Podczas letniego przesilenia, czyli przedostatniej soboty czerwca, w samym centrum Lublina odbyła się pierwsza edycja festiwalu Rock The Square. Scenę postawiono na sporym placu, znajdującym się przed szklanym gmachem ważnego obiektu kulturalnego, Centrum Spotkania Kultur. Mowa więc o wydarzeniu odbywającym się niemalże w pełni na świeżym powietrzu (niemalże, gdyż stoiska z merchem artystów zlokalizowano na korytarzu CSK, ponadto można było skorzystać ze znajdujących się w budynku toalet). Pogoda dopisała, słoneczko przypiekało, aczkolwiek było też gdzie się przed nim schronić, a wszystko to w towarzystwie kilku uznanych zespołów.
Festiwal rozpoczęły sety krajowych ekip Iron Head oraz Acute Mind, niestety na żadną z nich po prostu nie zdążyłem. Pod sceną znalazłem się dopiero podczas występu popularnego Wija. Miło mi potwierdzić, że Tuja Szmaragd wciąż śpiewa dokładnie tak, jak powinna (czyli czysto i mocno), ale także z powodzeniem growluje, co dobrze słychać na najnowszej, wydanej niejako znienacka EP-ce, zatytułowanej Bluzg. Ponadto nie wyłapałem niedogodności natury technicznej, ponieważ dwaj „akompaniujący” jej instrumentaliści (bez obaw, to tylko żarty) zagrali bez żadnych słyszalnych potknięć. Krótko mówiąc, było zacnie. Dorzucę, iż podczas setu Wija pod podestem dla artystów zebrało się już dobre kilkaset osób. I to jeszcze przed godziną 17:00!
Następnie nadszedł czas na Khirki i prawdę powiedziawszy, właśnie podczas koncertu tego projektu przeżyłem największe zaskoczenie tegorocznej edycji RTS. Greckie power trio para się muzyką, która spodobać może się np. fanom Mastodon, ale też hard rocka, tudzież stonera. Teksty natomiast skąpano w iście greckim folklorze i odniesieniach do tematów okołoantycznych. Dotychczas poszukując podobnych treści sięgałem raczej po Rotting Christ, ale najwyższa pora na zmianę, ponieważ Khirki w wydaniu na żywo zaskoczyli mnie nie tylko wysokiej klasy finezją. Gitarzysta Dimos Ioannou (pełniący również rolę frontmana) z lekkością przedzierał się przez kolejne, momentami skomplikowane riffy, częstował wszystkich popisowymi solówkami, a co najważniejsze, śpiewał i darł japę tak, jakby lubelski koncert miał być ostatnim w jego karierze. Basista Orestes Katsaros uzupełniał miks gęstym przesterem, nie przestając uśmiechać się do publiczności, zaś całości dopełniła gęsta gra na perkusji Orestesa Mavrosa. Czterdzieści minut minęło jak z bicza strzelił. Życzę chłopakom wielkiej kariery, bo niewątpliwie mają ku temu stosowne papiery. Czerstwy rym niezamierzony.
Później wystąpiło popularne nad Wisłą, stonerowe 1000mods, jednakże z każdym numerem moje rozczarowanie kondycją czterech panów wyłącznie postępowało. Brzmienie? Z powodu skrzypiących od przesteru gitar cięższe, niż na większości albumów. Poziom wykonawczy? Do niego nie mogę się przyczepić, ale w pozytywnym odbiorze greckiego kwarteru (bo 1000mods też pochodzi z tego kraju) z całą pewnością nie pomógł prawie całkowity brak kontaktu artystów z publicznością. Moim zdaniem nie dość, że na scenie brakowało chemii, to panowało dziwne do sprecyzowania spięcie. Stoner kojarzy mi się raczej z szeroko pojmowanym luzem, a wyraźnie go tu zabrakło. Podobne obserwacje kiepsko zgrywały mi się z obiegową opinią o rewelacyjnych koncertach 1000mods w polskich klubach. Cóż, sam się na taki nie wybiorę, ale jeżeli przyjdzie mi oglądać tę grupę jeszcze na jakimś z innych festiwali, zapewne dam jej szansę. Niemniej nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nasi krajanie są w klimatach stoner/doom znacznie lepsi, a co ciekawe, ekipy takie jak Dopelord i Major Kong wywodzą się właśnie z Lublina.
Setlista:
Overthrown
Electric Carve
Road to Burn
Warped
Götzen Hammer
Cheat Death
Low
Speedhead
El Rollito
Vidage
Przedostatnim bandem na plakatach był popularny, progmetalowy Soen, do którego chyba nigdy się nie przekonam. Obejrzałem prawie cały set tego projektu, ale niestety nie mogłem się doczekać, kiedy zespół zejdzie wreszcie ze sceny. Mimo że prywatnie po prostu nie toleruję tego typu gatunków (chociaż lubię niektóre dokonania np. Opeth czy Porcupine Tree), pod budynkiem CSK widziałem wiele osób usatysfakcjonowanych pieczołowicie skrojonym spektaklem Soen. Mnie on wybitnie wynudził, ale ja to ja, i nie musi podobać mi się cały progrock świata. Tak czy owak, doceniam najwyższy kunszt muzyków (niektórzy z nich to wybitni multiinstrumentaliści, zaś za perkusją zasiada legendarny Martin Lopez, persona kojarzona powszechnie z bodaj najpopularniejszymi dokonaniami właśnie słynnego Opeth), a także rewelacyjne umiejętności wokalne Joela Ekelöfa, jednak nie mogłem oprzeć się wrażeniu, iż koncert składał się z jednej horrendalnie długiej kompozycji, urozmaicanej to tu, to tam przydługawymi solówkami gitar oraz pianina. W całym tym doskonale wyreżyserowanym przedsięwzięciu nie odczułem niestety żadnych emocji, więc w końcu wycofałem się na tyły, by dać uszom i nogom trochę odpocząć.
Setlista:
Sincere
Martyrs
Savia
Memorial
Lascivious
Unbreakable
Deceiver
Vitals
Monarch
Illusion
Modesty
Lotus
Antagonist
Violence
Soen zaczynało przy zachodzącym słońcu, a zaplanowane na 22:20 Paradise Lost zameldowało się przed publicznością już w pełnym mroku. Ostatecznie Brytyjczycy zaczęli chwilę później z powodu problemów technicznych, i gdy po krótkim przywitaniu z głośników zaczął płynąć ciężar Enchantment, publiczność od razu zareagowała żywiołowo. Formacja grywa zazwyczaj krótsze sety, jednak w Lublinie usłyszeliśmy przekrojowy zestaw składający się z 14 utworów. Czy to niewiele? Być może, ponieważ dobór kompozycji z całą pewnością pozostawiał pewien niedosyt, mimo że PL zagrało jeszcze lepszy koncert, niż dwa lata temu w tym samym mieście. A już wtedy było co najmniej bardzo dobrze.
Nie zabrakło Faith Divides Us – Death Unites Us, Pity The Sadness, No Hope in Sight czy słynnego Say Just Words. Doskonale wypadł legendarny Nick Holmes, śpiewający tegoż wieczoru chyba powyżej swojej standardowej poprzeczki wykonawczej i co rusz żartujący do mikrofonu, mówiąc, że jego grupa zaraz zagra bardzo negatywną piosenkę, jeszcze bardziej negatywną, niż inne negatywne piosenki jego grupy, a także dziękujący przejeżdżającemu za płotem rowerzyście, który zatrzymał się, żeby posłuchać przez chwilę muzyki. Holmes początkowo miał problemy z zaangażowaniem w swoje show odbiorców, ponieważ okazało się, iż lublinianie niespecjalnie znają refreny piosenek Paradise Lost, choć sprawnie klaskali na jego zawołanie.
Do samego końca w formie byli także gitarzyści, to jest skupiony na odgrywaniu wpadających w ucho melodii, stonowany Greg Mackintosh, oraz permanentnie uśmiechnięty, ale też nieoszczędzający się w headbangingu Aaron Aedy. Na bis natomiast poleciały trzy utwory: Embers Fire, znakomity cover Smalltown Boy znanej z łączenia popu oraz new romantic grupy Bronski Beat oraz Ghosts. I to by było na tyle. Po wszystkim artyści pośpiesznie pomachali w naszym kierunku, a następnie opuścili scenę. To był finał treściwego wieczoru, ale też satysfakcjonujący moment nie tylko dla tych, którzy do Lublina przyjechali ubrani w merch legendy gotyckiego metalu.
Setlista:
Enchantment
Forsaken
Pity the Sadness
Faith Divides Us – Death Unites Us
Eternal
One Second
The Enemy
As I Die
The Last Time
No Hope in Sight
Say Just Words
Embers Fire
Smalltown Boy (cover zespołu Bronski Beat)
Ghosts
Na koniec dorzucę słowo o organizacji. Ta pozostawała na najwyższym poziomie już odkąd pojawiłem się przed CSK. Dojście do stanowisk z merchem czy toalet czytelnie opisano, wszyscy napotkani przeze mnie ochroniarze byli życzliwi, a organizatorzy otwarci wobec odwiedzających, często widziałem ich rozmawiających z wszystkimi zainteresowanymi. Wyluzowana publiczność pozostawała wobec siebie uprzejma. Nikt nie rzucał śmieci pod siebie, nie słyszałem też żadnych kłótni czy czyichkolwiek pretensji. Cóż, muzyczny Lublin niewątpliwie docenił nową inicjatywę powstałą na swojej ziemi. Tak trzymać! A sama frekwencja? Dopisała, ponieważ według moich informacji pierwsze Rock The Square odwiedziło ponad półtora tysiąca osób. Nieźle, i z całą pewnością nietrudno będzie ten wynik podwoić. Życzę tego zresztą wszystkim odpowiedzialnym za sukces tego przedsięwzięcia. Mam też nadzieję, że widzimy się w tym samym miejscu już za rok.
- Czernina — „Oszukać Listopad” (2025) - 21 stycznia 2026
- KANNABINOID już w styczniu w Lublinie - 3 grudnia 2025
- SYSTEM OF A DOWN, QUEENS OF THE STONE AGE oraz ACID BATH na koncercie w Polsce w 2026 roku - 10 września 2025






