Piszę te słowa co roku, napiszę je i tym razem: tegoroczny sezon koncertowy uważam za otwarty! Otwarty w nie byle jaki sposób, bo prawdziwie potężnym uderzeniem – koncertem Vadera, odbywającym się w ramach trasy Przebudzenie Tyranów. Początkowo do stawienia się w Katowicach podchodziłem dość niechętnie, gdyż dowodzona przez Piotra Wiwczarka maszyna w ostatnich latach już mi się nieco przejadła. Przekonały mnie jednak supporty (a właściwie jeden z nich), zatem ruszyłem w to chłodne niedzielne popołudnie do klubu P23 wiedząc, że na pewno nie wyjdę z niego zawiedziony.
Moja jedyna dotychczasowa styczność z pierwszą z występujących kapel, Mentorem, to siódma edycja festiwalu Niech Cisza Milczy. Zapamiętałem zespół z powodu niewiarygodnej energii, która biła z ich występu oraz tego, że bezsprzecznie to oni spuścili wtedy największy wpierdol. Minęło kilka lat, ale w tym składzie nie zmieniło się nic – grają tak samo agresywnie i wciąż na tym samym poziomie jakościowym, a ich sceniczne popisy nadal dają słuchaczom kopa o sile mocnych stymulantów. Zwierzęca dzikość w uszach, znane w metalowym świecie persony na scenie – naprawdę ciężko o lepsze otwarcie dla Vadera.
Jako drugi na scenę wjechał walec pod szyldem Dopelord, dla mnie gwiazda wieczoru i powód mojej obecności w Fabryce Porcelany. Ostrzyłem sobie zęby na niestety odwołany lutowy koncert zespołu w Krakowie, więc moje serce uradowało się niezmiernie, gdy kwartet ogłoszono jako jeden z supportów na tej trasie. Po zadbaniu o odpowiedni nastrój do obcowania z muzyką tej formacji, udałem się pod scenę. Panowie tradycyjnie nie zawiedli, choć wielka szkoda, że z powodu problemów technicznych werbel Piotrka Ochocińskiego był ledwie słyszalny – niewtajemniczeni w twórczość Dopelord nie zaznali przez to pełni mocy grupy. Nie licząc tej kwestii, było bezbłędnie, a trzy kwadranse spędzone między innymi przy Dark Coils, Hail Satan, Children of the Haze, Headless Decapitator, Dead Inside I & II czy skróconej wersji Doom Bastards minęły w oka mgnieniu. Panowie musieliby chyba zagrać dwa/trzy razy dłuższego seta żebym wychodził z koncertu w 100% usatysfakcjonowany, stąd też marzę już, aby pojawili się na jednym z licznych stonerowo-doomowych festiwali, wstępnie zapowiadanych na tegoroczne lato. Albo o jakiejś ich trasie klubowej utrzymanej w tych klimatach.
Jak wspomniałem, Vader na przestrzeni kilku ostatnich lat zdążył mi się po prostu przejeść. Widziałem ich w tym składzie kilka razy, wiedziałem więc z grubsza, czego w niedzielny wieczór się spodziewać i moje zainteresowanie oraz euforia związana z ich występem były znacznie mniejsze niż miałoby to miejsce jakieś 3-4 lata temu. Bardzo liczyłem jednak na to, że Peter z ekipą oddadzą hołd zmarłemu niedawno Romanowi Kostrzewskiemu i zagrają cover utworu Wyrocznia. Moje marzenie szybko zostało spełnione w ramach prologu koncertu – i chętnie wziąłem udział w szaleństwie pod sceną. W setliście części głównej tym razem znalazło się miejsce na odkurzenie kilku numerów, których Panowie nie grają zbyt często – głównie mam tu na myśli album Revelations, z którego usłyszeć można było Revelation of Black Moses, Epitaph czy Whisper. Nie mogło zabraknąć też klasyków jak Sothis, Carnal, Wings, Dark Age, Silent Empire, Blood of Kingu oraz reprezentacji nowszych albumów w postaci między innymi Triumph of Death czy Shock and Awe. Licznie zgromadzeni sympatycy legendy polskiego metalu byli zachwyceni, a młyn pod sceną nie ustawał ani na moment. Trudno się temu dziwić, kto zna Vadera ten wie, że zespół na żywo zostawia po sobie jedynie zniszczenie. Nie można było również przyczepić się do poziomu wykonania utworów, co jest mniej lub bardziej (tutaj bardziej) oczywiste w przypadku tak doświadczonej załogi. Znalazło się też miejsce na charakterystyczne dla zespołu elementy pirotechniczne, dzięki którym ognia w P23 można było doświadczyć nie tylko w przenośni. Ogółem – dobry i technicznie nienaganny występ, bardzo cieszy fakt, że mimo coraz większej liczby wiosen na karku ci goście wydają się nie starzeć i ciągle dają radę.
Z klubu wyszedłem poobijany i solidnie „ogłuszony”, a obolałe po Dopelordzie mięśnie karku nadal utrudniają mi funkcjonowanie – jeśli to nie jest dobra rekomendacja, to nie wiem, co nią jest. Nie sądzę, aby ktoś opuszczał katowicki klub niezadowolony, ja sam zaś nie mogę się doczekać kolejnego spotkania z Piotrem Zinem i jego ekipą. Zapoznam się też ze studyjnymi dokonaniami Mentora, lepiej późno niż później. Pierwszy koncert w 2022 roku odhaczony i udany, oby kolejne były przynajmniej równie satysfakcjonujące.
Autorem zdjęć jest Norbert Dorobisz.
- Morpholith, Moonstone, Triangle Choice – Katowice (08.04.2026) - 17 kwietnia 2026
- HellFuck – „9 Nails Hammered Into the Flesh of God” (2026) - 9 kwietnia 2026
- Pothamus – „Abur” (2025) - 31 marca 2026

