Pierwszym, co zwraca uwagę w przypadku debiutanckiego wydawnictwa belgijskiego Bloedmaan, jest intrygująca okładka, przypominająca concept art wzięty żywcem z Castlevanii, Hellsinga czy innego Vampire Hunter D. Skąpany w nocnym półmroku zamek spogląda na słuchacza złowieszczo, zapowiadając klimatyczną wyprawę do krain, w których najstaranniej skrywane lęki przyjmują namacalne formy, a jedynym co towarzyszy tułaczce słuchacza, są przebijające się przez ciemne chmury, odbite promienie bladego księżyca.
Muzyka zawarta na Castle Inside the Eclipse to przesycony melancholijną atmosferą black metal, w którym klasyczne północne inspiracje wzbogacone są masą melodii, a klimat grozy przeplata baśniowa nastrojowość i wyczuwalna aura sennej nierealności. Odpowiadający za całokształt Ronarg daje się poznać jako bardzo wprawny kompozytor i instrumentalista, każdy z 5 zawartych na płycie numerów stanowi równie ciekawy rozdział tej zajmującej opowieści (z niezwykle udanym punktem kumulacyjnym w postaci Winged Flight under the Pale Moon), po której w głowie przeważają zdecydowanie pozytywne wrażenia.
Trochę szkoda, że album trwa tylko 29 minut, przez co stoi nieco w rozkroku między EPką i pełnometrażowym debiutem. Niezależnie od powyższego warto się jednak z tym materiałem zmierzyć, szczególnie jeżeli lubi się intrygujące, muzyczne opowieści ze świata dark fantasy.
Ocena: 8/10
- Les Bâtards du Roi – Les chemins de l’exil (2025) - 7 kwietnia 2026
- AMPACITY publikuje teledysk do „Phantomatics” - 3 kwietnia 2026
- Debiutancki singiel gotyckiego Wolfpack Heading Nowhere już dostępny - 3 kwietnia 2026
Tagi: black metal, Bloedmaan, Castle Inside the Eclipse, Immortal Frost Productions, melodic, recenzja, review.






