (intro)
Rats
Absolution
Faith
Mary on a Cross
Devil Church (followed by a guitar battle)
Cirice
Miasma (Papa Sax Solo)
Ghuleh/Zombie Queen
Helvetesfönster
Spirit
From the Pinnacle to the Pit
Ritual
Satan Prayer
Year Zero
Spöksonat
He Is
Mummy Dust
Kiss the Go-Goat
Dance Macabre
Square Hammer

I na tym należałoby zakończyć relacjonowanie. Nie łatwo zamknąć w słowach tak dobrą zabawę z koncertu Ghost, który swoją drogą już siódmy raz odwiedził Polskę. Dopiero teraz mogę żałować, że zwlekałam z decyzją o doświadczeniu koncertu Szwedów. Katowicki Spodek tego wieczoru nie pękł z wyprzedania, jednak tłum był pokaźny, zaś kolejka do wejść okazała się zaskoczeniem. Takich zakrętasów moje oczy dawno nie widziały. Dodatkowo problem z tłokiem pojawił się w szatniach już około godziny 18.00, toteż sporo fanów narzekało na organizację i przez to spóźnienie na pierwszy koncert. Cóż, trzeba brać pod uwagę różne opcje, jeśli wiadomo, że mamy do czynienia z koncertem dużego formatu i zjechaniem dziatwy z różnych okolic kraju. Piękny to był wieczór, nie zapomnę go nigdy.

Do następnego!

Autorem zdjęć jest Aleksander Honc – Photocoder.pl

Joanna Pietrzak
Latest posts by Joanna Pietrzak (see all)

Tagi: , , , , , , , .