Site icon KVLT

Bismu: „Ludzie mogą poczuć, że to nic złego dzielić się swoimi uczuciami”

Wywiad z Bismu (DJ, producent)

Podobnie jak metal, tak i gotyk jest muzyką na tyle zróżnicowaną, że nie sposób zdefiniować subkulturę gotycką zaledwie w kilku słowach.
Różnorodność muzyki potrafi przyprawić o zawrót głowy, nie dziwi więc fakt, że koncertowa mapa Polski obfituje w coraz więcej koncertów i imprez tematycznych.

Lublin nie jest tutaj wyjątkiem, a wszystko za sprawą Bismu – gotyckiego DJa oraz producenta muzycznego, dzięki któremu mroczna strona sceny alternatywnej na Wschodzie Polski ma się bardzo dobrze.
Porozmawialiśmy nie tylko o niej, ale również o szeroko pojętych subkulturach, cechach dobrego DJa i… okładkach albumów, na których widnieją klocki Lego.

Cześć, Bismu! Zacznę od pytania o najnowsze wydarzenia – za sobą masz już rozkręcanie aftera po wrocławskim koncercie Closterkeller, jak również szesnastą już odsłonę Twojej imprezy Noc Mroku w Lublinie. Jak poszły oba eventy? Jakie były nastroje i czy frekwencja dopisała?

Closterkeller to było coś niesamowitego. Kiedy słyszysz ze sceny, że ludzie są zapraszani na Twoją imprezę, to wtedy wiesz, że robisz coś dobrze.

To w takich momentach zdajesz sobie sprawę, że robisz coś dla kogoś, coś ważnego. Wiesz, że jest to należycie docenione.

Impreza wyszła tam świetnie, ludzie naprawdę się bawili i wręcz chcieli jeszcze więcej, ale klub poinformował ich, że trzeba kończyć! Jestem za ten entuzjazm bardzo wdzięczny.

Jeśli chodzi o Noc Mroku, to wypadła naprawdę w porządku. Nie stawiło się aż tyle ludzi, co ostatnio, ze względu na okoliczności, jakimi były inne koncerty  w tym samym czasie. Stali bywalcy się pojawili, a to najważniejsze.

To bardzo ważne, zwłaszcza że paręnaście odsłon tej imprezy już za Tobą, a to naprawdę dobre osiągnięcie.

Na pewno świadczy to o tym, że ludziom się podoba i że warto to dalej ciągnąć.

Jak najbardziej. Ciekawi mnie, jak w Lublinie wygląda scena gotycka? Jak ogólnie określiłbyś lubelską scenę alternatywną?

Biorąc pod uwagę, że jest pewne rozdroże między Lublinem a zachodnią częścią Polski, to jest zauważalna różnica. Myślę, że Lublin dopiero kiełkuje pod tym względem i cały czas nowe osoby interesują się subkulturą – przychodzą na imprezy i ciekawią się, jak gotyk wygląda od podstaw, z całą historią. Nie tylko zresztą gotyk, bo to też o punk czy metal tu chodzi.
I to ma swój plus, bo można powiedzieć, że tworzy się jedna większa kolebka alternatywnej rodziny.

Też tak myślę. To świetna sprawa, że w polskiej subkulturze gotyckiej tak często widzi się studentów, osoby nastoletnie… bardzo młodych ludzi, którzy zaczynają swoją przygodę z subkulturą i którzy, z tego, co mówisz, w Lublinie również stanowią liczną grupę.

Tak, w Lublinie jak najbardziej takie osoby są i uważam to za duży atut lokalnej sceny. Dzięki temu mam możliwość przekazania wiedzy tym młodszym osobom, a wszystko odbywa się na zasadzie polecania muzyki – skoro pamiętam te czy inne zespoły, to mogę podzielić się z młodszymi od siebie rekomendacją w tym stylu.

Tak więc – jak najbardziej. To bardzo fajne, bo takie osoby zaczynają od tego punktu wyjściowego i mają pojęcie, jak to faktycznie wyglądało.

No właśnie, poza tym Lublin to chyba miasto typowo studenckie, jeśli o Wschód Polski chodzi?

Głównie jest to miasto studenckie, tak. Widać to na przykład na drogach, kiedy podczas roku akademickiego próbuje się gdzieś dojechać samochodem… to zdecydowanie widać! (śmiech)

Ale to ma swoje plusy, bo kiedy zaczyna się sezon studencki, to część tych osób siedzi w alternatywie i w podobnych klimatach, można więc się ich spodziewać na imprezach i na parkiecie, to na pewno.

Super! To rzeczywiście spora zaleta.

Zresztą tu na uczelni, na kilku wydziałach u siebie sam wieszam plakaty ze swoimi imprezami.

Chciałabym pociągnąć jeszcze temat Wrocławia. Był tam oczywiście Kacper Rice, z którym nagrałeś utwór Resonance. Kacper prowadzi podcast Dark Side of the Earth, Ty również nagrywasz swoją muzykę i organizujesz imprezy. Jak zatem Resonance doszło do skutku? Czyj to był pomysł, kto pierwszy zaproponował współpracę?

To jest bardzo ciekawa historia, bo z Kacprem poznaliśmy się na Castle Party w zeszłym roku. Patrzyłem na niego i zauważyłem, że nosi naszywkę z logo gotyckiego podcastu, na co on odpowiedział, że to właśnie on nagrywa wspomniany podcast.
Wtedy poszło już z górki: z koleżeńskim „cześć” i „siema”! (śmiech)

Dałem mu znać, jak bardzo doceniam jego podcast i świetną robotę, jaką wykonuje. Kacper nie tylko podziękował, zaproponował też zrobienie jakiegoś wywiadu, na co chętnie przystałem.

Przed wywiadem, właśnie na Castle Party, poznałem też grupę muzyczną Darkways, która oryginalnie nagrała utwór Resonance.

Zakochałem się w ich brzmieniach, to teraz jeden z moich ulubionych zespołów, które katuję, i zaproponowałem, że zrobię remix ich utworu.

Dystrybutor Darkways nie był zbyt chętny do wyrażenia zgody, ale postawiłem na swoim i zaproponowałem cover. Zespół się zgodził, a ja wcisnąłem w to Kacpra oraz koleżankę Agatę, a sam zespół później udostępnił ten cover na swoich mediach społecznościowych.

Jestem z tego powodu bardzo zadowolony, bo wyszedł nam fajny utwór.
Ma awangardowe, nowatorskie brzmienie, a jednocześnie wydaje mi się, że domyka strukturę gotyku.

Jak najbardziej! W nawiązaniu do naszej wcześniejszej rozmowy, czy to właśnie Darkways przyjadą do Polski? Wspominałeś o pewnym hiszpańskim zespole, który ma nas odwiedzić…

Nie, to inny zespół… Ale oczywiście nie narzekałbym, gdyby Darkways również przyjechali!

Poza tym, czy niedawno przypadkiem nie było ich w Poznaniu?

Byli, i to chyba właśnie na Shadow Dance Party [cyklicznym evencie gotyckim w poznańskim klubie Pod Minogą].

Tak, pamiętam, a to również jest ciekawe, jak te zespoły działają. To było chyba wtedy, kiedy grali również Twin Noir?

Tak, a oni z kolei… oni swoją energią po prostu wszystko trochę przyćmili. (śmiech)

Czasem tak jest! Wtedy jeden z uczestników imprezy bardzo dobrze ocenia event, a drugi z tego samego powodu odbierze koncert nieco gorzej, być może z nie do końca spełnionymi oczekiwaniami.

Tak, poza tym to zawsze kwestia mocno subiektywna jeśli chodzi o odbiór muzyki.
Wiem, że pewnie ciężko zdecydować, ale gdybyś miał wybrać, to wolisz grać imprezy, na których jesteś DJ-em, czy grać swoją muzykę?

To ciężkie pytanie! (śmiech) To bardzo ciężkie pytanie, bo to i to ma swoje plusy i minusy. Hm… Jednak chciałbym mimo wszystko spróbować grania na żywo, bo w robieniu imprez już siedzę długo, mam w tym doświadczenie, a jak akurat skończę jakiś materiał muzyczny, to chciałbym go zaprezentować. Chciałbym po prostu zobaczyć, jak od tej strony to wygląda i jak występuje się na żywo.

W takim razie czy są szanse na koncerty w następnym roku?

Wszystko jest w realizacji i skończone w siedemdziesięciu procentach, więc ma się raczej ku końcowi.

Super! Już na tym etapie powiedziałabym „gratulacje”, bo muszę przyznać, że mimo, że scena gotycka jest otwarta na różne współprace, na wsparcie i generalnie ma dużą otwartość w sobie, to jednak nie jest to oczywiste, że uda się coś zorganizować.
Nie ma gwarancji że, mówiąc potocznie, coś faktycznie „styknie”.
Moim zdaniem jest to też dosyć wyjątkowe, ponieważ, dla porównania, wiem trochę więcej o scenie metalowej, i odnoszę wrażenie, że tam ludzie mają większe tendencje do gatekeepingu czy upartego wręcz obstawania przy swoim…
 

Zastanawiało mnie też, z jakimi artystami chciałbyś jeszcze współpracować – gdybyś mógł wymienić kogoś, kto jest realistyczną opcją i do kogo być może trafi ten wywiad, a kto jest bardziej odległym marzeniem?

Największym marzeniem, nie będę ukrywał, jest zespół, który zresztą widziałem na żywo, Molchat Doma.
Uwielbiam ich całym sercem i chciałbym z nimi współpracować.
Tak, jak już wcześniej wspominałem, wymieniłbym również zespół Darkways.
Z kolei realnym celem jest możliwość współpracy z Twin Tribes, gdyż na bieżąco jestem w kontakcie z wokalistą.

A Twin Tribes mają przecież na swoim koncie dużo remixów…

Mają, więc nie ukrywam, że kiedyś chciałbym się tym zająć. Jeśli chodzi o scenę polską, to kiedyś bardzo chciałbym coś wydać wspólnie z Hiroszymą.
Graliśmy kilka imprez, ma świetny styl muzyczny i wiele lat siedzi w tym biznesie.

Idealnie byście do siebie pasowali.

Tak, on mnie też pod tym względem inspiruje, swoim zaparciem w tym, pracą… mam w jego osobie mentora pod tym względem.

A gra też naprawdę dużo, ostatnio na wydarzeniu typu fashion week, w teatrze…

Tak! I to takie eventy, że… wow, nawet nie wiedziałem, że można to rozprzestrzeniać na tyle różnych dziedzin kulturowych.

Tak, i jest to naprawdę super, to bardzo interdyscyplinarne.
Czy sam miałbyś zajawkę również na fotografię, modę, sztukę wizualną? Czy jesteś jednak zakorzeniony głównie w muzyce?

Inspirując się Hiroszymą i tym, co robi, skontaktowałem się z pokazem mody alternatywnej w Toruniu z pytaniem, czy dałoby radę zagrać jako DJ, ewentualnie na jakiejś burlesce.

To fantastyczne, że kiedy patrzę na ludzi na scenie gotyckiej, to wielokrotnie myślę, jacy oni są kreatywni, mają tyle pomysłów, tyle różnych wpływów.
Nawet u Ciebie utwory A Warrior is Born czy najnowszy Sun Eater mają wręcz metalowy sound.

Byłem na takim etapie, że nie chciałem się skupiać na jednym gatunku, aczkolwiek teraz wiem, że trzeba się przekonwertować na coś bardziej konkretnego.
Mimo wszystko Sun Eater powstało prawie dwa lata temu, jeśli o sam podkład muzyczny chodzi, tak samo A Warrior is Born – na początku tego roku.
I to było celowe odejście od gotyku po to, żeby przerzucić się na coś mroczniejszego, spróbować czegoś nowego.

Masz swój styl, który ewidentnie jest mocno darkwave’owy, ale też jest przełamywany metalem. Zaryzykuję tutaj stwierdzenie, że wielu gotom również metal jest bliski.

Tak, i trochę też house, ale to już w zasadzie dla koneserów. A że sam jestem gotem, to też lubię słuchać metalu, najbardziej death metalu.

To zrozumiałe i wręcz oczywiste, że ma się tak różne wpływy. Na razie wydałeś EPkę oraz single, ale czy album również jest w planach?

Tak, jak najbardziej jest w planach. I nawet myślę, że nie tylko jeden. Zobaczymy, jak życie się potoczy.

Zresztą już sama EPka Oddments, która wyszła dwa lata temu, była sporym osiągnięciem. Zastanawiam się, jak wyglądał cały proces twórczy. Czy przebiegał tak, jak oczekiwałeś, czy może były jakieś niespodzianki po drodze?

Działo się to w dość ciekawy sposób. Na pewno określiłbym go jako dynamiczny, gdyż EPka powstawała głównie w domu, ale też w różnych innych miejscach, gdzie miałem wenę i gdzie tworzyłem.

Pamiętam na przykład, że w utworze Fog, który skomponowałem, wszystko się zaczęło od charakterystycznego brzmienia syntezatora, które miałem w głowie. Miałem wtedy poczucie, że to jest na tyle dobre, że chcę z tego zrobić coś więcej.

Koncepcja płyty naprawdę była ciekawa, a sama nazwa Oddments w kontekście tej płyty odnosi się do tego, że z angielskiego „oddments” oznacza graty, bibeloty. Tak właśnie traktuję tę płytę. Nie w sposób umniejszający, ale jako pewną formę pudełka, właśnie takiego zbioru rzeczy, które znajdujemy na strychu, do których można cały czas wracać i znajdować w tym jakąś nostalgię czy po prostu sentyment.

Nawet okładka zrobiona z Lego bardzo tutaj pasuje.

Została zrobiona amatorsko, ale chciałem tak ją wykonać i miałem po prostu taką koncepcję.

Ale to bardzo ciekawy i mega niesandardowy pomysł. Nie widziałam tego na żadnej innej gotyckiej okładce.

To właśnie jest ciekawe. Miałem podobną sytuację, gdy gotyckiemu zespołowi Last Grasp wysłałem swoją płytę i jeden z członków bandu skomentował to słowami „yo, ale świetna okładka”! (Śmiech)

Te różne muzyczne polecajki wydają się być niewyczerpanym tematem. Chociaż o Molchat Doma słyszał chyba każdy, to jest również bardzo wielu artystów, takich dużo mniej znanych, których brzmienie naprawdę potrafi urzec.

Tak, to prawda. Można, że tak powiem, znaleźć jakąś nową inspirację i zanurzyć się w danym nurcie.

No właśnie, do odkrywania nowości muzycznych służą też Twoje imprezy.

Tak! Właśnie po to są, żeby odkrywać na nich za każdym razem coś innego, nowatorskiego.

Zwłaszcza, że DJ powinien grać różnorodny repertuar. Taki z nowszymi, mniej znanymi utworami, ale też klasykami czy znanym, ejtisowym brzmieniem, wraz z tymi hitami, które rozpoznaje każdy – niezależnie od tego, czy jest gotem, czy nie…

Tak, to kawałki, do których pobawi się właśnie got, pobawi się metalowiec, może nawet czyjaś mama czy babcia. (śmiech)

Zdecydowanie! Jest to bardzo fajne wyczucie parkietu i tego, czego ludzie potrzebują. To także dopilnowanie, żeby ludzie się bawili do końca.

Tak, na przykład mój ulubiony moment à propos klasyków ejtisowych to puszczane, zwykle pod sam koniec, Forever Young od Alphaville. To po prostu czysta nostalgia!

Tak, ciężko się nie uśmiechnąć, kiedy gdzieś ktoś wywija na parkiecie, ktoś inny po prostu jeszcze gdzieś się trzyma, ludzie zaczynają śpiewać… jest w tym klimat.

Tak, mam wtedy takie poczucie spełnienia.

Czy poza przekazaniem wartości i zachęceniem nowych, młodszych ludzi do sceny i utrzymaniem subkultury wiecznie żywej, są jeszcze jakieś główne cele, które Ci przyświecają?

Jeśli chodzi o gotyk, to byłoby tym dla mnie stworzenie bezpiecznej przestrzeni – w Lublinie czy gdziekolwiek indziej. Przestrzeni, w której ludzie mogą przede wszystkim poczuć się sobą.

Nie oszukujmy się, gotyk to forma ekspresji – nihilizmu, bólu, po prostu, który często w ludziach tkwi. A jak się stworzy bezpieczną przestrzeń, ludzie mogą o tym bezgranicznie mówić, poczuć to. Mogą poczuć, że to nic złego dzielić się swoimi uczuciami ze światem.

Pięknie powiedziane. Bardzo doceniam te słowa i też podpisuję się pod nimi. Cieszę się, że tak trafnie to opisałeś, bo zbliżam się już do ostatniego pytania…
Czy podzielasz moje wrażenie, że scena gotycka w Polsce coraz bardziej się rozrasta? I to nie tylko w Lublinie czy u mnie w Katowicach.

Tak. To na pewno też dlatego, że jest do tego dzisiaj łatwiejszy dostęp. Kiedyś dostęp do muzyki zapewniały koncerty i płyty, a dzisiaj, kiedy już jest internet, znacznie łatwiej sobie przekazać różne muzyczne polecajki. Algorytmy czy najzwyczajniej w świecie takie aplikacje jak Tiktok, Instagram czy Facebook również robią robotę.

To na pewno pomaga subkulturze się rozwinąć.

To też jest bardzo istotne – że w dobie internetu można łatwiej dotrzeć do tych wszystkich ludzi ze swoją muzyką, prawda?

Powiem tak: jeśli ktoś będzie tak jak ja kupować płyty, to dalej będzie to robił dla sceny alternatywnej. To dzieje się niezależnie od tego, czy żyjemy w dobie internetu, czy nie – to jest po prostu zależne od ludzi. Jeśli o odkrywanie zespołów przez Spotify chodzi, to… jeśli ma to pomóc ludziom w odkrywaniu nowej muzyki, to jest słuszna opcja.

Miejmy nadzieję, że tak zostanie i że zarówno Spotify, jak i eventy, pozwolą ludziom odkrywać nową muzykę.

Myślę, że ludzie trochę kopiują swoją energię od innych. Chodzi mi o to, że słuchacze kopiują trochę energię od samego DJa właśnie, bo jeśli sam DJ się świetnie bawi, to ludzie też się doskonale bawią. To jest jedna z zasad, jeden z warunków, żeby impreza dobrze się udała.

Dobrnęliśmy do końca wywiadu i na chwilę obecną mogę po prostu podziękować Ci za dzisiejszą rozmowę.

Ja również dziękuję.

Exit mobile version