Mord’A’Stigmata, Medico Peste (01-04.10.2020)

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Obejrzeliśmy dwa koncerty z trasy Heralds of Nothingness. Łukasz odwiedził warszawską „Hydrozagadkę”, a Huwer „Akademię” zlokalizowaną we Wrocławiu.

Łukasz: Czekałem na ten koncert z wypiekami na twarzy już od premiery Dreams of Quiet Places, przełknąłem gorzką pigułkę w postaci marcowego przełożenia trasy, czekałem wytrwale i w końcu się doczekałem – trasa Heralds of Nothingness w końcu się odbyła. W okrojonym składzie (wypadł Loathfinder) i w zmniejszonym wymiarze (tylko 4 koncerty), ale się odbyła. I chwała Left Hand Sounds za to.

Huwer: Spośród kilku propozycji post-lockdownowych tras koncertowych, Heralds of Nothingness było inicjatywą najbardziej przeze mnie wyczekiwaną. Do wrocławskiej Akademii przybyłem głównie celem odczucia wariactw i wariacji otwierającego wieczór Medico Peste na własnej skórze. Warto zaznaczyć, że „Medycy” występują aktualnie w spersonalizowanych maskach, co oceniam na plus względem koncertów sprzed kilku lat. Dotychczas zespół na scenie nosił się na każualowo, grając w bluzach i koszulkach koloru „jedynego słusznego”; dodanie do tego zestawienia masek zagwarantowało odpowiedni dysonans między artystami a odbiorcami, co w przypadku obcowania z ich muzyką jest wskazane i pożądane. Zresztą, pod względem prezencji scenicznej w zasadzie nie można wystosować jakichkolwiek stosownych zarzutów. Zakapturzony wokalista występujący w przewiązanym sznurem habicie w połączeniu z dwoma niemal statycznymi gitarzystami i żywiołowym basistą dopełniły odpowiedniego odbioru koncertu Medico Peste.

The Fall, Lazarus - Warszawa, 04.10.2020

Wizualizacje wyświetlane za stanowiskiem perkusisty w połączeniu z wyżej wymienionymi maskami zapewniły odpowiednią awangardowość i uczucie obcowania z bliżej niesprecyzowanym odrealnieniem. Koncert zahaczał wręcz momentami wizualnie o performans, co poniekąd uratowało częściowo odbiór pierwszych utworów z przygotowanej setlisty. Początkowo bowiem swoista studnia brzmieniowa klubu, spowodowana nietypowym umiejscowieniem sceny – blisko filarów podtrzymujących budynek – powodowała, że dźwięków dwóch pierwszych zagranych utworów łatwiej było się domyślić niżli je usłyszeć. Gdzieś w połowie Livid akustykom udało się zapewnić względną czytelność instrumentów, z wyjątkiem gitar – ale to już bardziej kwestia tego, co muzycy zespołu poustawiali sobie na wzmacniaczach. Dodam, że na koncertach tego projektu warto zwrócić uwagę na to, w jaki sposób The Fall gra na basie. Jego aranżacje są nieoczywiste, momentami wręcz punk rockowe – poprzez wykorzystanie akordów granych w wyższych rejestrach – a jednak niezwykle pasujące do kontekstu brzmieniowego zespołu. Momenty, w których bas został odpowiednio wyeksponowany, oceniam jako ważny element zarówno samego wieczoru, jak i przede wszystkim charakterystyki brzmienia Medico Peste. We Wrocławiu nie odnotowałem jakiejkolwiek negatywnej opinii o ich występie. Sam również niezmiernie zachęcam do zderzenia się z ich materią w sytuacji bezpośredniej.
W moim odczuciu występująca po nich Mord’A’Stigmata zmuszona była odebrać podkręconą piłkę, wychodząc na scenę po secie kolegów. I ostatecznie wypadła przy „Medykach” dość blado.

Lazarus - Medico Peste - 04.10.2020

Łukasz: Medico Peste? Trochę słuchałem, trochę czytałem, wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, że będzie to dobry występ. Taki też był – niezwykle klimatyczny i potrafiący bezproblemowo zawładnąć wyobraźnią. Black metal Krakowian wywarł na mnie piorunujące wrażenie, jeszcze lepsze niż studyjnie. To muzyka, przy której od pierwszych dźwięków Herzogian Darkness można było po prostu odpłynąć. Jeśli ktoś ich ominął, to gorąco zachęcam to nadrobienia zaległości. A jak nie – to karny jeżyk. Wspomnę jeszcze o nadspodziewanie dobrym nagłośnieniu, o Hydrozagadce słyszałem do niedzieli jedynie historie, muszę przyznać, że klub wypadł pod tym względem bardzo przyzwoicie i to zarówno na otwierającym wieczór zespole, jak i daniu głównym.

Setlista:
Herzogian Darkness
All Too Human
Livid
Hallucinating Warmth and Bliss
God Knows Why
Thanksgiving

 

Tym drugim był dla mnie bezdyskusyjnie występ Mord’A’Stigmata. Pomijając delikatne rozczarowanie, że w zapowiadanym jako „przekrojowy” set zespół tradycyjnie już pominął albumy Antimatter i Uberrealistic, było bezbłędnie. Setlista zahaczyła o prawie wszystkie moje ulubione utwory zespołu. Wykonaniu utworów również nie można niczego zarzucić – udało się zachować ten przygnębiający klimat całości, z którego zespół jest przecież znany, i który był dla mnie tym magnesem, a który po premierze Ansii zatrzymał mnie przy nich na dłużej. Najlepszymi moim zdaniem punktami programu były następujące po sobie Hope oraz The Tomb From Fear and Doubt oraz trochę zaskakujące zakończenie koncertu, pochodzącym Our Hearts Slow Down kawałkiem The Mantra of Anguish, który jest moim osobistym faworytem w katalogu zespołu z Bochni. Zaskoczenia nie było za to, jeśli chodzi o klasyka w postaci Inkaust (od którego jakby nie było moja przygoda z zespołem się zaczęła) oraz dosyć przewidywalnej reprezentacji promowanego na trasie albumu (Exiles, Void Within oraz Spirit Into Cristal, bardzo szkoda, że na otwarcie zabrakło Between Walls of Glass). Bardzo dobrze wypadał wokal Iona, jego koledzy z zespołu również dotrzymywali mu kroku. Szkoda jedynie, że na tak niewielkiej scenie, oraz że doświadczyć tego mogło tak niewiele osób, no ale lepszy rydz niż nic, prawda? Szczególnie jeśli ten rydz nazywa się Mord’A’Stigmata i jest w tak dobrej formie.

Ion, Static - Mord'A'Stigmata, 04.10.2020

Huwer: Pod tym względem z Łukaszem mamy zupełnie inne wrażenia. Podczas koncertu Mord’A’Stigmaty za perkusistą wyświetlano jedynie jej logo. To zresztą zespół, którego koncertowa koncepcja opiera się głównie na możliwie bezbłędnym odwzorowaniu nagranych utworów na żywo. Pod względem wykonawczym było zresztą bardzo dobrze. Obserwując całość zza konsolety, od początku do końca setu dźwięki wydobywające się z głośników były czytelne, zwarte i sprecyzowane. To o tyle ważne, że gitarzyści zbudowali charakterystykę zespołu, opierając swoje partie o akordy składające się z dysonansów, a bez wątpienia największą rolę odgrywa tutaj grający gęsto perkusista. Odrobinę problematyczne dla akustyków były natomiast sample i dźwięki syntezatorowe, zazwyczaj szybko ściszane przez nagłośnieniowców z powodu zbyt wysokiej głośności wyjściowej.

Golem XIV - Mord'A'Stigmata, 04.10.2020

Setlista:
Exiles
Hope
The Tomb from Fear and Doubt
Void Within
Inkaust
Spirit Into Cristal 
Mantra of Anguish

 

Muszę przyznać, że nigdy nie miałem po drodze z dokonaniami Mord’A’Stigmaty, jednakże stosunkowo niedawno przekonałem się do ich ostatnich dwóch albumów. Niestety, szeroka panorama i „przestrzeń” na dokonaniach płytowych, nie do końca sprawdziła się w niewielkim klubie. W moim odczuciu sygnowana, melancholijna monotonia tego zespołu stanowiła zbyt duży rozstrzał stylistyczny względem szybkich temp Medico Peste. Jestem przekonany, że fani Mord’A’Stigmaty byli zadowoleni, sam jednak opuściłem lokal z mieszanymi uczuciami. Być może skrócenie setlisty o kwadrans wpłynęłoby na mój odbiór tego występu. Do klubu wyruszyłem z założeniem ostatecznego przekonania się do twórczości opisywanej tutaj grupy, jednakże nic takiego się nie wydarzyło. Spróbuję kiedyś przemóc się jeszcze raz – tym razem w wersji festiwalowej i na świeżym powietrzu.


Zdjęcia autorstwa Aleksandra Honca. Po więcej zapraszamy do naszych galerii – Medico Peste, Mord’A’Stigmata.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .