Pięć lat po wydaniu Birth of Violence doczekaliśmy się powrotu Chelsea Wolfe. To kolejna transformacja w karierze amerykańskiej artystki i następny śmiały krok w stronę dźwięku przesyconego mrokiem i emocjami. Nowa płyta to dzieło bardzo osobiste, a jednocześnie na tyle uniwersalne, że ciężko się z nim nie utożsamiać. Zapadający w pamięć wokal, przesterowane gitary i pewien mistycyzm spowijający twórczość Chelsea to elementy składowe, które znów urzekają, hipnotyzują i wciągają bez reszty.
W słowniku Chelsea nie występują takie pojęcia jak „nuda” czy „nijakość”, a numer o pozornie zagadkowym tytule Whispers in the Echo Chamber z mocą otwiera album. Wystarczy rzut oka na tekst, by stwierdzić, że motyw przemiany oraz porzucenia dawnego „ja” dostajemy już na dzień dobry. Kompozycja jest utrzymana w klimatach, do których artystka konsekwentnie przyzwyczajała słuchaczy, jednak momentami robi się cięższa i bardziej intensywna. Przypomina to kolejny stopień wtajemniczenia i zagłębienie się dalej w pewien rodzaj mrocznej ceremonii, wprost w sączącą się z głośników ciemność.
Co jest istotne, wszystko to zostaje osiągnięte w stosunkowo oszczędnych środkach. Wystarczają one jednak w zupełności do tego, by w pełni docenić ten album.
Do przesterowanych, hipnotyzujących gitar wkrótce dołącza również elektronika, atmosfera ponownie gęstnieje i momentami staje się wprost klaustrofobiczna, jak ma to miejsce na House of Self-Undoing. Utwór uderza w niepokojące, odrealnione brzmienia, a przy tym pozostaje dynamiczny i na tyle nośny, że potrafi zmuszać słuchacza do zapętlenia tego kawałka. Twórczość Chelsea Wolfe znów urzeka i intryguje, a chwilami wprost przytłacza – w końcu jak inaczej nazwać uczucie, jakie towarzyszy takiemu ogromowi niełatwych emocji, retrospekcyjnym elementom i tekstom działającym na wyobraźnię? Dysonansowe brzmienia w połączeniu z intensywnością muzyki bywają bardzo ciężkie, jednak niesłuszne byłoby stwierdzenie, że w repertuarze artystki gości jedynie posępny klimat i mrok – choć bywa również oniryczny i przesycony atmosferą rodem z zagadkowego snu (bądź koszmaru, w zależności od preferencji słuchaczy).
W końcu Tunnel Lights, kompozycja o dość pozytywnym przesłaniu (według autorki opowiada o odnalezieniu siebie i pogodzeniu się z pewnymi rzeczami w życiu), buduje dźwiękowe napięcie, a rezonujący niczym echo wokal i zgiełk elektroniki niektórych może przyprawić o ciarki (choć u mnie był to dreszcz zachwytu). Ten piorunujący efekt uzyskano przy pomocy prostych patentów, podobnie jak na wielu innych ścieżkach albumu – np. w Everything Turns Blue wybija się pozornie beznamiętny wokal, który wprost uderza w zestawieniu z tak przejmującą muzyką, z kolei utrzymane w średnich i wolnych tempach, dysonansowe The Liminal balansuje pomiędzy światłem i mrokiem.
Spośród utworów na płycie muszę wyróżnić także na wpół transowe, na wpół rytualne Eyes like Nightshade, gdzie wśród oszczędnego instrumentarium uwagę przykuwa nieziemski, trochę odrealniony wokal Chelsea. Ciekawym, minimalistycznym trackiem jest również Salt, które zostało ponoć zainspirowane… hitem Teardrop w wykonaniu Massive Attack (swoją drogą inspiracje autorki na tym albumie były naprawdę ciekawe, a wpływ trip hopu można „wyłapać” kilka razy). Pejzaż dźwięku budują tu również syntezatory, jak ma to miejsce na świetnym Unseen World, jednym z ostatnich kawałków na albumie.
She Reaches Out to She Reaches Out to She to w stu procentach wydawnictwo Chelsea Wolfe, przez co dla niektórych może okazać się nieco zbyt zachowawcze. Jest to chyba jedyny potencjalny minus tego materiału. Warto jednak wsłuchać się w album i wczuć w mroczniejszą, cięższą klimatem twórczość Amerykanki. Jej muzyka bywa tutaj bardziej minimalistyczna, by miejscami olśnić słuchacza prostą, ale genialną aranżacją, a momentami zderzyć klimat wprost z koszmaru z onirycznym, fantastycznym nastrojem snu na jawie. Dźwięk charakterystyczny dla Chelsea Wolfe nieco ewoluuje i zmienia się na tyle, na ile to możliwe – oczywiście przy zachowaniu tego, co doskonale już kojarzymy z jej twórczością.
Ocena: 9/10
- Lili Refrain, Moriah Woods – Katowice (15.04.2026) - 23 kwietnia 2026
- Hexvessel, Aluk Todolo – Kraków (08.04.2026) - 17 kwietnia 2026
- French Police, Sad Madona – Poznań (26.03.2026) - 12 kwietnia 2026







