Piledriver – „Live in Europe – The Rockwall-Tour” (2023)

Tego zespołu Piledriver nie należy mylić z kanadyjskim, który próbował swoich sił na metalowym podwórku w latach 80., a potem wracał pod innymi szyldami. Mowa o niemieckiej kapeli z ostatniej dekady zeszłego wieku, powstałej za sprawą Michaela Sommerhoffa i Petera Wagnera. Inspirowani rockowymi wydawnictwami z lat 70. i 80. artyści rozpoczęli swoją przygodę z muzyką, początkowo skupiając się na coverach formacji Status Quo, której wpływy do dziś słychać w ich kompozycjach. Z czasem pojawiły się również nawiązania do twórczości Deep Purple, Led Zeppelin, a nawet starego AC/DC czy Iron Maiden z początków kariery, niektóre momenty skojarzyły mi się nawet z On Parole Motörhead.

Piledriver ma za sobą cztery albumy studyjne. Wydawszy pod koniec 2018 roku ostatni z nich, Rockwall, formacja ruszyła w styczniu 2019 w europejską trasę koncertową, pokrzyżowaną przez Covid-19. Wirus zebrał żniwo także wśród zespołu – w 2020 roku zmarł klawiszowiec Rudi Peeters. To jemu zadedykowano krążek, którego wydaniem zajęły się BobMedia Distribution i Rockwall Records.

Na szczęście – i jakby przezornie – podczas trasy promującej Rockwall sfilmowano trzy koncerty: w Herne (Niemcy), w Minehead (Wielka Brytania) oraz w Zwolle (Holandia). Efektem tych nagrań są trzy płyty CD z muzyką na żywo, DVD i Blue-ray z zarejestrowanymi występami oraz z bonusami w postaci alternatywnych ujęć i wideoklipów. Całość spakowano w elegancki zestaw z krótką książeczką i plakatem o wymiarach 595 × 360 mm. Warto także wspomnieć, że każdy z tych koncertów ma unikalny przebieg, np. na niemieckim pojawiło się najwięcej kawałków, których później nie zagrano.

Piledriver prezentuje chwytliwą propozycję klasycznego rocka z bluesowym klimatem, ale nie zabraknie też hardrockowych uderzeń. Zespół potrafi mocniej szarpnąć za struny i uderzyć w bębny, solowe elementy również wprowadzają swoistą melodykę do tej gitariady. Partie basu wypadają charakterystycznie, wyraźnie i stylowo. Na myśl przychodzi mi żart, skądinąd trafny, że Piledriver jest do tańca i do różańca. Na przykład utrzymane w rytmie klasycznego rock’n’rolla utwory Caroline, Don’t Waste My Time czy Bye-Bye, Johnny brzmią bardzo motorycznie, rzekłbym: tanecznie. Z kolei Hi oraz Down Down to próba przyśpieszenia i dynamiczniejszego uderzenia, choć, oczywiście, bez przesady – zgodność z obraną stylistyką musi być. Roll Over Lay Down wprowadza natomiast lekko zawadiacki klimat, podczas gdy Mystery Medley wpada w balladowy ton. Z kolei Draw the Line, Stomp! albo One For the Rock realizują rasowe hardrockowe granie: mocne, ale melodyjne i nieco mroczne. Wokale i męskie chórki są typowo dla tego stylu ochrypłe i wielogłosowe, ale dzięki swoim liniom melodycznym wpadają w ucho, zachęcając do śpiewania. Całość uzupełniają stylowe klawisze, często o brzmieniu pianina lub organów Hammonda.

Wyraźnie słychać, że panowie mają rock’n’roll we krwi. Na scenie czują się swobodnie, więc typowe dla rockowej choreografii wygibasy nie są im obce. Czuć od nich moc i energię. Chociaż materiał pochodzi z sprzed kilku lat, słuchając go, mam wrażenie, jakbym podróżował w przeszłość, właśnie do lat 80., kiedy w Polsce można było usłyszeć zagranicznego rocka.

Ocena: 6/10

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , .