Jadąc na Post Mortem, wiem, że nie muszę znać zespołów, które tam wystąpią, a i tak to będzie jedna z lepszych imprez w jakiej będę uczestniczyć. Tak było przy pierwszej edycji, tak też było przy drugiej 10. listopada w toruńskim klubie NRD.
Tym razem zależało mi, żeby nie spóźnić się na pierwszy zespół, dlatego denerwowałam się kiedy kochane PKP zaczęło się spóźniać. Na szczęście przybyłam przed czasem. Jednak wcale nie musiałam się spieszyć. Koncert zaczął się niestety z około godzinną obsuwą. Jak udało mi się dowiedzieć, nie z winy organizatora. W każdym razie zespoły bardzo sprawnie wymieniały się później na scenie, więc nie dało się aż tak odczuć tego opóźnienia.
Toruński Stuffiness (który wskoczył do line-upu za Backbone) już na dzień dobry nie owijał w bawełnę. Świetne połączenie death metalowego ciężaru z black metalową furią. Znalazło się także miejsce na grindcorowe motywy. Wielkie brawa dla wokalisty (i z perspektywy wokalistki to też stwierdzam) za tak płynne przejścia od głębokiego, niskiego growlu do skrzekliwego screamu. Na pochwałę również zasługuje perkusista, który udowodnił, że nie trzeba mieć ogromnego, wieloelementowego zestawu, żeby robić ciekawe przejścia i momentami trochę połamane rytmy. Bez wątpliwości gig zaczął się od konkretnego i porządnego grania.
Po krótkiej przerwie zagrał Maze – polsko-niemiecka grupa, w skład której wchodzi dwóch muzyków Entropii i niemiecki wokalista. Odniosłam wrażenie, że zagrali bardzo krótki set. Jak na zamysł eventu przystało, grali post black metal. Pominę fakt, że nie słyszałam w ogóle gitary, która została prawie całkowicie przysłonięta przez bas. To chyba największy minus. Zdecydowanie lepiej to wszystko brzmiało, gdy wchodzili w spokojniejsze typowo postowe motywy. Jednak jestem w stanie im to wybaczyć, bo wokalista miał koszulkę z Chelsea Wolfe…
Jednak to Tsima tego wieczoru w 100% skradła moje serce, duszę i umysł. Tak jak już jeden z redakcyjnych kolegów pisał, że w post-rocku praktycznie już wszystko zostało powiedziane, tak mimo to, można zagrać w taki sposób, że relacjonującej brak słów na opisanie tego. Napiszę jedno: cięższe Tides From Nebula. Z bardzo ciekawymi i hipnotyzującymi kompozycjami. Poza tym widok muzyków, którzy czują, to co grają w takiej muzyce jest bezcenny. Chciałam, żeby ten występ się nie kończył i trwał jeszcze dłużej. Ale na wejście szykował się już kolejny zespół…
Spoiwo. Zależało mi, żeby usłyszeć ich na żywo ze względu na recenzję płytki jaka mnie czeka. Zawsze to jakiś punkt odniesienia. Tak jak zazwyczaj są x2 wokaliści albo gitarzyści, tak tutaj x2 były instrumenty klawiszowe. To też głównie dlatego ich muzyka nabierała bardzo filmowego, soundtrackowego charakteru. Jeśli oglądaliście albo macie zamiar obejrzeć 28 dni później, to będziecie wiedzieli, co mam na myśli. Nie przeczę, że jest to bardzo klimatyczne, ładne i spokojne granie. Niestety mnie lekko uśpiło, więc nie wystałam na sali koncertowej do samego końca i udałam się po colę na rozbudzenie do baru.
I ostatni Spirit, z którym mam zawsze problem, żeby zobaczyć ich na żywo. Kiedy grali przed Gojirą znalazłam się praktycznie na sam koniec ich występu, tym razem zobaczyłam 10 minut początku. Pewnie gdyby nie późniejsze rozpoczęcie, udałoby mi się obejrzeć i posłuchać całość, jednak trzeba było zdążyć na PKS powrotny. Po tym krótkim fragmencie mogę tylko stwierdzić, że nagłośnienie było złe, bardzo złe. Natężenie basu ze stopy w perkusji powodowało, że cola w moim żołądku zaczynała headbangować… Niedobrze. Niemniej mógł to być ciekawy występ dzięki wizualizacjom wyświetlanym na scenie. I to, co jeszcze wywnioskowałam – na żywo ich muzyka brzmi zdecydowanie ciężej niż studyjnie, dlatego żałuję ogromnie, że nie mogłam zostać do samego końca.
Druga edycja Post Mortem przyciągnęła dość sporą publikę, porównywalną do majowego wydarzenia. Myślę, że gdyby nie obsuwa, byłoby wręcz idealnie, ale jak wiadomo wypadki losowe się zdarzają. Zaproszone zespoły utrzymują wysoki poziom grania i to jest główny plus. Poza tym, że można poznać bardzo dużo świetnej muzyki. Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na trzeci event z tej serii, bo już wiem, że moja obecność tam będzie obowiązkowa.
- Debiutancki singiel zespołu Inanes - 28 grudnia 2020
- King Apathy – „Wounds” (2019) - 17 października 2020
- My Dying Bride – „The Ghost of Orion” (2020) - 8 marca 2020
Tagi: 2015, maze, NRD, post mortem, post-black metal, post-metal, post-rock, spirit, Spoiwo, Stuffiness, toruń, tsima.






