Podsumowanie roku 2021 wg gości

podsumowanie roku 2021 goście

Lepiej późno niż wcale – prezentujemy muzyczne podsumowanie roku 2021 według zaproszonych przez nas gości, którzy zgodzili się podzielić spostrzeżeniami na temat wydawnictw godnych zapamiętania.
Całość podzieliliśmy na kategorie: wydawca, muzyk oraz organizator koncertów/festiwalu z dodatkowym podziałem na Polskę i Świat.

Najczęściej wspominaną płytą jest ostatni album Cradle of Filth oraz Gojira czy Iron Maiden, ale nie zabrakło w nim miejsca na mniej znane zespoły, które warto sprawdzić.

Zapraszamy do tekstu podsumowania ubiegłego roku wg zaproszonych gości!


WYDAWCA

POLSKA: Piotr Szafraniec (Szataniec)

  • MASTODON „Hushed and Grim”

Album, którego słucha się przyjemnie, mimo dwupłytowego wydania nie nudzi się i z każdym odsłuchem pojawiają się kolejne smaczki. Produkcja płyty na najwyższym poziomie, partie instrumentalne metalowo progresywne czyli to co lubię najbardziej, jednak największą uwagę przyciągnęły partie wokalne, są po prostu genialne zwłaszcza te śpiewane przez Branna Dailora.

  • SUFFOCATION „Live in North America”

Zespół, którego nie da się nie lubić i każdy szanujący się metaluch o nim przynajmniej słyszał. Album co prawda nie studyjny, ale wyjątkowy. Jak dla mnie na krążku znalazły się wszystkie numery, które powinny się tam znaleźć. Pomijając tracklistę i moje preferencje muzyczne, album został zrealizowany wspaniale, brzmienie ciężkie, mięsiste i bardzo selektywne.

  • GOJIRA „Fortitude”

Zespół, z którym jestem od samego początku ich istnienia. Zawsze czekam na kolejne ich dzieło z niecierpliwością i nie zawiodłem się. Kompozycje jak zwykle perfekcyjne, zróżnicowane, nie pozwalają się nudzić, brzmienie genialne.

  • DORMANT ORDEAL „The Grand Sheme of Things”

Zespół stosunkowo młody, od samego początku jestem z nimi. Znam twórczość i możliwości poszczególnych person, i wiem, że wszystko, co wyjdzie od nich jest wręcz rewelacyjne. Albumu słucha się z ciekawością i przyjemnością, podchodziłem do odsłuchu całości kilka razy, a to tylko dlatego, że po przesłuchaniu każdego następnego kawałka fiksowałem się na nim i mieliłem go do oporu.

  • ARCHSPIRE „Bleed The Future”

Nigdy nie sądziłem że album jakiegokolwiek zespołu grającego aż tak matematyczny, techniczny i brutalny metal będę w stanie przesłuchać od A-Z za jednym podejściem i szybko do niego wrócę, a tu niespodzianka.
Album jest rewelacyjny pod względem brzmienia, realizacji i kunsztu muzyków, zwłaszcza perkusisty i wokalisty.

  • REDEMPTOR „Agonia”

No co tu dużo pisać – ekipa Daniela Keslera zrobiłą znowu to, co umie najlepiej, czyli album genialny i zróżnicowany. Brzmienie rewelacja, aranżacje rewelacja i o dziwo, coś, co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło: partie wokalne, których oprócz Xaay’a podjął się również Daniel. Całość na naprawdę światowym poziomie.

  • CARCASS „Torn Arteries”

Album, na który czekaliśmy chwilę, ale czekanie bardzo się opłaciło. Kompozycje bardzo zróżnicowane, ale spójne, mam wrażenie, że na tej płycie znajdują się wszystkie najlepsze cechy tego zespołu. Nie jest to, co prawda, najbardziej ekstremalny ich album, ale bardzo mocny, z lekką dozą nienachalnych melodii, które bardzo dobrze komponują się z całością.

  • CRADLE OF FILTH „Existence is Futile”

Zespół, którego nie słuchałem od dawna, ponieważ w pewnym momencie działalności zafiksował się i grał na jedno kopyto (takie miałem odczucie). Można powiedzieć, że całkiem niechcący wpadłem na tę płytę, słuchając jakiejś playlisty na spotify. Ku mojemu zaskoczeniu, okazała się bardzo dobra, wreszcie jest siła i moc, którą znamy z płyty Midian, ale nie brakuje też nawiązań do klasycznego metalu (nie jestem pewny, czy jest to plus, czy minus w przypadku tego zespołu). Na pewno jest to pozycja, na którą zwróciłem uwagę, i słucha mi się jej bardzo dobrze.

  • CANNIBAL CORPSE „Violence Unimagined”

Myślałem, że Cannibal nigdy już mnie nie zaskoczy i będzie po prostu starym świetnym Cannibalem. A tutaj niespodzianka: płyta, która jest absolutna. Kompozycje świetne, Fisher po raz kolejny udowadnia, że nie ma lepszego wokalisty i nigdy chyba nie będzie. Jest ciężko, brutalnie i niesamowicie selektywnie.

  • VOLBEAT „Servant Of The Mind”

Zespół, który pozwala mi zresetować się po słuchaniu bardzo ciężkich brzmień, i który jest ze mną, odkąd pamiętam. Sam album wreszcie bardziej drapieżny od ostatnich. Kompozycje proste (proste nie znaczy złe, wręcz przeciwnie), miłe dla ucha, ale nie pozbawione smaczków.

ŚWIAT: Ricardo Gelok (Non Serviam Records)

  • PERENNIAL ISOLATION „Portraits”

Mrok, mgła, gasnące światło, upadek, trawienie – takie uczucia wywołuje u mnie muzyka na tym wydawnictwie, a czego chcieć więcej? Produkcja brzmi naprawdę dobrze, a „senne” gitary tworzą świetną atmosferę. Pulsujący bas i perkusyjne bębnienie dopełniają całości muzycznie. Wokale zorientowane są na stylistykę DSBM, a do tego są najwyższej jakości. Ten album to dla mnie swoista muzyczna podróż i jedna z najlepszych płyt 2021 roku.

  • BURNING DARKNESS „Dodens Makt”

Świetny melodyjny zespół ze Szwecji, z ogromną ilością klasycznych szwedzkich black metalowych riffów, które tylko Szwedzi potrafią stworzyć. Świetnie wyprodukowana muzyka, od wybuchowej prędkości po nękające średnie tempa.

  • HLADOMRAK „Archaic Sacrifice”

Szwedzki black metal w najlepszym wydaniu z Dominatorem za zestawem perkusyjnym (ex-Dark Funeral). Od razu wiesz, że masz do czynienia z hitem. Wiesz też, że obok ekstremalnych prędkości otrzymasz wolniejsze kawałki ze świetną atmosferą. Wspaniały wokal Talona sprawia, że ten album to prawdziwa perełka.

  • DEATH REICH „Death Camp”

Surowy szwedzki death metal to rzecz, która najbardziej podoba mi się w tym zespole. Udało im się zachować surowość, pomimo bardzo dobrej produkcji albumu. Blasty i gitary niczym piły motorowe – czego więcej potrzeba?

  • ASPHYX „Necroceros”

Holenderska doom/death metalowa maszyna znowu dostarcza świetną muzykę. Ten album charakteryzuje świetne bombastyczne brzmienie. Krążek jest bardziej „otwarty” od poprzednich dokonań ekipy. Jestem wielkim fanem głosu Martina, nawet jeśli jest teraz nieco niższy, niż kiedyś. Gość zawsze wie, jak dodać brutalności świetnej płycie.

  • EMPYRIUM „Über den Sternen”

Uwielbiam twórczość Empyrium. Po dniu pełnym wrażeń nadaje się idealnie do relaksu i marzeń, a ich utwory przenoszą mnie w podróż do różnych krajobrazów i lasów. Zespół prawie się nie zmienił od początków wieku, więc gitary akustyczne i czyste wokale wciąż brzmią jak na „Weiland”.

  • VREID „Wild North West”

Zdecydowanie uwielbiam muzykę Vreid, a ten album dodał jeszcze więcej nowych motywów do ich twórczości. Muzyka zespołu stała się nieco bardziej melancholijna. Warto dodać, że zespół oparł się tu na starych pomysłach Valfar. Zdecydowanie przenosi mnie to do epoki kapeli Windir.

  • SETH „La Morsure du Christ”

Kapela powróciła do swoich korzeni i dostarczyła wyśmienity nowy album black metalowy. Kompozycje mają dobrą strukturę, a moim zdaniem Seth można nazwać jednym z najlepszych francuskich projektów BM.

  • IMPALED NAZARENE „Eight Headed Serpent”

Trzynasty album zespołu, a znów czujesz, jakbyś oberwał/a w mordę. Jak zwykle kapela przygotowała płytę zawierającą 13 utworów czystego fińskiego black metalu z nieco „brudnym” podejściem. Zawsze chętnie słucham tego zespołu!

  • CRADLE OF FILTH „Existence Is Futile”

Powrót do świata żywych po kilku albumach, które nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, jakiego bym oczekiwał. Tym razem kapela dostarcza to, co trzeba. Świetne kompozycje, a do tego bombastyczne syntezatory – zespół wrócił do miejsca, w którym zawsze ich widziałem.


MUZYCY

POLSKA: Daniel „Nar-Sil” Rutkowski (perkusista, Hate (PL))

Rok 2021 był dla mnie rokiem raczej intensywnym i pozytywnym. Miała miejsce premiera nowego albumu HATE, „Rugia”, i teledysków promujących, „Resurgence” i „Exiles of Pantheon”, co wpłynęło zdecydowanie najbardziej na te pozytywne odczucia. Nie było niestety tak dużo koncertów i tras, którymi moglibyśmy tę płytę zaprezentować, ale mimo wszystko coś pograliśmy i liczymy, że 2022 przyniesie nam rekompensatę w tym temacie. Co do mojej osoby, to głównie skupiłem się na doskonaleniu swojego warsztatu instrumentalnego. W przypadku perkusisty są to długie godziny codziennych ćwiczeń, zwłaszcza kiedy gra się taki wymagający kondycyjnie gatunek, jakim jest death czy black metal. Oczywiście nie zabrakło też czasu na słuchanie mojego ulubionego gatunku muzycznego, jakim jest… szeroko pojęty metal.

Jeżeli chodzi o samo słuchanie muzyki, to u mnie jest to bardziej chłonięcie, swego rodzaju rytuał z intensywnymi wewnętrznymi doznaniami, aniżeli po prostu odtwarzanie krążka na sprzęcie i analizowanie struktur – co oczywiście też jest ważne, ale nie jest na pierwszym planie. Zawsze musi być dla mnie w muzyce jakaś głębsza treść. Dlatego ciężko mnie przekonać do czegoś, z czym się wewnętrznie nie utożsamiam. Taki system na pewno pozwala mi rozwijać mój indywidualny gust i odkrywać wewnętrzne „ja”, co doprowadza do ewolucji mojej postaci artystycznej.

Ważne dla mnie pozycje 2021:

  • FUNERAL MIST „Deiform”. Album zrobił na mnie wielkie wrażenie, chyba największe z propozycji 2021 roku. Bez wątpienia jest w nim zawarta esencja black metalowej aury i klimatu, który bardzo sobie cenię, a którego w tym gatunku jest coraz mniej. Wokal, chóry i sample z dzwonami w pierwszym numerze „Twilight of the Flesh” od razu mnie poruszyły. Natomiast gra i aranże Larsa Broddessona na bębnach w „Apokalyptikon” i na pozostałych utworach to mistrzostwo. Tak się to powinno robić. Chętnie wracam do tej płyty. Mogę śmiało powiedzieć, że to dla mnie najlepszy album tej grupy i doskonale rozumiem, co chcieli przekazać na tej płycie wykonawcy.
  • BEHEMOTH „In Absendia Dei”. Świetny album koncertowy. Pod każdym względem: doboru utworów, aranżacyjnym, brzmieniowym, wykonawczym etc. Myślę, że gdyby mnie ktoś zapytał za 10 lat, jaki album koncertowy lubię najbardziej, to ten znajdowałby się wciąż przynajmniej w TOP3. Magia. Usłyszenie po latach moich ulubionych utworów na żywo, np. Prometherion czy Sculpting the Throne Ov Seth, było naprawdę bardzo przyjemnym doznaniem.
  • Na tej pozycji chcę wymienić 3 wznowienia, tzw. reedycje, które ukazały się w 2021. Wszystkie są dla mnie ogromnie ważne, dlatego zdecydowałem się je uhonorować 3 miejscem jednocześnie:
    • METALLICA „Black Album” obchodzący w 2021 roku swoje 30-lecie. Nie trzeba go opisywać. Ten album mówi, a raczej gra sam za siebie. Myślę, że nie tylko dla mnie jest to krążek doskonały i użycie tego słowa w tym przypadku nie jest przesadą. Box i wszystkie bonusy w postaci np. live in Moscow Tushino Airfield 1991 z trasy Monsters of Rock są dla mnie absolutnym graalem metalu.
    • WARREL DANE „Praises to the War Machine” – kolejna reedycja, która na powrót odświeżyła mi doskonały wokal Warrela i jego warstwy liryczne. Do dzisiaj bardzo utożsamiam się z tym, co on na tej płycie napisał (w zasadzie nie tylko na tej) i za każdym razem mnie to głęboko porusza.
    • DECAPITATED „The First Damned” – Witek Kiełtyka po dziś dzień jest dla mnie ogromną perkusyjną inspiracją. Kiedy pomyślę sobie, że miał zaledwie 13-14 lat, kiedy nagrywał te pierwsze demówki z zespołem, wciąż czuję wielki respekt i podziw. Granie tak technicznego death metalu w tym wieku i tak dobrze, to rzecz rzadko spotykana. Ta reedycja jest zbiorem świetnych utworów z początkowego okresu grupy. To była miła i sentymentalna podróż do moich początków z gatunkiem ekstremalnym.
  • SUFFOCATION „Live in North America”. Kolejny album koncertowy na tej liście, tym razem w dorobku mistrzów death metalu. Widziałem ten zespół kilkanaście razy na żywo (wspólna trasa) i powiem tak – na tym albumie jest wszystko dokładnie tak, jak oni to na scenie prezentują. Tutaj nie ma przekłamania. Niesamowita precyzja. Long Island Death Metal zaserwowany w najwyższej jakości na bogato zdobionym stole. Otwierający numer „Thrones of Blood” jest najlepszym numerem, jaki mogli wybrać na początek. Zdecydowanie polecam się o tym przekonać na własne uszy.
  • HUMANITY’S LAST BREATH „Välde”. Słuchałeś/aś kiedyś albumu, który wysysa z Ciebie wszelką radość i człowieczeństwo? Sprawia wrażenie, że napisała go maszyna, żądna wyginięcia całej rasy ludzkiej? Powala świetnie wypracowanym warsztatem instrumentalnym? Na pewno nie w takim stylu, jak „Välde”. Po przesłuchaniu tego wszystkiego się doświadczy, a dodatkowo jest to bardzo oryginalne. Zespół obserwuję od 2016, kiedy to pierwszy raz usłyszałem tytułową płytę „Humanity’s Last Breath” z 2013 roku. Nie sądziłem, że przebiją wówczas tamten album, ale jednak z każdym kolejnym wnoszą tylko więcej. Niesamowity rozwój. Klimat sączy się jeszcze czarną, gęstą mazią długo po odsłuchaniu.
  • HARAKIRI FOR THE SKY „Maere”. Ten post-black metalowy album odebrałem dość głęboko. Chodzi o sposób, w jaki emocje melancholii, żalu zostały tu przedstawione. Konkretnie rozwinięte kompozycje, które można wręcz nazwać mantrą, a w ogóle nie ma odczucia dłużyzny, ani znudzenia. Ma się ochotę zanurzać w tę podróż wciąż i wciąż. Nie ma złego utworu. Spójna historia od początku do końca. Dodatkowym atutem tej płyty jest obecność jednego z najważniejszych dla mnie bębniarzy, Kerima Lechnera, który napisał świetne partie.
  • OBSCURA „A Valediction”. Świetny krążek, który na wstępie rzuca spokojnym intro, tylko po to, aby z kolejnym utworem przejść w wariacje instrumentalne na poziomie wirtuozerii (to oczywiście stały punkt programu tego zespołu). Moim ulubionym albumem grupy jest niezmiennie Akroasis (2016), ze względu na obecność Sebastiana Lansera i jego zaprezentowanym tam – moim zdaniem – szczytowym punktem formy aranżacyjnej. „A Valediction” niczym nie ustępuje poziomowi tamtego wydania. Progresywny death metal najwyższej jakości. No i nawet są elementy z czystym wokalem, co dodało fajnego smaczku do całości. Zespół, na którego każde nadchodzące wydawnictwo zawsze czekam.
  • BLOOD RED THRONE „Imperial Congregation”. Pochodzący z Norwegii zespół upodobałem sobie już od tytułowej płyty „Blood Red Throne” wydanej w 2013. Z albumu na album podoba mi się tylko bardziej. Głównym kompozytorem jest tam Død, znany ze Scariot, czy chociażby występów w Satyricon w latach 1996-1999. Soczysty death metal, z przyprawą old school’u i norweskiej dzikości. Utwór „Itika”, który był też singlem przed wydaniem głównym, przypomniał mi, na czym polega ten gatunek. Jako dość wierny fan zespołu Deicide, byłem usatysfakcjonowany. Wiadomo, że kraj ten słynie głównie z black metalu, tymczasem ta grupa udowadnia, że death metal wcale nie jest tam gorszego sortu.
  • CRADLE OF FILTH „Existence Is Futile”. Dani Filth i spółka bardzo mnie zaskoczyli tym albumem. Oczywiście pozytywnie. Odżył sentyment starszych wydawnictw zespołu, za którymi jednak przepadałem najbardziej. Chociaż nigdy nie uważałem siebie za ogromnego fana tego zespołu, uważam, że jest to jeden z najlepszych albumów roku 2021, bo o to w końcu nam tutaj chodzi. Produkcja i aranże – top. Bardzo dobrze brzmiąca płyta. Utwór, który najbardziej zapamiętałem, to „Crawling King Chaos”. Elementy symfoniczne i wokal Daniego są tam po prostu doskonałe. Często powracam.
  • LEPROUS „Aphelion”. Słuchanie jakiegokolwiek albumu tej grupy wywołuje we mnie zawsze skrajne i często sprzeczne emocje. Instrumentarium, warstwy liryczne i harmonizacja to melancholijna refleksja na temat otaczającego świata. Sam wokal natomiast wciąż jakby próbował walczyć o resztki pozytywnych emocji w swojej barwie dźwiękowej. Dodatkowo, całe te progresywne zagrywki i klawisze, można by rzec – a’la Muse czy Pink Floyd, są właśnie cholernie oryginalne i świeże w szerokim spektrum, które oferuje nam ten rodzaj muzyki. Faworytem jest dla mnie niezmiennie album „The Congregation” z 2015 roku i to się raczej nie zmieni, bo ten album to perfekcja w przypadku tego zespołu, no i osobista podróż sentymentalna. Jednak Aphelion ma do zaoferowania równie ciekawą, inną historię, w którą warto się zagłębić. Na pewno jest to pozycja godna znalezienia się na tej liście.

Na koniec chciałbym dodać, że było wiele innych zespołów, o których tutaj nie wspomniałem, a wydały coś równie wartego uwagi w 2021. Są to zarówno single, jak i pełne albumy: „ Korn – „Start the Healing”, Ghost – „Hunter’s Moon”, Me And That Man – „New Man, New Songs, Same Shit, vol.2”, Monument of Misanthropy – „Unterweger”, Hannes Grossmann – „To Where The Light Retreats” czy Unleashed „No Sign of Light”… Można jeszcze wiele wymieniać, ale nie starczyłoby na to ani miejsca, ani czasu. Czekam też z niecierpliwością na pełne albumy wyżej wymienionych grup w 2022!

ŚWIAT: Sakis Tolis (Rotting Christ)

  • ETHERIAL SHROUD „Trisagion”
  • YOTH IRIA „At The Flame Withers”
  • CRADLE OF FILTH „Existence Is Futile”
  • IRON MAIDEN „Senjutsu”
  • CONVERGE „Bloodmoon: I”


ORGANIZATORZY

 

ŚWIAT: Lina Khatib (World Metal Congress)

Każdy członek ekipy odpowiadającej za World Metal Congress ma swój gust muzyczny, a rok 2021 był dla nas pełen świetnych wydawnictw. Moja lista dziesięciu najlepszych wydawnictw z 2021 roku to moi osobiści faworyci, a nie lista World Metal Congress. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności w\m/c poprowadziło webcasty z niektórymi artystami, których wydawnictwa znalazły się na mojej liście. Znajdziecie na niej wydawnictwa, których osobiście słuchałam i które najbardziej podobały mi się w tym roku. Są tu też płyty, na które świat powinien zwrócić większą uwagę. Nie zamierzam umieszczać ich według określonego porządku, zamiast tego wymienię je w kolejności alfabetycznej. Większość zespołów z listy koncertuje po całym świecie, więc upewnijcie się, że zobaczycie je na żywo, kiedy będziecie mieli okazję!

  • AFREET „My Land is Breaking”
    To właściwie nie album, ale singiel. Znalazł się na tej liście, bo to jeden z najlepszych i najmocniejszych utworów, jakie słyszałam w tym roku. Został wydany jako pojedynczy numer afgańskiego Afreet, by szerzyć świadomość na temat strasznych konsekwencji przejęcia kraju przez Talibów latem 2021 roku – brak poszanowania praw człowieka ludności Afganistanu i realne zagrożenie dla artystów oraz wolności słowa. Zespół napisał ten potężny kawałek, by ludzie na świecie zwrócili uwagę na to, co tam się dzieje. Wszystkie dochody z numeru trafiają na cele charytatywne, by wspierać muzyków uciekających z kraju. Sama piosenka sieje zniszczenie i jest bogata muzycznie. Znajdziemy tu odcienie Gojiry, trochę nu-metalu nasyconego afgańskimi melodiami i wściekłym dźwiękiem – znakiem rozpoznawczym Afreet.
  • ALIEN WEAPONRY „Tangaroa”
    Był pewien etap, kiedy Alien Weaponry uważano za gorący, młody talent z Nowej Zelandii. W ciągu zaledwie trzech lat stali się światową sensacją, a ten dojrzały, energetyczny album przenosi zespół na wyższy poziom. Opowieści i język Maorysów, zabójcze riffy i potężna dawka groove z nu-metalowymi podtekstami. Utwory dostarczają poważnych wiadomości o kolonializmie i rdzennej historii z prawdziwym uderzeniem.
  • CRESCENT „Carving the Fires of Akhet”
    Wyobraź sobie nocną przejażdżkę po Kairze, chłonięcie magicznej atmosfery wielkiego śpiącego miasta i słuchanie po raz pierwszy albumu, który muzycznie nawiązuje do wielkości faraońskiej historii Egiptu. Miałam nieskrywaną przyjemność zrobić coś takiego w marcu 2021 r., dzięki uprzejmości Crescent. Wracam do tego albumu raz za razem, ilekroć tęsknię za wstrząsem wielkości. Crescent to najdłużej istniejący zespół metalowy w Egipcie, a ich fenomenalny album opowiada historie o faraonach za pośrednictwem death metalu w tak płynny sposób, że można się zastanawiać, czy sami faraonowie nie byli metalowcami.
  • DEMONSTEALER „The Holocene Termination”
    Ponad dwadzieścia lat temu Sahil „Demonstealer” Mukhija pojawił się w Indiach, aby umieścić kraj na światowej metalowej mapie za sprawą różnych metalowych projektów, w tym oszałamiająco zaciekłego Demonic Resurrection, a także dzięki solowym projektom. The Holocene Termination jest świadectwem Demonstealera jako siły, z którą należy się liczyć na międzynarodowej scenie metalowej. EP powstało we współpracy ze znanymi muzykami z takich zespołów, jak Marduk czy Fleshgod Apocalypse, jednocześnie niosąc charakterystyczną thrashowo-death metalową eminencję Demonstealera. Jedyne, co pozostaje, to tęsknota za kontynuacją w postaci pełnego albumu.
  • GOJIRA „Fortitude”
    To muzyka z przesłaniem, a do tego z jakim rozmachem. Gojira nadal odkrywa i przesuwa granice. Znajdziemy tu też np. odcienie starej dobrej Sepultury w numerze Amazonia, ale zamknięte w unikalnym, ewoluującym brzmieniu Gojiry, które wymyka się jakiejkolwiek klasyfikacji. Album jest wezwaniem do działania na rzecz środowiska, zgodnie z niezachwianym zaangażowaniem Gojiry, ale przesłanie dotyczy raczej osobistego wzmocnienia niż wygłaszania kazań. To rodzaj albumu, który sprawia, że chcesz szaleć w środku ogromnego tłumu festiwalowego – świadectwo zasłużonej pozycji Gojiry wśród czołowych międzynarodowych zespołów.
  • IRON MAIDEN „Senjutsu”
    Pozwólcie, że umieszczę na tej liście dwa zespoły z Wielkiej Brytanii, a to dlatego, że takiego albumu, jak Senjutsu nie może tu zabraknąć. Jest epicki we wszystkich znaczeniach tego słowa. Utwów tytułowy bije w bębny wojny i toruje drogę do podróży, w której charakterystyczne, wznoszące się melodie i wokale Iron Maiden, harmoniczne riffy i legendy prezentowane są z innowacją i polotem, poprzeplatane liberalnymi solówkami gitarowymi. Album podkreśla, dlaczego wśród wciąż koncertujących zespołów metalowych na świecie Iron Maiden jest nadal klasykiem nad klasykami w heavy metalu.
  • MAYSALOON „A lip to earth, a lip to heaven and a tongue to the sky”
    Kto by pomyślał, że w Syrii skrywa się talent, który łatwo można posadzić obok takich potęg jak Behemoth? Ten album syryjskiego zespołu nowej generacji kompletnie mnie zachwycił swoim bogactwem i wyrafinowaniem. U jego podstaw leży celebracja starożytnej historii Syrii, z melodyjnymi, ale intensywnymi i ekstremalnymi metalowymi utworami nawiązującymi do mitologii fenickiej z dużą ilością gitarowej magii. Jest to dzieło o wysokim standardzie, wykonane na wysokim poziomie, które jest jeszcze bardziej oszałamiające, gdy odkryjesz, że zostało nagrane w Syrii i Libanie, gdzie mieszka większość członków zespołu.
  • TRIBULATION „Where the Gloom Becomes Sound”
    Transcendentne, udręczone i melodyjne, wznoszące się riffy łączą się z dźwiękami podziemi w solidnej gotyckiej mieszance death metalowej, która stała się charakterystyczną cechą ostatnich wydawnictw Tribulation. Nieziemska euforia numeru Leviathans sprawiła, że chciałam ją odtwarzać raz za razem. Album nosi piętno głównego autora piosenek Tribulation, Jonathana Hulténa, który niedawno opuścił zespół. Zobaczymy, czy Tribulation pójdzie inną ścieżką po jego odejściu, ale „Where the Gloom Becomes Sound” jest odpowiednim ostatnim huraganem w erze Hulténa i bardzo przyjemnym dziełem.
  • VOICES „Breaking the Trauma Bond”
    Tak, na tej liście jest trochę ekstremalnego metalu, a to dlatego, że jestem wielką fanką takich podgatunków. Jak wspomniałam, to moja osobista lista. Voices dostarcza wyrafinowany, filmowy album, który zabierze Cię na unikalny emocjonalny rollercoaster, zanurzając się i wynurzając z najciemniejszych gatunków, z nastrojowymi zwrotami akcji, które naśladują nieprzewidywalność życia. Musisz tylko poddać się i zanurzyć w wysublimowanym 16-utworowym doświadczeniu, a nie będziesz miał/a go dość.
  • WOLVES IN THE THRONE ROOM „Primordial Arcana”
    Mistyczne, sugestywne, emocjonalne. Wyobraź sobie, że biegasz po mglistym lesie w towarzystwie duchów i spotykasz fantastyczne bestie. Od czasu do czasu promień słońca przebija się przez grube gałęzie drzew, aby dać ci wytchnienie i podnieść Cię na duchu. Ale wtedy musisz biec dalej. Struny do gitary stają się strunami twojego serca. Warkot staje się twoim pulsem. Takie uczucia towarzyszą mi podczas słuchania tego wspaniałego albumu. Nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę ich na żywo. Oto Wolves in the Throne Room w najlepszym i najbardziej wyrafinowanym black metalu najwyższej próby.


tłumaczenie: Wadim Filiks
korekta: Marta Szczepanik

Piotr
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , .