Kiedy hard rockowi weterani ogłaszają, że to ich ostatnia trasa, fani oczywiście reagują w jedyny właściwy sposób. Przybywają na takie wydarzenie bardzo licznie, by zobaczyć zespół na żywo prawdopodobnie po raz ostatni. Tak też było w przypadku występu Whitesnake w Krakowie w ramach The Farewell Tour, organizowanego przez Metal Mind Productions.
Sądzę, że w wyprzedaniu koncertu pomogła grupa, towarzysząca Davidowi Coverdale’owi i jego ekipie jako suport na tej trasie. Europe to zespół, który także ma długi staż na rockowej scenie, posiada sporo dobrze znanych numerów w dorobku, a ich występy na żywo zawsze są pełne energii i różnorodności. Tego wieczoru panowie rozpoczęli od tytułowego numeru z ostatniej płyty, „Walk the Earth”, a następnie wyciągnęli z archiwum chyba wszystkie najbardziej oczekiwane numery ze swej ponad 40-letniej historii.
Jako drugi zabrzmiał „Rock the Night” z najpopularniejszej płyty Szwedów – „Final Countdown”. Później zaserwowano nam jeszcze balladę „Carrie” i szybsze kompozycje, takie jak „Hole in My Pocket” czy „Ready Or Not”. Joey Tempest był w dobrej dyspozycji wokalnej, a czasem sięgał także po gitarę (m.in. akustyczny fragment w „Open Your Heart”). Mic Michaeli popisał się klawiszowym wstępem do „Sign Of The Times”, a John Norum w kilku numerach zaaplikował nam soczyste solówki, pokazując, że wciąż ma wiele do powiedzenia w tym zespole.
Co prawda to Tempest skupiał na sobie najwięcej uwagi, to on zagadywał do publiki i imponował swym wokalem, ale Europe nie jest kapelą, która tylko akompaniuje swemu liderowi. To zespół, który ma od lat stały, wypróbowany skład i każdy muzyk świetnie spełnia swoje zadanie – tak jak Michaeli w utworze wieńczącym cały show, megahicie „The Final Countdown”, z refrenami odśpiewanymi przez usatysfakcjonowanych fanów.
Następnie płachta z okładką ostatniej płyty Europe została zastąpiona wielką, charakterystyczną pieczęcią, przygotowano dwa stanowiska dla klawiszowców i pojawiło się więcej świateł. Whitesnake swoje show miał zacząć o 21.00, tymczasem muzyczna machina ruszyła… kilka minut wcześniej, ku zaskoczeniu części uczestników, stojących w kolejkach po piwo i hot-dogi. Na szczęście pierwszym utworem był odtworzony z taśmy szlagier The Who „My Generation”. Dopiero po nim nastąpiła prawdziwa szarża gitarowa w numerze „Bad Boys”. Na scenie pojawili się jednak nie tylko źli chłopcy, ale też… pierwsza kobieta w historii zespołu – grająca na basie Tanya O’Callaghan. Tanya jest w Whitesnake od około roku i tego wieczoru udowodniła, że bardzo dobrze się z nim zgrała.
Podobny staż w zespole ma chorwacki muzyk, Dino Jelusic, który niedawno świętował swoje trzydzieste urodziny (jego dokonania zaczęły się od zwycięstwa w 1. Konkursie Piosenki Eurowizji dla Dzieci w 2003 roku). Zagrał na klawiszach oraz wspierał Coverdale’a wokalnie. A jak prezentował się ten najważniejszy muzyk Whitesnake? Moim zdaniem całkiem dobrze. Oczywiście czas jest nieubłagany i odcisnął już swoje piętno na jego wokalu, ale David wciąż jest dość sprawnym wokalistą, radzącym sobie z bardzo różnymi wyzwaniami. Zaśpiewał przecież tego wieczoru chociażby „Ain’t No Love in the Heart of the City” – klasyk r&b (znany z debiutu Whitesnake), jak też mocniejsze, heavy rockowe partie, w takich kawałkach jak „Slide In It”, „Fool for Your Loving”, „Here I Go Again” czy genialnym „Still Of The Night”. Był to zróżnicowany repertuarowo set, a muzycy nie mogli oczywiście pominąć kultowej ballady („Is This Love”) uatrakcyjnione gitarowym starciem Reba Beacha i Joela Hoekstry. Także Tommy Aldridge, rówieśnik Davida (z przerwami grający w Whitesnake od 1987 roku!), dostał kilka minut na swoje perkusyjne solo.
W sumie nie było to zbyt długie show (Kiss, także kończący swój sceniczny żywot, zagrali pół godziny dłużej), ale mimo to w Tauron Arenie działo się tak wiele, że chyba nikt nie miał powodów do narzekań. Zwłaszcza, że Coverdale dwoił się i troił, by pokazać jak się cieszy ze spotkania z polską publiką. Widzowie odwdzięczali się tym samym, a wrzawa jeszcze się wzmogła, gdy zabrzmiały pierwsze dźwięki „Burn” – utworu Deep Purple z płyty o tym samym tytule. Piękny powrót do początków kariery Coverdale’a, który na tamtym albumie debiutował. Chciałoby się usłyszeć jeszcze inne numery tej grupy w jego wykonaniu, ale to był epilog koncertu, po którym z taśmy popłynęła piosenka „We wish you well”.
Czy to faktycznie ostatnia trasa Whitesnake? Czas pokaże. Zdarzało się przecież nie raz, że wielkie zespoły mimo wcześniejszych deklaracji, wracały jeszcze do grania na żywo. Tak czy owak, w tym przypadku pożegnanie było na tyle dobre, że chyba lepszego już nie będzie.
- The Cure, The Twilight Sad – Łódź (21.10.2022) - 4 listopada 2022
- Mortal Wound, Kommand, Necrosy, Massacre – Poznań (8.09.2022) - 24 września 2022
- Iron Maiden – Warszawa (24.07.2022) - 5 sierpnia 2022






